1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka

Porcupine Tree - Fear of a Blank Planet

Wielbiciele progresywnego rocka oczekiwali aż ten pamiętny dzień nadejdzie. W końcu się doczekaliśmy. Nie, nie jest to najnowszy album formacji Dream Theater (premiera w czerwcu), ani informacja o reaktywacji Pink Floydów. Jedną z najciekawszych premier kwietnia, z listy zespołów, które nie afiszują się specjalnie w telewizji, doszła wreszcie do skutku. A jej okładka, tak samo tajemnicza jak jej zawartość. Widzimy na niej połowę twarzy najprawdopodobniej chłopca, pokrytej wszędzie niebieskawą barwą w różnych odcieniach.

Mam na myśli najnowszy krążek Porcupine Tree. "Fear of a Blank Planet", gdyż tak się nazywa, był jednym z tych wydawnictw, które ma nakreślić przyszłość kapeli na nadchodzące nagrania. Stało się to, gdyż od czasu premiery "Deadwing" wierni fani byli w większości zawiedzeni świeższą koncepcją grania swoich idoli. Z jednej strony się nie dziwię, dlatego iż poprzez ten album , "jeżozwierz" miał stawać się coraz to bardziej popularny na całym świecie, ale patrząc z drugiej, opuścili styl psychodelii, dodali znaczną ilość melodyki i przekonwertowali dźwięk w taki sposób, że utwór promujący "Deadwing" ("Lazaurus") brzmiał jak usprawniony Coldplay. Dlatego obawy, co do kwietniowej premiery były uzasadnione. Co z tego wyniknęło?

Na samym początku, chciałbym zaznaczyć, że "Fear of a Blank Planet" można nazwać albumem koncepcyjnym. W przeprowadzanych wywiadach, lider zespołu Steven Wilson, przyznał, iż tytuł, jak i cały repertuar został zainspirowany starszym hip-hopowym krążkiem grupy Public Enemy - "Fear of a Black Planet". Gdy nadeszła jego premiera to nakreślał problem segregacji rasowej, ponieważ był on jednym z najczęściej poruszanych tematów, wywołujących najwięcej kontrowersji. Wokalista Porcupine Tree, wspomniał, iż idea tego albumu została zamieniona na problem technologii i kultury komercyjnej. Twierdzi, że jest on bowiem najbardziej aktualnym tematem, często nie wspominanym publicznie. Tym samym, wchodzimy do świata muzyki "drzewa jeżozwierza".

Płyta rozpoczyna się piosenką tytułową i jest przepowiednią całości repertuaru. Słyszymy mocne, utrzymane w tonacji mollowej granie, ogarnięte delikatnym gniewem wokalisty, krytykującego w lirykach dzisiejszy świat, a w tle unosi się klimat psychodelii i mroku. Znakomity ponad siedmiominutowy start przynosi najlepszą stronę kapeli. Mamy tu solówki gitarowe oraz improwizacje pianina, utrzymane w konwencji prog rocka. A to dopiero początek!

Artyści zanurzyli się głęboko w krainach wyobraźni i stworzyli naprawdę dobre kawałki, które wydają się być lepsze od "Deadwing". "My Ashes" to cudowna ballada z kameralnymi orkiestracjami, nadającymi piosence niecodzienny charakter spokojnego, epickiego hymnu, a "Sentimental" hipnotyzuje dzięki minimalistycznym fortepianowym dźwiękom w tle, przeradzającym się przy końcu w gitarę akustyczną.

Porcupine Tree - Fear of a Blank Planet

Najlepszym jednak dziełem na płycie jest niemalże osiemnastominutowy "przekładaniec", "Anesthetize". Tym kawałkiem targają różnorakie emocje, zaczynając od soft-rockowego wprowadzenia, prowadząc nas przez mocne uderzenia i niespokojne harmonie, zatrzymując się na medytacyjnym finale. W obrębie tego, emocji dostarczą nam smyczki, pianino, czy gitarowe solówki, bez których specyfika tej produkcji mogła nie zaistnieć.

A całokształt zakańcza odrobinę psychodeliczny "Sleep Together", który tak samo jak utwór pierwszy przyodziewa charakter niepokoju, spowodowanego nie tylko przez przesterowany wokal Stevena Wilsona, ale również przez demoniczno-symfoniczne dodatki i podstawowe instrumenty, uderzających w styl grania gdzieś pomiędzy Khomą a Dream Theater.

Sceptycy mogą zarzucić "Fear of a Blank Planet" zbyt małej ilości elementów progresywnych, psychodelicznych oraz za bardzo stonowanego klimatu. Ale udało im się wytworzyć odpowiednią atmosferę ogólnej koncepcji albumu. To właśnie tak, jakby ogarniał nas tytułowy "strach przed pustą planetą" i szargają nas skrajne emocje, od spokoju, przez medytację, niepokój, na agresji i wściekłości kończąc. Nie jest to arcydzieło na miarę "In Absentia", ale krok naprzód w stosunku do "Deadwing" został wykonany. Warto się przyjrzeć płycie bliżej.

Zawartość:

1. Fear Of A Blank Planet

2. My Ashes

3. Anesthetize

4. Sentimental

5. Way Out Of There

6. Sleep Together