1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka

Piraci z Karaibów: Na krańcu świata

Szukasz ambitnej gry, która aspiruje do rangi dzieła sztuki? Poruszającej, pięknej, dopracowanej do granic możliwości? Takiej, o którą biją się pisma branżowe, nastolatki piszczą, a wieczorami gracze przy kieliszku wytrawnego wina zagłębiają się w niezbadany świat? Tytułu, przy którym mdleją kobiety (poza Agnieszką, bo to twarda sztuka!), Voltaire dostaje ślinotoku, a półki programistów uginają się od najbardziej prestiżowych nagród? Niestety nie ten adres.

Nowi "Piraci" to bowiem nic innego, jak prosta i schematyczna gra akcji, formą przypominająca świetne Return of the King i nie tak cudowne Demon Stone. Wcielamy się w jedną z postaci uniwersum Piratów z Karaibów i brniemy przed siebie po irytująco liniowych poziomach, po drodze, w ramach "urozmaicenia", stawiając czoła coraz groźniejszym przeciwnikom

Wodospad prawie tak ładny jak w Tomb Raiderze. Pierwszym.

Początkowo najnowszy tytuł ze stajni Eurocom sprawia wyjątkowo przykre wrażenie. Oprawa graficzna zostałaby uznana za przeciętną... ale kilka lat temu. Dziś wszechobecne kanty, schematyczne modele postaci i mało szczegółowe tekstury najzwyczajniej w świecie straszą. Sprawę ratuje świetna praca kamer (dzięki którym rozgrywka staje się wyjątkowo widowiskowa) oraz bardzo dobra animacja postaci. Doskonale oddano między innymi charakterystyczny sposób poruszania się Jacka Sparrowa (przynajmniej w licznych cutscenkach na silniku gry).

Kankan? Kazaczok? Może Jackowi, po prostu, grunt pali się pod nogami?

300 Piratów

Podczas zabawy wcielamy się zarówno w Jacka, jak i Elizabeth, Willa czy Barbossę. Przynajmniej w trybie "story". W dodatkowych "chalenge" i "duel" możemy wcielić się praktycznie w każdą postać, która pojawiła się w "Na krańcu świata" i "Skrzyni Umarlaka" z Davy Jonesem, Pintelem i kapitanem Sao Fengiem na czele. Istnieje również możliwość pokierowania zaprojektowanymi przez programistów przeciwnikami. W sumie daje nam to aż kilkadziesiąt grywalnych postaci! Fakt, że różnice nie są znaczne i dotyczą zazwyczaj sposobu poruszania się i wykonywania co to bardziej widowiskowych ciosów (sposób ich wprowadzania jest zawsze ten sam), niemniej należy to zaliczyć grze na ogromny plus.

TAK tekstury się jeszcze nie sklejały! /p
p

Kolejnym niech będzie różnorodność lokacji, w których przyjdzie nam działać. Wraz z Czarną Perłą przemierzamy wszystkie krainy i uczestniczymy we wszystkich bitwach znanych z wielkiego ekranu. Scenariusz stanowi wyjątkowo szybką przebieżkę przez dwa ostatnie filmy sygnowane logiem Piratów z Karaibów. I fakt, że kuriozalnie wygląda choćby skrócona do granic możliwości scena, gdy Will poznaje swojego ojca na statku Jonesa ("Kim jesteś? Zaraz... czy jesteś moim ojcem?"), a "reżyseria" filmików to momentami wyjątkowo marna fuszerka, niemniej ma to również swoje plusy. Grę możesz ukończyć nawet przed wybraniem się do kina. Scenariusz zasygnalizuje jedynie kilka wydarzeń, zaś większość, po prostu, ominie szerokim łukiem.

Dopiero po zmroku bracia Kaczyńscy dawali upust swoim seksualnym fantazjom.
Cała trójka w komplecie. Audiotele - czyja twarz jest najbardziej płaska?

Odgryź mu ucho!

Ciekawie przedstawia się kwestia walki. Podczas starć wykorzystujemy 3 klawisze odpowiedzialne za poszczególne ataki oraz jeden za wykorzystanie przedmiotów i kolejny za blok. Trzeba przyznać, że jak w żadnej innej grze - w "Na Krańcu Świata" nieustannie jesteśmy zmuszeni do parowania ciosów. Szczególnie podczas pojedynków jeden na jednego, gdy nawet przez minutę nikt może nie zadać żadnych obrażeń. Choć możemy walczyć z maksymalnie trzema przeciwnikami naraz (czterema poza trybem "story" oraz we fragmencie ostatniej misji tegoż), należy mieć oczy dookoła głowy błyskawicznie łącząc efektowne combo z parowaniem ciosów i wykorzystywaniem specjalnych przedmiotów (bomb, pistoletów, noży do rzucania). Warto też wspomnieć, że podczas bloku możemy wyrzucić przeciwnika za burtę, czy wykopać w przepaść. Walki są dzięki temu dynamiczne, efektowne i bardzo przyjemne. Tym bardziej, że wraz z naszymi postępami w grze postaci uczą się nowych uderzeń. Warto też wspomnieć o widowiskowych pojedynkach z bossami, w których częstokroć wykorzystujemy elementy otoczenia. Szkoda jedynie, że do sterowania na klawiaturze trzeba się przez chwilę przyzwyczajać.

Podczas zabawy przyjdzie nam również gromadzić rozmaite przedmioty i wykonywać liczne subquesty. Mniejsza o wymyśloną przez twórców wariację na temat gry w kości i karciankę (która jakoś mnie specjalnie nie wciągnęła). Czeka nas trochę bieganiny, rozwalania skrzyń/kufrów/pojemników, celem zdobycia specjalnych "brosz", zabawianie grubych ryb konwersacją, by w międzyczasie wspólnicy mogli niepostrzeżenie wywieźć z gospody nieco rumu, eskortowanie, utrzymywanie danego punktu i, w końcu, coś, co twórcy ochrzcili mianem jackanismów. Wyzwania przypominające te znane z Fahrenheita i Dwóch Tronów. Na ekranie wyświetla się cutscenka. Niekiedy u dołu tejże pojawia się klawisz, który należy wcisnąć w odpowiednio szybkim czasie. Wbrew pozorom - ze względu na dość problematyczne sterowanie - początkowo może to stwarzać pewne trudności.

People Can Fly. Ale bez Painkillera po lądowaniu się nie obejdzie

... i butelka rumu!

Dobre wrażenie sprawia wyjątkowo "filmowa" muzyka, którą tworzą albo kompozycje wprost z wielkiego ekranu, albo utwory inspirowane dokonaniami filmowców. Co ważne - oprawa świetnie współgra z resztą nadając całości ciekawego szlifu. Programistom nie udało się ściągnąć do studia aktorów znanych z kina, ale sobowtóry głosowe poza drobnymi wyjątkami (wyjątkowo pretensjonalna Elizabeth, Davy Jones) spisały się na medal!

Naked in the Rain

Piraci z Karaibów: Na Krańcu Świata to wręcz podręcznikowy przykład na to, jak powinna wyglądać niezła gra oparta na licencji kasowego filmu. Niestety - bardzo słaba grafika (choć jest to brzydota zupełnie innego rodzaju niż ta, o której możecie przeczytać w recenzji The Mis Adventures), kłopotliwe sterowanie i pewna prostota (z której jednak wynika wysoka grywalność) nie pozwalają mi na wystawienie niższej oceny. Niemniej każdy, kto z wypiekami na twarzy oglądał w kinie przygody Deppa, Knightley i Blooma powinien ukończyć grę zadowolony. Atrakcyjna, przyjazna, bardzo przyjemna i bezstresowa rozgrywka, która zaginie w gąszczu podobnych produkcji, ale póki co, wydaje się warta zakupu. Gdyby jeszcze historii nie wykastrowano z wątku ojca Jacka... A tak o wcieleniu się w Keitha Richardsa można tylko pomarzyć...