1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka

Perry Rhodan: Dziedzictwo przeszłości

Dobre, bogate i wszędzie rozpoznawalne uniwersum potrafi stworzyć tylko mistrz. Każdy w końcu zna światy wykreowane przez m.in. George'a Lucasa, J.R.R. Tolkiena czy Franka Herberta, są one swoistymi ikonami popkultury. Podobną jest też świat Perry'ego Rhodana - bardzo popularny u naszych zachodnich sąsiadów, kompletnie nieznany w Polsce. Zgodnie z zasadami wolnego rynku - po sprzedaży ponad miliarda (!) sztuk zeszytów komiksowych na całym świecie, musiał w końcu przyjść czas na grę.

W kolejnym przedstawicielu niedawnego wysypu przygodówek wcielimy się w tytułowego bohatera, Perry'ego. Pełni on posadę Regenta Ziemi i, co ciekawe, jest... nieśmiertelny, ponieważ jako jeden z niewielu ludzi otrzymał aktywator komórkowy od rasy Arkonidów. Trzy tysiące lat od tego wydarzenia szansę pokierowania jego losami otrzymujemy my. Wszystko zaczyna się od ataku nieznanych robotów bojowych na tzw. Słoneczną Rezydencję, gdzie mieszka Perry. Blaszaki porywają jego dawną kochankę i matkę jego syna, Mondrę Diamond, zaś na samego Regenta nałożono zakaz opuszczania Rezydencji. Jednak nasz bohater nie zamierza bezczynnie śledzić rozwój wydarzeń. Sprawa, jak łatwo się domyślić, wcale nie jest taka prosta, jak się z początku wydaje. Do porwania dochodzą tajemnice pewnej mitycznej cywilizacji, a w celu ich zbadania Perry odwiedzi kilka planet i księżyców.

Perry Rhodan: Dziedzictwo przeszłości

Już na samym początku mogę uspokoić wszystkich fanów gier przygodowych, że wcale nie muszą wertować numer po numerze całej serii komiksów, by zrozumieć, o co biega. Cały scenariusz został przedstawiony w sposób tak przystępny, że bardziej już się nie da. W dodatku na początku mamy możliwość poczytania urywków z bogatej historii uniwersum. Te smaczki naprawdę potrafią zainteresować nawet takiego ignoranta jak ja i znacząco wzbogacają rozgrywkę. Czasami tylko wyczytane informacje zmieniają się w techniczny bełkot, ale przecież nie trzeba wchłaniać wszystkiego, prawda? Sama fabuła zaś sunie równiuteńko od początku do końca, odkrywając przed nami kolejne karty w najlepszych możliwych momentach. Wszelkie wątki zostają w końcu wyjaśnione i żadne pytanie nie pozostaje bez odpowiedzi, dzięki czemu nie utracimy ani trochę frajdy ze stopniowego odkrywania tajników scenariusza. Klasa, panowie, klasa!

Perry Rhodan: Dziedzictwo przeszłości

Meritum całej gry czyli zagadki stoją na zaskakująco wysokim poziomie. Zaskakująco, bo ostatnio jestem świadkiem zbytniej trywializacji gatunku (przykład pierwszy z brzegu - Undercover), tutaj zaś, choć nie sprawiają większych trudności, nie są przeznaczone dla niedorozwiniętych umysłowo. Co ważniejsze jednak, są one bardzo intuicyjne i na rozwiązanie większości z nich wpada się naturalnie, bez dłuższego zastanowienia, nawet jeśli mamy do czynienia z różnego rodzaju futurystycznymi technologiami. Również łamigłówki logiczne nie nastręczają specjalnych problemów, oprócz jednej, przy której - by kompletnie nie wyłysieć - musiałem posilić się solucją. Większość z wszystkich oferowanych zagwozdek jest właściwie dosyć typowa, niczym w klasycznych przedstawicielach gatunku (co, oczywiście, jest zaletą, a nie wadą). No, prawie.

Perry Rhodan: Dziedzictwo przeszłości

To "prawie" wiąże się z nieco odmiennym interfejsem zastosowanym w Perrym Rhodanie. Mianowicie, wszelkich pozyskanych w czasie rozgrywki informacji można używać jako będących w naszej kieszeni przedmiotów. Nie jest to może jakieś specjalne novum, podobny patent wykorzystano np. w kiepskim cokolwiek Belief & Betrayal, jednak nie na taką skalę jak tutaj. Również sprawę dialogów rozwiązano w nietypowy sposób, bo zamiast klasycznych kwestii do wyboru możemy z napotkanymi postaciami rozmawiać na temat wszystkich posiadanych danych i fantów. Wbrew pozorom jest to bardzo wygodny zabieg. Dopełnieniem niemalże bezbłędnego interfejsu jest możliwość "przeskanowania" okolicy w celu odnalezienia wszelkich przejść do innych lokacji, przedmiotów czy innych obiektów, na których można zawiesić oko. Oto długo oczekiwany koniec tzw. pixel-huntingu!

Perry Rhodan: Dziedzictwo przeszłości

Z oceną oprawy graficznej mam nielichy problem. Z jednej strony - dla mnie jest to ideał klasycznego połączenia trójwymiarowych postaci z dwuwymiarowym tłem, mimo to jednak jej jakość odstaje nieco od tego, co możemy oglądać w najnowszych produkcjach. Dawno jednak nie zostałem w takim stopniu oczarowany przez wykonane z takim pietyzmem i dbałością o szczegóły tła oraz równie dobre tekstury postaci. Przeszkadzają jedynie mało zróżnicowane animacje, co sprawia, że znowu wykonanie jakiejś czynności lub odebranie przedmiotu to kilka machnięć rękami. Przerywniki filmowe są także niestety rodem z poprzedniej epoki i cechują się kanciastymi ruchami bohaterów i równie kwadratowymi modelami obiektów. Natomiast nie mogę mieć żadnych zastrzeżeń co do muzyki - jest wystarczająco monumentalna, jednocześnie jednak odpowiednio subtelna i nieco dołująca. Dubbing też został wykonany profesjonalnie - nie zapada wprawdzie w pamięć, ale i nie drażni, a to jest najważniejsze.

Perry Rhodan: Dziedzictwo przeszłości

Gdyby wszystkie wydawane dziś przygodówki prezentowały tak wysoki poziom co Perry Rhodan: Dziedzictwo przeszłości, nie grałbym w nic innego. Jest to iście imponujący "comeback" gatunku na salony i na dyski twarde graczy. Początkujące studio BrainGame Publishing sprawiło mi ogromną niespodziankę i jeszcze większą radość, której nie zmąciła niezbyt imponująca długość rozgrywki. Za taką cenę - tytuł obowiązkowy!