1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka

Potrzebna ... jak świni siodło!

Niezbędna … jak świni siodło!

- I rzekł Pan do świni swojej, zakładając jej jeździeckie siodło - pobiegniesz niczym wiatr, pokonując wszystkie te rasowe konie! - Świnia z politowaniem popatrzyła na swojego Pana, po czym swoim świńskim truchtem pobiegła na linię startową. Cudu nie było.

No, co świni po jeździeckim siodle? Mniej więcej jest jej tak potrzebne, jak Polsce i Polakom amerykańska tarcza rakietowa, zainstalowana na Jej terenie. Obiecałem sobie onegdaj, że nie będę pisał na tematy związane z polityką, jako, że ta nieodmiennie mnie brzydzi, a szczególnie w czasie ostatnim. Niestety, nawet zaszycie się w czeluściach wirtualnej przestrzeni nie uwolniło mnie od tej zmory. Jest wszędzie, nawet tam, gdzie zwykle król chadza piechotą [toalety na USiu są jednakowoż wolne od tej przypadłości :D - mCrvn].

W czym rzecz? W ostatnim czasie przewala się przez kraj mój fala dyskusji o konieczności zainstalowania amerykańskiego wynalazku zwanego tarczą antyrakietową. W interesie tym, oprócz mojej Ojczyzny, mają brać udział także Czechy, gdzie Big Brother umyślił sobie umieszczenie stacji radarowych wczesnego ostrzegania sprzężonych z rakietami zadołowanymi na terytorium RP (numer jest mi zupełnie obojętny, jako, że w kostnicy i tak nie ma znaczenia). Politycy wszystkich ugrupowań wypełniają przestrzeń medialną czczą gadaniną, lejącym się pustosłowiem, próbując przekonać swoich Rodaków o niezbędności kooperacji z USA na tej płaszczyźnie. Jedni powołują się przy tym na zobowiązania sojusznicze wynikające z przynależności do NATO, inni wskazują na przyszłe profity w postaci miejsc pracy oraz bliżej niesprecyzowane korzyści, a kolejni wskazują zagrożenie, jakiego Polska uniknie, stając się częścią amerykańskiego systemu obronnego. Istny chocholi taniec, w którym brak elementarnego poczucia samozachowawczego i troski o Własny Naród. Polityka i serwilizm wobec USA zwany "przaśnie włazidupstwem" święci triumfy przy podniesionej kurtynie. W czym rzecz? Ano w tym, że jaśnie oświecona Władza i jej pretorianie, oraz nieudacznicy zwący się politykami mówią dużo, chętnie zarzucając audytoria niby argumentami, w których jest wszystko, z tym, że realna prawda jest racjonowana w oszczędnych dawkach. Działanie mocno przemyślane, gdyż w morzu słów trudno wyłowić konkret.

To może by tak w tej dyskusji dorzucić szczyptę realiów? Czym jest globus, wie każdy młody człowiek na etapie początkowego nauczania. Niestety, wiedza ta gruntownie i masowo wyparowała z głów tych, którzy wzięli na siebie dobrowolnie odpowiedzialność za resztę populacji mieszkającej w dorzeczu Bugu, Wisły i Odry [wiedza nie może wyparować, bo czaszka być naczyniem w miarę szczelnym, stąd wniosek, że dobrze ją im kazali ukrywać - mCrvn]. Nim dojrzała we mnie myśl napisania niniejszego tekstu przeprowadziłem na własny użytek coś na kształt eksperymentu. Wrzuciłem na kompa obraz półkuli północnej Matki Ziemi, po czym przeprowadziłem linie proste znaczące hipotetyczne korytarze przemarszu rakiet balistycznych z rejonów, których mogły one być odpalone w kierunku największego z naszych sojuszników, drogich niektórym Stanów Zjednoczonych. Rejony wskazałem zgodnie z wypowiedziami polityków USA szemrających hasłem o globalnym zagrożeniu terroryzmem. Iran, Indie (nigdy nie wiadomo, jak się zachowają w sytuacji "gardłowej"), oraz Półwysep Koreański, z uwagi na wojowniczego syna Kim Ir Sena. Efekt tych zabiegów prezentuję poniżej. Szczerze powiem, że nawet mnie zwalił z krzesła.

Korytarze przelotu wystrzelonych rakiet: ciemniozielony - punkt odpalenia Iran, jasnozielony - punkt odpalenia Indie, żółty - punkt odpalenia Półwysep Koreański.

Z ilustracji naocznie widać, że ŻADEN, podkreślam ŻADEN z tych korytarzy nie przebiega nad Polską! Mało tego, jeśli założyć skalę tego porównania śmiem twierdzić, że owe trasy przelotów mieścić się będą w znacznych odległościach od Naszych granic. Mało tego! W wypadku odpalenia rakiet z wyrzutni umiejscowionych na terenie Polski zniszczenie celów, o ile w nie trafią, nastąpi nad obszarami należącymi do Suwerennych państw ościennych. Innej możliwości zniszczenia rakiet nie ma. Mamy do czynienia z bezprawną agresją w obszar powietrzny innych państw. Wyobraźmy sobie hipotetycznie taką sytuację. Jakaś organizacja odpala rakiety na Moskwę z Gibraltaru i systemy obronne Federacji Rosyjskiej zestrzeliwują je nad Naszymi głowami, powodując nieodwracalne szkody. Podoba się Wam taki bieg wydarzeń? Mnie nie! Zaczynam rozumieć furię Prezydenta Putina, który zrobi wszystko, aby nie dopuścić do jakiegoś Armageddonu nad Matuszką Rosiją. A co zrobi? Możliwości, wbrew deklaracjom naszych "wybrańców Narodu" oczadziałych nienawiścią do Rosji, za to tylko, że jest w pobliżu, jest wiele. Każda z nich jest dla Naszego kraju zabójcza, poczynając od prewencyjnego uderzenia taktycznego siłami nuklearnymi na instalacje wojskowe wchodzące w skład amerykańskiej tarczy antyrakietowej, o innych nawet nie wspominam. Co wtedy, pytam? Nie mamy Żadnych środków, a w jakim stanie jest Wojsko Polskie wie każdy, nawet małoletni szczeniak. Marna to pociecha, że Czesi też oberwą przy okazji w grzbiet. Martwemu satysfakcja nie jest potrzebna. Prawda jest okrutna: po instalacji elementów tarczy antyrakietowej będziemy dla Rosji celem nr 1. I to jest fakt niezaprzeczalny - kto mówi, że jest inaczej kłamie rozmyślnie, z pełną premedytacją wprowadzając w błąd opinię publiczną, co do stopnia zagrożenia. W latach pięćdziesiątych Jankesi napawali się karykaturami przedstawiającymi Wańkę w podartym szynelu, z pepeszką na sznurku przewieszoną przez ramię i w dziurawych sapogach. Mina im zrzedła, gdy dowiedzieli się, że nad ich głowami fruwa w przestrzeni kosmicznej niejaki Jurij Gagarin. Lekceważenie Rosji jest działaniem z pogranicza debilizmu i przez stulecia wielu się przekonało o tym, że wspomnę Napoleona Bonaparte i Adolfa H. - Wodza tysiącletniej w założeniu Rzeszy Niemieckiej [tak w zasadzie to ich tam nie tyle "matuszka rasija" a pogoda pokonały :D - mCrvn].

Politycy opowiadają o zobowiązaniach sojuszniczych. Jakich się pytam? Daliśmy się, a konkretnie nasze Władze, wmanewrować w działania wojenne w Iraku, stając się po raz drugi w historii okupantem obcych krain (pierwsi byli żołnierze z Legionów Dąbrowskiego z woli Napoleona okupujący Haiti). Silniejsi od nas, czyli Niemcy i Francuzi trzymają się od tej awantury z daleka, śmiejąc się z Polaków w kułak. Profity z tej wyprawy? Zero, jeśli nie liczyć kilkanaście dni temu podpisanych umów na trzydziestoletnie dostawy ropy z Iraku przez koncerny BP, Exxon i Shell dla USA rzecz jasna i tylko dla nich! A my? Ucho od dzbanka! A koszty rosną i to nie tylko te materialne, ale danina krwi polskich żołnierzy przelana za USA powiększa się powoli, lecz nieubłagalnie. Wszelkie uzasadnienia dla tej draki między bajki można wsadzić (broń chemiczna i inne bzdety, z których dzisiaj nie zostało już NIC) i to jest smutna konstatacja. Mało było jednej awantury, to jeszcze błysnęliśmy oddaniem niczym bezdomny burek, ładując się do Afganistanu. To, że Rosjanie przez niemal 10 lat zostawili tam tysiące żołnierzy to furda, grunt, że Dablju Bush zaszczycił swoim uśmiechem i jednym klepnięciem w ramię (drugie to nadmiar łaski, a na wizy niech Polacy do tego pseudo raju czekają latami w poniżających kolejkach, płacąc niemałe pieniądze, za każdorazowo złożony wniosek). Czyżby miłość nieodwzajemniona? [to się chyba wg Stemberga "pustą miłością" zwie... - mCrvn] Zapewne! Profity? Podobnie jak poprzednio. Nul - po polsku zero. Dodatkowo walczyć tam będą nasi żołnierze z islamskimi Talibami, którzy są u siebie, cokolwiek by to nie oznaczało. [spójrzmy na to jak na wyjazd polskiej reprezentacji piłkarskiej, tylko, że chłopaków będzie bardziej szkoda, jak naszych piłkarzy... - mCrvn]

Pora na kolejny argument polityków w dyskusji, czyli zyski materialne ze zgody na zainstalowanie elementów tarczy antyrakietowej. Onufry Zagłoba, jajcarz nad jajcarze, oferował do sprzedaży Inflanty, a teraz taki handelek oferują nam rodzimi nieudacznicy. Co do skutków materialnych w przyszłości można dla porównania przytoczyć dzisiejsze wynikające z zakupu rzadko latającego złomu zwanego F-16, a ochrzczonego "Jastrzębiami" przez Panią Prezydentową. Bardziej adekwatna byłaby nazwa "Kiwi", gdyż jak nie poleci, nikt się nie zdziwi! A konkretnie z towarzyszącemu mu gwarantowanemu offsetowi. To jest popisowy przykład jak wycyckać jelenia. Z obiecanych miliardów dolarów cieniutki strumyczek, co chwilę krztuszący się w zakolach rzeczki. I jakość nie słychać, aby władze próbowały przymusić niesolidnego kontrahenta, czyli USA do solidnego wywiązania się z kontraktu poprzez gwarantowane kroki sądowe. Jak tu, bowiem ugryźć w łapę, co to czasem delikatnie pogłaszcze za uchem. A głaskanie się już zaczęło! Po latach bezowocnych starań, dzisiaj, tj. 19 lutego AD 2007, ogłoszono, że rozważa się warunkowe i czasowe zniesienie wiz dla Polaków do USA. Marchewka jest, a gdzie kostur do garbowania niepokornego grzbietu. Za plecami uśmiechniętego Wuja Sama! Nasza Kraina charakteryzuje się dużą podatnością na wszechobecny absurd, ale do tego przywykli chyba wszyscy. Informacja, że przedstawiciele administracji USA skierowali do naszych władz ofertę w sprawie baz wojskowych z załączonym do niej "gotowcem" odpowiedzi wprowadziła prawdopodobnie wszystkich Polaków w osłupienie, a rzecz ową potwierdzili w wywiadach upoważnione osoby z Rządu RP, starając się ją zmarginalizować. Nie wyszło, bowiem okazało się, że jednej z niewielu rzeczy, których Polacy nie utracili, czyli Dumy, sporo w nas jeszcze. Tylko Władza przełknęła ten fakt gładko, jak dobrze przyrządzoną ostrygę. Odporni zawodnicy - nie ma to tamto! Co do oferty półgębkiem informuje się społeczeństwo, że bazy, jeśli powstaną, mają cieszyć się statusem pełnej eksterytorialności, czyli wał Polakom do tego, co się w nich dzieje. Przejrzyjcie Czytelnicy, jak to funkcjonuje w krajach, gdzie już są, to dopiero się zdziwicie. Poszukajcie doniesień z Japonii lub Niemiec, a dowiecie się, o czym piszę. Chłopcy z US Army potrafią się tak zabawić, że skóra cierpnie na zadku, ot, co.

Grzyb wybuchu nuklearnego nad Nagasaki - to już się wydarzyło

Karnawał pod tytułem "Tarcza antyrakietowa" trwa. Słowa, słowa, słowa. Puste, nic nieznaczące deklaracje, informacje bez pokrycia i celowe dezinformacje, gdyż jako żywo, nikt prawdą w tej sprawie podzielić się nie chce. Poparcie dla tarczy ze strony władz Niemiec [dodajmy, dla tarczy, ale na terytorium Polski… - Volt.] rozśmieszyło mnie do łez. Dobre sobie, to nie Oni pierwsi poznają siłę argumentów, czy raczej argument siły Rosjan. Co nie przeszkadza im nad polskimi głowami załatwiać deal z pewną rurą, która pobiegnie dnem Bałtyku, pozbawiając nas kasy z tranzytu. Ładnie tak? A pewnie, bo z "kartoflami", jak pisze niemiecka prasa brukowa, nikt się poważnie nie liczy.

Co dalej? Uważam, że w sprawie tak znaczącej, jak bezpieczeństwo kraju powinno odbyć się ogólnonarodowe referendum z zapytaniem, czy CHCEMY mieć u siebie zabawki do zabijania made in USA. I tylko taka legitymacja uprawnia do wyrażenia zgody na instalację systemu tarczy antyrakietowej. Politycy przychodzą i odchodzą [i tylko "endrju" i "roman" niezmienni - mCrvn], ale NARÓD TRWA! A decyzja ta może na lata całe ograniczyć do zera racjonalne stosunki polityczne i gospodarcze z Federacją Rosyjską i to jest całkiem realna możliwość.

Na koniec zachowałem jeszcze jedną moją konstatację. Otóż osobiście wątpię, czy którykolwiek z potencjalnych "ochotników" do odpalenia rakiet na Waszyngton ma takie możliwości. Rzecz wymaga posiadania wysokiej klasy środków przenoszenia broni nuklearnej, czyli rakiet międzykontynentalnych. Niewątpliwie posiadają te kraje broń rakietową, ale daleko im do realnych możliwości pokonania tego dystansu, który jest do przemierzenia. Nie dzisiaj i nie teraz. O co więc chodzi w tej całej wrzawie? Moim zdaniem, tarcza antyrakietowa, poprzez swoje istnienie na terytorium Polski, faktycznie wymierzona będzie w Rosję i tak to odbierają sami Rosjanie. Czy mają rację? W znacznym stopniu tak, a USA niezmiennie kontynuuje swoją politykę trzymania konfliktów zbrojnych, w których czynnie uczestniczy, z dala od swoich granic. I jest to naczelna zasada w polityce amerykańskiej, a po epoce "militarnego odstraszania" przyszła pora na testowanie wytrzymałości Rosjan posadzoną prawie na ich granicy paczką rakiet. Zresztą sama Condoleezza Rice powiedziała jasno i dobitnie, że tarcza rakietowa ma bronić w pierwszym rzędzie USA. Kropka i basta! I nie ma takiego odważnego, który to twierdzenie jest w stanie zanegować. Na malutki plus w tej kwestii zaliczam, że powoli świadomość zagrożeń przebija się, do co poniektórych głów, że nie tędy droga, płaczliwym głosem prosząc o gwarancje, parę zestawów rakiet "Patriot", ale to nie wystarczy z całą pewnością. Pewne jest jedno. W wypadku starcia zapłacimy niewyobrażalną w tej chwili cenę, gdyż drażnienie rosyjskiego niedźwiedzia nikomu nie wyszło na zdrowie, o czym wcześniej wspomniałem.

Wyrzutnia rakiet Patriot - kilka sztuk nie uratuje od lania, a to jest pewne!

Teraz, gdy jeszcze jest szansa zatrzymać bieg wydarzeń, które w żaden sposób nie służą Polsce, każdy powinien dać wyraźny głos, czego ŻĄDA dla Naszej Wspólnej Ojczyzny. Po wynikach sondaży widać, że przytomne i myślące mamy Społeczeństwo, w przeciwieństwie do tzw. klasy politycznej w znaczącej większości. I w tej sprawie powinien wygrać pełny i nieograniczony vox populi - Głos Ludu! Czego sobie i Wam Czytelnicy z pełni mojego skołatanego serca życzę!