1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka

Ostatni Władca Pierścienia

Magia. Czymże jest magia jak niepojętą przez gorsze umysły zaowalowaną w ślepe wierzenia wiedzą i techniką? Dlaczegóż jeśli czegoś nie rozumiemy, to zaraz szufladkujemy to do określonych, czasem dziwacznie śmiesznych, grup? Nasza arogancja i częste ślepe spojrzenia prowadzą nas do specyficznego wniosku. Jeśli nie umiemy sobie czegoś wytłumaczyć sięgamy po pojęcie cudu, pecha, odwiedzin UFO. Niegdyś zwracano się ku pojęciom bardziej bajkowym. Wszystko co nieznane i budzące odrobinę strachu nazywano "magią", określano jako "związki z nieczystymi siłami"... Historia jednak wskazuje, że to, co kiedyś było niepojęte, teraz jest jak najbardziej wytłumaczalne. To, co proste cywilizacje nazywały magią, my oznaczamy innymi pojęciami. Poznaliśmy bowiem naturę rzeczy...

Ostatni Władca Pierścieni

Kyril Yeskov, w swej książce "Ostatni władca pierścieni" tworzy na kanwie bujd słynnego brytyjskiego "bajdeloty". Tolkien bowiem się mylił. A w zasadzie, nie widział pełni rzeczy. Jego spojrzenie zamknęło się szczelnie na awersie. O drugiej stronie medalu nawet nie pomyślał. John Ronald Reuel popełnił karygodny błąd, jakiego współczesny historyk nigdy by się nie dopuścić. Bonaparte kiedyś stwierdził: "Historia to uzgodniony zestaw kłamstw". Nie inaczej jest i ze znaną nam historią wojny Śródziemia. Prezentując jedną stronę medalu, historię opowiedzianą przez zwycięzców, Tolkien przyjął postawę "z klapkami na oczach".

Powiadają, że historia ludzkości to jeden mord niewinnych, to czarna trumna, której klucz wrzucono w morze. Lecz czymże paralelna rzeczywistość opisana wnikliwie przez "słynnego antropologa i odkrywcę Śródziemia" się różni, skoro od samych jej początków trwają wojny, giną mieszkańcy, a wielu wielkich tamtego świata marionetkowo powtarza tylko puste frazesy nakazane tradycją? Co jeśli wojna przedstawiona przez JRRa miała inne początki, zgrabnie przez nielicznych zamaskowane? Nasza własna historia uczy nas, że wielekroć dochodziło do wojen z przyczyn całkowicie innych jak oficjalne. Że nie zawsze złotem jest co się świeci, a zło, jak i dobro, potrafią przyjść w najróżniejszej formie. I w końcu, że nie ocenia się książki po okładce...

A jednak Tolkien wpadł w pułapkę zastawioną przez zjednoczone siły historyków przymierzy ludzi, elfów i krasnoludów. Dał się ponieść zgrabnie zakamuflowanemu kłamstwu. Swą wypowiedzią, stanął po złej stronie barykady, nawet o tym nie wiedząc. Nie, Panie profesorze, to nie tak było! Pomylił się Pan! Na szczęście Yeskov przynosi nam na tacy historię poległych, bardziej mroczną i urzeczywistnioną historię wielu odcieni szarości. Poznajmy zatem drugą stronę medalu, by dopełnić obrazu sytuacji Śródziemia.

Sauron, opatrzony przez ludy zachodu tytułem "źródła wszelkiego zła", jest w rzeczywistości wyzwolicielem myśli technicznej i opiekunem industrializacji świata. Jest mitycznym Prometeuszem, który pokazał zacofanym rasom, jak okiełznać "magię". Dzięki niemu Mordor, do tej pory utożsamiany z siedzibą plugawego zła, zyskuje tytuł uprzemysłowionego obszaru na mapie Śródziemia. To porzucanie zabobonów i starych wierzeń na rzecz rzeczywistego "szkiełka i oka" martwi "obrońców przeszłości" z Gandalfem na czele. Ogłaszają oni zatem krainę Saurona siedliskiem mroku i wytaczają wobec Mordorczyków działo największego kalibru.

Kraina, której przekaz Tolkienowski ma wysoce pejoratywny wydźwięk, pochłonięta jest zmianami technologicznymi. Wynaleziony został proch, powoli kształtuje się awionika. Ląd jest przedrążony i przeryty, wskutek czego wegetacja roślin nie jest możliwa. Taka pustynia ekologiczna prowadzi do napięć między Mordorem, a otaczającymi agrorozwiniętymi obszarami znanymi z kart "Władcy pierścieni". Nagle wszystko zaczyna mieć sens - zagrożony głodem kraj, przy niemiłym traktowaniu ze strony otoczenia, decyduje się bronić się przed "ślepą koalicją"... I tak oto zaczyna się wojna.

Właściwa akcja książki toczy się tuż po katastrofalnie przegranej bitwy na Polach Pelennoru. Karty powieści zaczynają swą "pieśń" w chwili gdy zjednoczone siły Gondoru prowadzą okupację. Mordorskimi piaskami wielkiej pustyni uciekają dwaj niegdysiejsi żołnierze w armii "imperium zła". Znakomity zwiadowca, orokuen Cerleg i umbarski lekarz polowy Haladdin jako niedobitkowie armii starają się znaleźć schronienie, by uciec śmiertelnemu losowi zgotowanemu im przez okupantów.

Jakby tego było mało, z Haladdinem niespodziewanie kontaktuje się Nazgul Sharha-Rana. Zleca mu "mission impossible" na miarę frodowskiej podróży. Gra idzie o wielką stawkę - w przypadku niepowodzenia złe elfy zawładną Śródziemiem, a wszyscy inni mieszkańcy staną się albo internowanymi więźniami albo niewolnikami. Oczywiście, jak to w takich historiach bywa, świat może ocalić tylko jeden mieszkaniec Mordoru - bogu ducha winny Haladdin. Na szczęście ów bohater ma łeb nie od parady i zamierza go użyć. Miast wyruszać w zgubną podróż wzorem "drużyny pierścienia", medyk decyduje się wykorzystać wszystkie wtyki i znajomości by wykonać niezwykle zuchwały i pomysłowy, acz niebezpieczny plan.

Opowieść kreślona przez Yeskova ma pewien atut. Pomijając fakt, iż akcja rozgrywa się w zupełnie innych zakątkach Śródziemia, aniżeli "Władca...", historia tu zaprezentowana przywodzi na myśl kryminały rodem z prozy Iana Flemminga. Miast widzieć tylko magiczne zmagania w świecie prawie antycznym, prezentowane nam są realia zgoła inne. Oto poznajemy tajne służby wywiadowcze i wywrotowe (schematy znane z realiów "zimnej wojny") działające na terenie zmagań sił nie(tylko)czystych. Poznajemy podłe i mroczne strony bajkowego świata hobbitów, powoli odkrywając zakamarki i meandry "pierścieniowej" rzeczywistości.

Konstrukcja postaci idealnie współgra z tematyką i jest zarazem bardzo wciągająca. Trzeba też przyznać, że zgoła inna niż tolkienowska. Ci, którzy do tej pory byli "białymi" herosami i heroinami, nagle zostają ochlapani wiadrem czarnej farby. Gandalf okazuje się być intrygantem pociągającym za sznurki i wykorzystującym zwykłych śmiertelników do swych niecnych celów. Aragorn przypomina tyranicznego, żądnego władzy uzurpatora tronu, zdolnego poświęcić wszystko i wszystkich, zdeptać każdą opozycję, byle osiągnąć swój cel. Tolkienowskie podłe plugastwa, orkowie, to szlachetni wojownicy, wierni swemu krajowi i przywódcom, których struktura społeczna przynosi na myśl społeczeństwa krajów tego świata. Zaś napotkanych przez Froda osobników uważa się za brutalnych odszczepieńców, wyjątki potwierdzające regułę. Straszni Nazgule w rzeczywistości przypominają tolienowskich czarodziejów i elfów - słowem są oni rycerzami i mędrcami, wiernymi obrońcami dzieła Saurona. "Prymitywni" przeciwnicy krasnoludów, trolle, stanowią strażników górskich przełęczy o dużym poziomie gościnności - niczym tolkienowscy strażnicy lasów. Zaś krwiożercze stworzenia i dzicy ludzie z południa to przedstawiciele rozwiniętych, lecz wyzwolonych spod jarzma elfich zabobonów, ciężko pracujących na swe utrzymanie ludów.

W pewnym momencie czytelnik daje się złapać na czymś naprawdę dziwnym. Ci, których wcześniej prawie gloryfikowano, zaczynają go brzydzić swym brudem starannie skrywanym. Ci zaś, których najchętniej przez Tolkiena by się wyrżnęło do nogi, stają się czytelnikowi tak bliscy, że zaczyna się trzymać kciuki za powodzenie ich misji. To całkowicie inne, silnie kontrastujące ze znanym schematem, spojrzenie na świat Śródziemia rzuca czytelnika na kolana. Opisy, choć wciąż bogate (wszak trzeba pokazać tyle nowych miejsc i tyle nowych postaci) nie przytłumiają naprawdę wartkiej akcji. Całość wygląda jak kolejna szpiegowska historia zatopiona w średniowieczno-śródziemnych realiach. Zawiłe intrygi, liczne walki, może już nie tak epickie jak w przypadku "Władcy pierścieni" i wyjątkowe spojrzenie na historię zmagań obu stron w czasach Trzeciej Ery.

A więc czy warto? Jak najbardziej! Żywe, odkrywcze spojrzenie na Śródziemie, choć nie tak "humorystyczne" jak w przypadku choćby "Nudy pierścieni", ani nie tak (chamsko) "wtórne" jak w przypadku "serialowego" "Pierścienia mroku", trafia do czytelnika, o ile oczywiście pozbędzie się on uprzedzeń odnośnie tytułu. Ci, dla których Tolkien był niestrawny (są w ogóle tacy?), znajdą w tej książce ukojenie. Fani pierwszej wersji historii Śródziemia powinni tym bardziej sięgnąć po pozycję. Pasjonująca przygoda z wyrazistymi, acz nie czarno-białymi, postaciami, głębia świata i flemmingowsko-szpiegowskie prowadzenie intryg trzymają czytelnika przy kartkach publikacji przez długi czas. Zarzucić książce można jednak jedno. Jest stanowczo za chuda (nieco ponad 400 stron)! ;-)

Autor: K.J. Yeskov

Tytuł: Ostatni władca pierścieni

Wydawnictwo: Solaris

Rodzaj oprawy: Miękka

Tłumaczenie: Eugeniusz Dębski

Fragment książki dostępny pod adresem:http://www.merli(...)8-5.html