1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka

Penumbra: Black Plague

Gier reprezentujących gatunek horrorów pojawia się coraz mniej. Nie mówię tutaj o tytułach pokroju F.E.A.R., które faktycznie zawierają elementy grozy, jednak trzeba je wygrzebywać spod grubej warstwy akcji i strzelaniny. Jakiś czas temu pojawił się produkt traktujący o mitologii wykreowanej przez świetnego pisarza, H.P. Lovecrafta - Call of Cthulhu. Była to gra jak dla mnie wyjątkowa - dokładnie tak powinny być prezentowane horrory w pierwszej osobie (mówię o pierwszej połowie CoC, wraz z wprowadzeniem broni palnej atmosfera pęka jak bańka mydlana). Dziełem nieco podobnym była debiutancka produkcja studia Frictional Games, Penumbra: Overture. Po roku od premiery, twórcy raczą nas kontynuacją - na niej się dzisiaj skupimy.

Przyznam się bez bicia - w "jedynkę" nie dane mi było zagrać. Black Plague nawiązuje trochę do poprzedniczki, niemniej nie znając części pierwszej nie miałem problemów ze zrozumieniem fabuły. Bohater Overture wyruszał na mroźną północ, po otrzymaniu dziwnego listu od swojego ojca, którego to nie widział od zamierzchłych czasów. Gracz w części drugiej wciela się w rolę innego mężczyzny, również otrzymującego dziwną wiadomość, tym razem od owego syna. Fabuła jest nieco pokręcona, w każdym razie trafiamy do podziemnego, ściśle tajnego kompleksu przykrytego grubą warstwą śniegu. Wewnątrz przyjdzie nam się zmierzyć z własnymi lękami, samotnością oraz licznymi zagadkami. Albowiem, Black Plague to przygodówka grozy z kamerą z oczu postaci. By było jasne: możliwe, że rzeczy, które tak mnie w tej grze zachwycają, dla osób grających w "jedynkę" są już czymś oczywistym, nie zrażajcie się więc, jeśli nieco przesadzam, w co mimo wszystko wątpię.

Uczucia towarzyszącego takim sytuacjom się nie da opisać…

Połóż deskę nad przepaścią…

Główną atrakcją Overture, kontynuowaną w części drugiej pełną parą, była zdecydowanie fizyka. Praktycznie każdy przedmiot można podnieść, przełożyć, do woli przesunąć. Robimy to za pomocą celownika umieszczonego na środku ekranu. Ileż radochy daje takie np. kręcenie korbą imadła! Twórcy świetnie wykorzystali tę technikę w zagadkach - mamy to okazję przetestować już w pomieszczeniu, w którym pojawiamy się na początku gry. By wyjść z pokoju, musimy… [i tu następuje radosny opis rozwiązania pierwszej zagadki, polegający na dość ciekawie zbudowanej interakcji z otoczeniem - Volt.] To jest po prostu piękne! Dzięki temu gra jest pełna realizmu. Zupełnie bez sensu okazuje się metoda "klikaj gdzie popadnie", musimy myśleć logicznie, zaciera się granica pomiędzy światem rzeczywistym, a wirtualnym - kombinować musimy w myśl zasady "co ja bym zrobił, gdybym tam był"? Nasze możliwości pod tym kątem są właściwie nieograniczone. By rozwikłać łamigłówki, musimy często łączyć ze sobą przedmioty, studiować teksty zawarte w znalezionych aktach itp. Ogólnie, cała gra kręci się wokół owych zagadek. I dobrze, są naprawdę ciekawe.

Zabawa fizyką - otwieranie szufladek

Prawdziwe straszenie

Dobra, a gdzie elementy grozy? Pomijając samą odludność miejsca, gra straszy nas także pewnymi… zombie? Są to naukowcy zakażeni wirusem. Gdy laboratorium jeszcze funkcjonowało, badaczom w nim pracującym przydarzyło się coś przykrego, zamieniając ich w mutantów patrolujących ciemne korytarze w poszukiwaniu... posiłku? Nie wyglądają jednak tak banalnie jak zarażeni w Resident Evil, przypominają raczej popularne wizje Obcych - mają sine ciało, spore głowy i poruszają się nieco pokracznie.

Puzzle w wersji dla dorosłych

Nie jest nam dane z nimi walczyć, bo czymże jest nasz mizerny, słaby i powolny człowiek wobec takich monstrów? By unikać konfrontacji z przeciwnikami (których w sumie w grze dużo nie ma) musimy być ciągle w gotowości - w razie usłyszenia kroków musimy jak najszybciej się schować. Wyobraźcie sobie sytuację, gdy stojąc w ciemnym pomieszczeniu, przeszukujecie z latarką w ręce szuflady biurka. Nagle przez uchylone drzwi zauważacie światło drugiej latarki na korytarzu. Padacie nie ziemię i chowacie się pod biurkiem. Do pokoju wchodzi, chybocząc się zakażony człowiek. Rozgląda się po pomieszczeniu, podczas gdy wy, nie możecie się mu zbytnio przyglądać - gdy gapimy się zbyt długo na tego typu obrazy, postać zaczyna się denerwować, sapać i trząść. Takie zachowania przyciągają uwagę przeciwników. Pozostaje nam tylko patrzeć się w ścianę, na odbijające się na niej światło latarki obcego. Takich scen nie ma za dużo, za to zostały wyreżyserowane po mistrzowsku i, co najważniejsze, nie są oparte o skrypty - pojawiają się zupełnie naturalnie, podczas eksploracji kompleksu.

Nie czas na zgrywanie bohatera…

Co zrobić, gdy mutant nas zauważy? Wiać ile sił w nogach. By zwiększyć swoje szanse, możemy uciekając rzucać wrogowi przeróżne przedmioty pod nogi by go spowolnić. Ostatecznie, musimy schować się w innym miejscu i czekać, aż zakażony sobie pójdzie. Raz fabuła wymagała od nas zamknięcie obcego w pomieszczeniu otwieranym wyłącznie z zewnątrz. Gdy rozwiązywałem zagadkę w pokoju obok, już po uwięzieniu potwora, czułem wibracje od uderzeń w drzwi oraz ciche powarkiwania za ścianą. Ten klimat jest naprawdę niezapomniany!

A to odnośnie

Mrok na każdym kroku

Oprawa graficzna Black Plague prezentuje przyzwoity poziom, a momentami może się nawet bardzo podobać. Czasem postać gracza przebywa w szoku, wtedy obraz ładnie się rozmazuje, a kontrola bohatera jest bardzo utrudniona. Co chwilę pada on na ziemię, zupełnie, jakby klawisz kucania włączał się automatycznie. Wszystko to buduje gęstą atmosferę, dopełnianą przez głosy, które postać słyszy we własnej głowie, głosy, których źródła na początku nie znamy. To wszystko, w połączeniu ze świetną fizyką oraz bardzo dobrą ścieżką dźwiękową, daje nam grę naprawdę straszną. Ja nie żartuję, przy Black Plaguje boimy się nie śmierci bohatera, a samego kontaktu z mutantami, wchodzenia to zaciemnionych lokacji tudzież spacerowania po niepewnym kondygnacjach.

Jedno pomieszczenie - miliony łamigłówek

Lokacje wykonano bardzo klimatycznie i przede wszystkim realistycznie. Są odpowiednio ciemne, na tyle, by ich eksploracja wymagała używania źródła światła. Co ciekawe, przez prawie całą grę nie spotykamy żadnych postaci, żyjemy w totalnej samotności. Co wydarzyło się w tym budynku? Gdzie są wszyscy ludzie? Po kawałku dochodzimy do odpowiedzi na te pytania.

Czy Penumbra: Black Plague ma wady? Oczywiście! Ciężko jest jednak je sprecyzować, bez stosowania ogólników. Takich jak np. "lekko amatorskie wykonanie" i "średnia fabuła". Można się też troszkę przyczepić do animacji zombie. Poza tym jest to tytuł dość krótki, czas wymagany do jego przejścia to około 6h. Niemniej bardzo fajnie rozwiązane sterowanie, dobra oprawa i takaż fizyka oraz klimat grozy narastający z każdą chwilą sprawiają, że jest to gra warta grzechu. Nie szokuje może zmyślną fabułą, jednak wysoka ocena należy się jej za sam klimat grozy, który wciska w siedzenie i wyciska z gracza ostatnie poty.

Pod tym screenem miał być śmieszny podpis, ale wierzcie mi - ciężko wciska się Print Screen w biegu, do tego drżącymi rękami…

Bolesny jest fakt, iż tak oryginalna seria gier, pełna gęstego klimatu nie została odpowiednio doceniona. Brak rozgłosu i kampanii reklamowej sprawiają, że mało kto wie o istnieniu tych tytułów. A szkoda, bo Penumbra pokazuje, że nie potrzeba wielkiego doświadczenia i technologii z kosmosu by stworzyć ciekawą, niesamowicie klimatyczną grę. Tym bardziej polecam z całego serca, takie horrory nie zdarzają się często!