1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka

Power Rangers: Super Legendy

Go. go. Power Rangers! Któż z Was nie krzyczał donośnie tych słów, wprost z popularnego niegdyś (dziś być może też, w każdym razie dalej kręci się nowe serie) serialu? Pierwsze sezony Power Rangers to perełki - denna fabuła, nędzna gra aktorów, kartonowe miasta, plastikowe zordy. No i Mięśniak i Czacha! Aż się łezka w oku kręci. Że też takie badziewie ruszało mnie, jak miałem te 7-8 lat...

Powstało już wprawdzie kilka gier z "Power Rangers" w tytule, w tym większość na konsole przenośne, ale Super Legendy to pierwsza gra, która zawitała także na pecety. I bardzo dobrze, że zawędrowała w te rejony. Jest na tyle dobra, że nie zostanie wyśmiana przez pięciolatków. Poza tym - dawno nie miałem okazji pograć w dobrą platformówkę, a ta jest chyba pierwszą od czasów Duke Nukem Manhattan Project, która mnie wciągnęła.

Power Rangers: Super Legendy

Jesteśmy świadkami powrotu do świata żywych złowieszczego lorda Zedda, głównego serialowego "bad boya". Tym razem chce on zniszczyć wszystkich wojowników Power Rangers i wykreślić ich z historii. A trochę tych "Strażników Mocy" było, sądząc po ilości serialowych sezonów.

By stanąć Zeddowi na drodze, wcielimy się kolejno w różnych wojowników, by zetrzeć w proch różnych sługusów zła. Wspomnę tylko, że wojownicy ci nieco różnią się od siebie "potencjałem" w niektórych cechach i podczas gry możemy je rozwijać do określonego poziomu. Szkoda tylko, że wszyscy z nich mają taką samą gamę ciosów.

Power Rangers: Super Legendy

Należy dodać, że dostępne ruchy opisane są w instrukcji, co ułatwia zadanie tym ambitniejszym. Ci mniej ambitni (jak np. ja) będą musieli jednak zmagać się z wszechobecnym chaosem towarzyszącym walkom. Może to ja nie jestem tak rozwinięty manualnie jak dzisiejsza dzieciarnia, ale cały czas miałem wrażenie, że wszystkie ciosy wyprowadzam tak przypadkowo, bez ładu i składu. Później pojąłem, o co biega, ale i tak nie panowałem nad ruchami swej postaci w 100%.

Power Rangers: Super Legendy

Jednak walki z hordami płotek to nie wszystko - oprócz tego pojedynkujemy się także z bossami, doskonale znanymi fanom serialu (sam, choć oglądałem tylko dwie pierwsze serie, skojarzyłem parę z postaci). Te jednak są niespecjalnie rajcujące, polegają wyłącznie na zręcznym uciekaniu ciosom i klepaniu ich tychże bossów, ile fabryka dała, gdy dostaną ataku "maniakalnego śmiechu geniusza zła".

Jeszcze gorzej sprawa ma się z pojedynkami megazordów, z którymi wiązałem największe nadzieje. Niestety, polegają one jedynie na wciskaniu kursorów w odpowiedniej kolejności w celu wyprowadzenia ataku bądź obrony przed szarżą wroga. Gorzej się nie dało tego zrobić, zaiste.

Power Rangers: Super Legendy

Te ostatnie są bardzo proste, jednak reszta gry jest o wiele bardziej nierówna. Gdy na ekranie przeciwnicy mnożą się jak króliki, ciężko zachować zimną krew. Poczucie chaosu potęguje się z każdą chwilą, a pasek zdrowia wprost proporcjonalnie spada na łeb, na szyję. Dzięki jednemu prostemu mykowi gra jednak staje się wprost banalna - mamy nieograniczoną liczbę żyć. Genialne rozwiązanie, żadnych ciśnień, że będziemy musieli powtarzać poziom.

Power Rangers: Super Legendy

Sprawy nie ułatwia zaś sterowanie, moim zdaniem nieco przekombinowane. Co jak co, ale 8 klawiszy (oprócz kursorów)? Trochę to dużo. Z początku próbowałem grać na klawiaturze, ale szybko zrozumiałem, że to bardzo kiepski pomysł. Po pierwsze - bo skonfigurowanie sterowania jest albo niemożliwe, albo jest tylko dla wybrańców, skoro nawet ja nie wpadłem, jak zmienić obłożenie klawiszy. Po drugie - domyślne konfigurację twórcy mogą sobie wsadzić - wiadomo, gdzie. Po trzecie - wspomniana liczba klawiszy. Po odkurzeniu pada jednak zabawa nabrała rumieńców - wszystko stało się prostsze, mniej denerwujące, bardziej przejrzyste. A to uczucie po wyprowadzeniu powalającego kilkukrotnie combo - bezcenne!

Power Rangers: Super Legendy

Warto wspomnieć też o możliwości gry we dwójkę przy jednym komputerze, gdzie każdy z graczy przejmuje stery jednego z wojowników, a podczas pojedynków megazordów współdziałają w celu eliminacji przeciwnika.

Power Rangers: Super Legendy

Dzieciakom (przynajmniej tym niewychowanym na najnowszych strzelankach) z pewnością spodoba się grafika, wzorowana na komiksową. Gruba kreska, mnóstwo żywych kolorów, widowiskowe eksplozje - jest czym cieszyć oko (i to bez mocarnego sprzętu, wymagania są dosyć niskie jak na dzisiejsze standardy). Podobnie jest z muzyką - żywe, rockowe granie tylko zachęca do dalszej walki.

Power Rangers: Super Legendy

Na uwagę zasługuje też fakt, że gra jest w pełni spolszczona, tzn. oprócz napisów występuje też dubbing. Głosy podłożone pod postacie są naprawdę dobrze dobrane, niektóre można też poznać z serialu. Polonizacja jest dobra, zrobiona z jajem i polotem. Tłumacz nie bał się tu i ówdzie wcisnąć np. słowo "frajer" (nie zważając na dopiero kształtującego się młodego człowieka jako odbiorcę :) ).

Power Rangers: Super Legendy

Co by tu dużo i mądrze nie mówić - Power Rangers: Super Legendy to gra najzwyczajniej w świecie dobra. Żadnych fajerwerków, żadnego trzęsienia ziemi czy innego globalnego kataklizmu - ten tytuł nie miał zachwycać i tego nie robi. Jedynym jego zadaniem jest dobrze bawić i te spełnia naprawdę świetnie. Tak, mogło być lepiej, ale kogo to obchodzi? I tak jest aż za dobrze.