1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka

Pracownik Miesiąca

Podejrzewam, że nikt z Was nie marzy o pracy przy kasie w supermarketach typu Real, Kaufland, czy Biedronka, która jest tak blisko. A niby czemu? Że niby niewdzięczna praca, wyzyskują, małe pensje i ogólnie wszystko tam jest "be"? Też tak myślałem, dopóki nie obejrzałem "Pracownika Miesiąca". Doprawdy nie wiem, czy ten film opiera się w stu procentach na ironii i przekręcaniu rzeczywistości, co zapewne miało być zabawne, czy na głupocie twórców, co jest już tylko żałosne.

Pracownik Miesiąca

Cała historia utrzymana jest w konwencji głupawej komedii amerykańskiej. I to nie w stylu American Pie, czy Scary Movie - tam naprawdę były czasami powody do śmiechu. Tutaj wszystko jest tak bezsensowne, że jedyne, co może być zabawne, to podziwianie głupoty bohaterów, a wydarzenia są tak durne, że to już nawet nie staje się komiczne, ale nędzne i godne pożałowania.

Wszystko odbywa się w supermarkecie, w którym codziennie jeden z członków obsługi dostaje gwiazdkę na wielkiej tablicy ogłoszeń, a ten kto takowych odznaczeń otrzyma najwięcej przez trzydzieści dni, zostaje pracownikiem miesiąca. W tym miejscu od razu stawia się widzom dwóch, odmiennie skrajnych bohaterów o stereotypowych wzorcach zachowań dla wszystkich pseudo-komedii, w których wszystko kończy się wspaniale.

Pracownik Miesiąca

Tak więc spotykamy Vince'a, rekordzistę w zdobywaniu wspomnianego już tytułu, który jest dodatkowo wrednym lalusiem i generalnie "głównym złym" oraz nieudacznika Zacka, który stoi na najniższym szczeblu kariery sklepowej i razem z kumplami gra w karty w każdej wolnej lub nie wolnej od pracy chwili i robi wszystko, żeby tylko wymigać się od roboty. Oczywiście w tym momencie pojawia się piękna kobieta (cóż, są różne gusty, jak dla mnie bynajmniej Jessicę Simpson wykreowano w tym filmie na tępą blondynkę), o której względy dwóch poznanych facetów będzie rywalizować. Laska jest pusta i tępa, więc leci na tego, kto zbierze więcej pochwał w sklepowym konkursie, także leniwy dotąd Zack musi się zmienić, żeby w końcu móc przekonać do siebie panienkę. Podczas mozolnego dążenia do sukcesu powoli zaczną opuszczać go dawni kumple, którzy nie są zbyt zadowoleni jego przemianą w pracoholika, ale jako że jest to bajka z morałem dla grzecznych dzieci, to happy end musi być i do koniecznie pouczający, co by propagować odpowiednie wzorce zachowań u młodzieży.

Co mnie naprawdę denerwuje, to wszystkie nieścisłości. Pomijam już to, że ktoś wymyślił taką bzdurę, jak konkurs na najlepszego pracownika, trzymajmy się przy wersji, że gdzieś tak faktycznie jest. Tylko czemu "najszybszy kasjer" podczas pracy żongluje zakupami i generalnie popisuje się przed tłumem klientek, które najwyraźniej sikają po nogach na sam jego widok? Myślałem, że takie akrobacje wydłużają czas kasowania towarów, ale widać ja się nie znam, pewnie naładowują się wtedy jakąś kosmiczną energią i same się nabijają na paragony. Takich skończonych idiotyzmów jest tutaj cała masa, ale nie ma się w sumie co do nich czepiać, bo to jakieś typowe dla amerykańskich komedii, że większość rzeczy jest na siłę sztuczniejsza, żeby wywołać uśmiech na twarzy widza - w tym wypadku to się nie udało. Dodatkowo wszystko jest tragicznie oczywiste. Od początku, gdy tylko pojawia się cwaniacki rywal, wiadomo, że w końcu i tak pójdzie o jakąś dziewczynę, a jak i ta się znajduje, to z miejsca staje się jasne, kto podbije jej serce (które zapewne jest równie plastikowe, jak jej natura), zostanie Pracownikiem Miesiąca, zmiesza z błotem konkurenta i w ogóle zbierze brawa i same "ohy" i "ahy" ze strony współpracowników.

Pracownik Miesiąca

Co ciekawe, jak na film komediowy, ani razu się nie zaśmiałem. Dowcip jest tu na naprawdę niskim poziomie i trzeba być chyba po sporej dawce alkoholu, żeby dobrze bawić się przy oglądaniu tych żmudnych zmagań pracowników supermarketu. Może powiecie, że nie mam poczucia humoru, ale wręcz przeciwnie - bawią mnie komedie, tak samo klasyki jak Miś, czy te durne amerykańskie, jak choćby wspomniane już przeze mnie American Pie, czy Scary Movie. Ciężko mi jest więc stwierdzić, co takiego jest w Pracowniku Miesiąca, że uważam go za produkt poniżej przeciętnej. Będę zgadywał - banalna fabuła? Jak najbardziej. Maksymalnie możliwa przewidywalność i schematyczność? Owszem. Brak jakiegokolwiek wyszukanego dowcipu i sprowadzanie wszystkich wątków komediowych do błazenady wyczynianej przez aktorów? Tak, to chyba te powody, dla których nie warto oglądać tego filmu.

Podsumowując, jeśli lubisz wypaczać sobie gust, tracić czas na bzdury lub zobaczyć jak nie powinna wyglądać fajna komedia - możesz skusić się na bilet do kina. Oczywiście, nie twierdzę, że film każdemu będzie wydawał się beznadziejny, są wszak różne gusta. Pewnie masa dzieciaków będzie się nim zachwycała - szanujemy takich ludzi. Ale tym, którzy wolą inteligentną komedię, która nie powiela znanych motywów szczerze odradzam wydawanie pieniędzy na Pracownika Miesiąca.