REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka

O Sapkowskim z nieco innej strony

W ramach tematu numeru, wpadło mi do głowy pewne pytanie. Właściwie lubię Sapkowskiego - Wiedźmin, Husyci… Zresztą ręka do góry, kto Wiedźmina nie lubi. W każdym razie czy Sapkowskiego można nazwać autorem bestsellerów?

REKLAMA
Sapkowski
REKLAMA

Rozpoczynanie tekstu o Sapkowskim jest dość trudne. Jako fan i niejako, co brzmi jednak zbyt górnolotnie i można raczej delikatnie podśmiewać się z tego stwierdzenia, znawca polskiej fantastyki, przeczytałem trochę tego i owego. Osobiście nie traktuję naszego bohatera jako kogoś nadludzkiego, nadzwyczajnego, kogoś, kogo bogowie zsyłają nam raz na parę stuleci. Zresztą ludzi, którzy tak uważają mógłbym wieszać nie tylko za szyję. W wielu wywiadach sam Sapkowski wiele razy zwracał uwagę, że nie jest żadną gwiazdą, tylko zwykłym, a mniej lub bardziej znanym, pisarzem.

Wróćmy jednak do pytania postawionego na wstępie. W ogóle należy sobie powiedzieć, czym jest bestseller. Może zróbmy z niego "osobę", czy coś, co można mieć - żeby było nam wygodniej. Ani bezpośrednio, ani pośrednio, więc, moim zdaniem, nie jest on odzwierciedleniem umiejętności autora. A gdyby ktoś się nie zgadzał, to mogę powiedzieć, że maksymalnie w dziesięciu procentach, jako tako, oddaje je on. Bestseller daje pieniądze i sławę, ale nie robi z marnego grafomana, który w przypływie szczęścia, bądź dodatkowych promili, coś spłodził, genialnego artysty.

Jestem ciekaw ilu z Was pomyślało, że nazwę Sapkowskiego beztalenciem ( :) ). Chodziło mi jednak o porównanie, ponieważ odpowiedź, jak dla mnie, na powyższe pytanie brzmi: nie. Ani Wiedźmin, ani nowe książki Sapkowskiego nie były bestsellerami. Ale czy zasługują na nie, to zupełnie inna, kontrastowa do poprzedniej, sprawa. Sapkowski zasługuje na tytuł autorów bestsellerów, basta. Ale oczywiście publika woli kupić Harrego Pottera, co by móc się walnąć na łóżko i wyłączając mózg przeczytać stek bzdur. Pewnie, że o gustach się nie dyskutuje, ale obecną sytuację można streścić tak: ludzie kupują to, co nie jest warte wydanych pieniędzy, zaś szeroko pomijają to, co zasługuje na ten tytuł. A, jeszcze raz, kto nie lubi Wiedźmina - ręka w górę! No, nie wstydzić się. A teraz - kto ma więcej niż siedem-, osiemnaście lat i lubi HP?

Nie twierdzę, że Wiedźmin był idealny. Był miejscami nudny i raczej przewidywalny, za bardzo sztampowy i wtopiony w kanon hero fantasty. Ale był świetny! Styl, teksty - i filozoficzne i humorystyczne - miażdżyły, były z polotem, świat, Jaskier i jego ballady - to jest to, dlaczego warto go przeczytać. A co nam oferują inne, bestsellerowe, książki? Może to zabrzmi też źle, bo oczywiście nie wszystkie bestsellery są fe i be, ale kiedy czytałem właśnie Harrego Pottera to czułem się fatalnie. I wcale teksty, że odbiorcy są inni, nie są na miejscu. Owszem, nie każdy dzieciak zrozumie w Wiedźminie wszystko, ale przeczyta z większą chęcią, niż Pottera (mam nadzieję).

Właściwie nie chciałem pisać o tym, jaki HP jest straszny. Nie czas i miejsce. Chciałem opowiedzieć, co o tym wszystko sądzę. Na początek zapytam, czy czytaliście wywiady z Sapkowskim? Pomijam fakt, że udziela ich bardzo rzadko, przeważnie z okazji premier książek. Jest rozmówcą trudnym, ponieważ ma swoje poglądy i trzyma się ich. Jednym z nich jest to, że dziennikarze powinni interesować się jego twórczością, a nie życiem osobistym i wszystkie pytanie o ten temat zbywa soczyście.

Obecnie mamy trendy, że to życie prywatne tworzy z aktora/artysty osobę godną pokazywania w telewizji. Sapkowski więc nie promuje się "dobrze" i jest amedialny, czyli nie nadaje się do pokazywania w mediach, bo jest nudny i opowiada tylko o stworzonym przez siebie produkcie (sic!). Czy gdyby co tydzień stawał przed kamerami i chadzał do "Dzień Dobry TVN", czy wziął udział w "Tańcu z Gwiazdami", ludzie zaczęliby kupować jego książki częściej? Niestety kultura masowa jest, jaka jest.

Drugą sprawą jest fakt, że może gdyby własną osobą bardziej wypromował nową trylogię husycką, to uważam, że ludzie mogliby głębiej się z nią zapoznać. O ile nazwisko Sapkowskiego jest znane, o tyle chyba mało kto wie, że napisał coś innego niż Wiedźmin. A przecież to już osiem lat od wydania ostatniego jego tomu. Potem, od 2002, co dwa lata, aż do roku zeszłego, ukazywał się tom nowego zbioru, popularnie zwanego właśnie trylogią husycką. Sęk w tym, że, moim zdaniem, serii zabrakło promocji. Wypuszczono ją i jakoś przeszła bez echa. To niedopuszczalne, zważając na to, że Wiedźmin to pierwszy klasyk, typowe must sein i must be, polskiej fantastyki, rozpoznawany nie tylko w Polsce. Nie wiem dlaczego tak się stało. Może sądzono, że nazwisko przyciągnie czytelników?

Kto miał przeczytać trylogię o Reynevanie, ten zapewne przeczytał - taka prawda. Ale dlaczego nie pokusić by się o krok dalej? O zainteresowanie czytelników spoza kręgów fantastyki. Okazja jest wyborna - oto największa postać naszego pióra pisze już historie niemal historyczne, z podtekstem fantastycznym schodzącym na dalszy plan. Bo oto, jak mówi sam autor, najważniejsze jest wymyślić wydarzenie i wrzucić w jego wir bohatera i wymieszać dodatkowo z fantastyką. Dlaczego tylko fantaści mieliby się skusić?

Jak ujął kiedyś Kres (będzie z pamięci) - postać jest zła, dobra, pomaga, czy zabija, tylko dlatego, że jakiś stary, pochylony nad klawiaturą dziad, mieląc krakersa maczanego w herbacie, tak jej każe. Mówienie, że pisarze fantastyki są świrnięci i wierzą w ufoludki jest rozbrajające i czysto ignoranckie. Tak mówią tylko ci, którzy nie mieli styczności z gatunkiem, a Lem, według nich, pisał właśnie o takich ufoludkach, "bo to science-fiction". Literatura fantastyczna jest tak samo wartościowa jak popularna, tzw. głównonurtowa. Inaczej - nie tylko młodzi mogą czytać fantastykę. Mogą również starsi i może im się ona podobać. Nawet jest ona pod wieloma względami lepsza. Lepiej pozwala ukazać ludzkie emocje, poprzez zrzucenie tych wszystkich ludzkich standardów. Nie musi być o zielonych ludkach, i, chwała bogu, nie jest.

Doszliśmy już do paru rzeczy. Przede wszystkim - reklama, której tak zabrakło, i brak tego czegoś, co pozwoliłoby Husytom trafić na półki czytelników literatury głównego nurtu. Bo, nie oszukujmy się, tak się nie stało. Sapkowskiego przeczytali fani Wiedźmina i ogólnie fantastyki. Młodsi i starsi, ale mało osób wolących literaturę popularną.

REKLAMA

"Media rządzą, twierdzą, że kogo w nich nie ma, tego nie ma w ogóle. Oto, weźmy, napisze ktoś książkę. […] Wkraczają media. Dzieło się nie liczy, liczy się autor, show musi mieć wszak bohatera". A w mediach krytycy, którzy o fantastyce wiedzą tyle, co nic. Czy ktoś, kto usłyszy, tudzież przeczyta, jak to Sapkowski bredzi o magii i mieczu, pójdzie i kupi taką książkę? Nie, bo autor bredzi. Nie pisze z sensem i używa tych rzeczy, by ukazać coś głębszego, ale zwyczajnie bredzi. Takie działania profesjonalnych i opiniotwórczych pań i panów powoduje przedwczesne wydawanie wyroków na bogu ducha winnego Sapkowskiego przez ludzi, którzy nie wiedzą, o czym to wszystko jest i wokół czego się kręci. Póki nie skończy się (a na szczęście widać początek dobrych i naprawdę profesjonalnych recenzji fantastyki) okres porównywania fantastyki do piaskownicy i iście młodzieńczą fantazją, to nikt nie sprzeda tyle książek ile Musierowicz i Tokarczuk.

Podsumowując - gdyby Sapkowski był może ciut bardziej otwarty na media, może udałoby się przekonać starszych i niezainteresowanych dotychczas fantastyką ludzi do czytania tego nurtu. Wszak to najjaśniejsza, sztandarowa osoba gatunku, której nazwisko (choć nie dzieła) znane jest powszechnie. Także inne nastawienie ludzi. Fantastyka to nie bajka dla małych dzieci, które tylko prałyby się kijami na podwórzu, naśladując Wiedźmina. To książki dla dorosłych i/lub myślących, napakowane problemami i emocjami. Może kiedyś publika zrozumie to i owo.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA