Gwałtowne szarpnięcie za ramię wyrwało mnie z głębokiego snu. W półmroku panującym w pokoju alarmowym lotniska polowego zobaczyłem twarz Mirka Nowaka - szefa obsługi naziemnej. - Zbieraj się do Dowództwa, sam Numer 1 kazał Cię ściągnąć! Nie wiem, co w trawie piszczy, ale jest ostro! - Powiedział szeptem do mnie, aby nie przerwać snu śpiących obok pilotów. Szybko, na ile to było możliwe dopiąłem kombinezon ciśnieniowy, złapałem haubę i szybkim krokiem skierowałem się do namiotu, dumnie awansowanego do roli Sztabu.

Pierwszy - Dowódca Skrzydła Myśliwskiego "Wilki" pułkownik Stefan Mróz.

W środku przy stole, oboma rękoma o niego oparty i pochylony nad mapami stał nasz Numer

- Chciałbym Ci kogoś przedstawić, PIRX - zwrócił się do mnie głosem, w którym natychmiast wyczułem napięcie. - Proszę do Nas podejść, komandorze Loon!

W krąg światła nagiej żarówki wiszącej na zwykłym kablu wszedł młody mężczyzna w mundurze Marynarki Wojennej z dystynkcjami oficerskimi. - Co tu robi facet z Marynarki Wojennej? - zadałem sobie pytanie, czując przez kości, że to zaledwie preludium wczesnego poranka.

- Komandor Loon. Oficer Operacyjny Wywiadu Marynarki Wojennej ma dla Ciebie małą robótkę do wykonania. Sprawa ma akceptację Najwyższych Władz - od prezentacji do meritum, gładziutko, jak skóra niemowlaka przeszedł No.1. - Zadanie jest Ściśle Tajne, w razie niepowodzenia Nikt, podkreślam Absolutnie Nikt do Ciebie się nie przyzna. Wybrałem Ciebie do realizacji, bo w jednostce masz najwyższy stopień doświadczenia w lotach na "obcym" sprzęcie, a to jest kluczowa kwestia w tej sprawie. Komandorze! Proszę o szczegóły!

- Majorze PIRX, pańska reputacji jest mi znana, ale nie jestem tu od prawienia komplementów, a Pan nie wygląda na faceta, któremu można zawracać bezkarnie głowę. Do rzeczy - teraz dopiero zauważyłem na skroniach tego młodzieńca nitki siwych włosów i zmęczone oczy, z których wyzierała determinacja. Popatrzał na mnie badawczo i powiedział: - Mamy, to znaczy Wywiad posiada stuprocentowo potwierdzone informacje, że około 400 mil morskich od Naszego Wybrzeża znajduje się zmierzający w naszą stronę statek, udający masowiec, pod neutralną banderą, na którego pokładzie jest grupa międzynarodowych terrorystów powiązanych ze skrajnymi ugrupowaniami religijnymi. Ich zadanie - zatrucie posiadanymi bakteriami wąglika źródeł wody pitnej w wielkich aglomeracjach miejskich naszego Kraju. Nasze zadanie do tego nie dopuścić za wszelką cenę! Do tego miejsca wszystko jasne majorze PIRX?

- Tak jest! Proszę kontynuować - powiedziałem wiedząc, że teraz nastąpi najciekawsza część naszej znajomości.

- Cel zadania: zniszczyć poprzez zatopienie ta jednostkę morską. Zalecam przed rozpoczęciem zasadniczej części zadania rozwalenie im stacji radarowej i środków łączności. Wszystko zostało umiejscowione w tylnej, powtarzam, w Tylnej nadbudówce statku! Potem zatopić i do domu. Statek, którego zdjęcia satelitarne leżą na stole nazywa się "Ostatni oddech Kaczora". Hm, dziwna nazwa - powiedział niby do siebie komandor Loon.

- To były dobre wiadomości, teraz te mniej sympatyczne. Misja zostanie wykonana samolotem F/A 18 E Hornet, w którego zupełnie przypadkowo posiadanie weszliśmy. Maszyna nie jest oznaczona przynależnością państwową, uzbrojona w rakiety do zwalczania środków radarowych AGM-88 Harm i do niszczenia celów nawodnych AGM-119B Penguin. O warunkach lotu decyduje Pan. Ten z pozoru bezbronny masowiec, jest uzbrojony jak twierdza, w najnowocześniejsze systemy wykrywania i rakiety ziemia - powietrze. To nie będzie spacer! Dokładne koordynaty namiaru celu otrzyma Pan z GPRS. Wszystko jasne? Jedno, co mogę powiedzieć, życie setek ludzi naszego Kraju zostało złożone w Pańskie ręce. To wszystko! - zakończył.

Tak jest! - karnie odpowiedziałem kierując się do wyjścia z namiotu. - Wszystko jasne, mam zostać bohaterem, lub, co bardziej prawdopodobnie martwym kandydatem na bohatera!

Przeciąłem szybkim marszem plac apelowy i skierowałem się w stronę hangarów. Nie miałem najmniejszego trudu z odgadnięciem, gdzie jest "zadołowany lewy samolocik"! Przed właściwym hangarem stali dwaj uzbrojeni wartownicy. W środku czekał na mnie Hornet i Mirek, całe szczęście!

- W jakim stanie jest ten rupieć? - spytałem.

- Poleci, już go przygotowali chłopcy, zatankowany i uzbrojony - bez widocznych emocji przyjąłem raport. - No to w drogę!

W 20 minut później siedząc w kabinie myśliwca skierowałem go w stronę Wybrzeża. Po otrzymaniu koordynat położenia celu, lecąc na pułapie 8 metrów nad powierzchnią morza odnalazłem intruza, oślepiłem "harmami", a dwa odpalone "pingwiny" zakończyły żywot jednostki i "Biczów Bożych", jak nazywali się fanatycy. "Ostatni oddech Kaczora" rozerwany rakietami poszedł na dno jak kamień. Pies z nim tańcował! Samolot sprawował się w miarę przyzwoicie, toteż po wejściu w strefę powietrzną w naszym władaniu złożyłem kodowy meldunek o wykonaniu zadania. W chwilę potem zatrzeszczało w słuchawkach (dziadostwo rodem z Tajwanu!) i usłyszałem ku mojemu zdziwieniu głos komandora Loona.

- Meldunek dotarł. Mamy potwierdzenie. Wracaj do domu - w jego głosie słyszałem odprężenie.

- Tak jest! Zrozumiałem! Przechodzę do realizacji! - Zameldowałem - koniec odbioru!

- Nie tak prędko PIRX - ponownie usłyszałem głos oficera Marynarki - nie było czasu wcześniej pogadać, ale nurtuje mnie jedna kwestia - czy grasz w gry komputerowe?!

- Owszem głównie w symulatory lotnicze - odparłem potężnie zaskoczony.

- Tak myślałem! Do zobaczenia w bazie, bez odbioru! - Rozmowa została zakończona.

Dziwny ten świat! Facet zleca mi utopienie góry stali w morzu, razem z ludźmi, a potem pyta mnie o gry komputerowe!