1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka

O czym marzy PIRX?

Co może być zapowiedzią nieodwracalnego dramatu, katastrofy, kataklizmu? Na to pytanie będzie tyleż odpowiedzi, co i odpowiadających. Dla jednych będzie to obraz grzybka (atomowego jak najbardziej), dla innych niemal niebotyczna fala tsunami, a pozostali wskażą być może morze ognia trawiącego lasy tropikalne. Możliwości jest wiele. Dla mnie taką zapowiedzią jest niemal bezgłośny bieg zanurzonej kilka metrów pod lustrem wody torpedy, która nieomylnie, dzięki posiadanym systemom naprowadzania, zmierza bezlitośnie w stronę swojego celu...

Są pewne rzeczy, które przychodzą z wiekiem i nie myślę tu o gośćcu, reumatyzmie czy też prostacie. Otóż, czasami lubię sobie pomarzyć. Swawolnie hasające myśli skrzętnie omijają zagrodę lub raczej chlew krajowej polityki w wykonaniu amatorów i niedouczonych partaczy, uciekają od tematów lansowanych w TV z teleturniejami dla inteligentnych inaczej i żeglują w… niezmierzone przestrzenie świata gier komputerowych. A tu jest o czym pomarzyć! Poniżej pierwsza odsłona marzeń posiwiałego staruszka PIRXA.

USS Buffalo w wynurzeniu alarmowym

Zastanawiając się, jaka gra stanowiłaby kwintesencję moich oczekiwań zbieżnych z zainteresowaniami bez namysłu jako numer 1 wskazałem symulatory wojskowe, tym samym odstawiając do "poczekalni snów" kontynuacje przygód Sareta z "Dark Messiah of Might & Magic" czy też wojenne przypadki multiplayerowego "Call of Duty: Modern Warfare", który w mojej ocenie jest bliski doskonałości. Wybór został dokonany. Pozostaje tylko taki drobny niuansik - określenie dziedziny, jakiej ów symulator miałby dotyczyć. Będąc rozdartym pomiędzy niebem (symulatory lotnicze), ziemią (symulatory broni pancernej) i wodą (symulatory morskie) rzuciłem rozpaczliwe spojrzenie na moje półki zawalone grami szukając wskazówki, jaki temat pierwszy wrzucić na warsztat. Wzrok mój zatrzymał się na "Sub Command: Seawolf - Akula - 688(I)", grze stworzonej przez programistów "Sonalyst" - firmy na co dzień pracującej m.in. na potrzeby US Navy. Symulator morski z atomowymi boomerami w roli głównej, który niemal "zajeździłem" do granic czytelności ścieżek na nośniku. Pozostaje mi tylko zapytać - gotowi jesteście na wyprawę w zakątki jaźni pewnego wesołego dziadunia? W wypadku odpowiedzi twierdzącej zapraszam!

Kadr z sensacyjnego filmu? Nic z tych rzeczy - screen z

Słowo małe o "tym pierwszym". "Sub Command: Seawolf - Akula - 688(I) na owe czasy (2001 rok wydania - to już niemal prehistoria) był symulatorem niezwykle zaawansowanym i oferującym mnogość wszelkich rozwiązań użytkownikom przy bardzo wysokim poziomie realizmu. Dość powiedzieć, że wysunięcie masztów antenowych i peryskopów przy wysokiej fali na dużej szybkości marszowej okrętu podwodnego zawsze kończyło się nieodwracalnym uszkodzeniem tych urządzeń. Realizm jest zresztą znakiem firmowym programistów z ekipy "Sonalyst" i jego poziom zasługuje na odrębny artykuł. Misje o charakterze czysto bojowym zostały przemieszane z zadaniami czasu pokoju, co czyniło ten symulator niezwykle atrakcyjnym. Sam klimat rozgrywki jest w stanie przykuć, mimo upływu lat, do monitora na długie godziny pasjonatów tego typu rozrywki. Oprawa dźwiękowa i szata graficzna nie uległa procesowi "starzenia" i nadal nieźle się prezentuje, co jest niepodważalnym atutem tego symulatora. Celowo rezygnuję z dalszego opisu, gdyż zainteresowani wiedzą, co mam na myśli, a nowicjusze poszukają tej pozycji na "Allegro" chociażby.

Śmiertelne piękno. Rosyjska

Pora popuścić wodze fantazji i określić, czym powinien być "Symulator marzeń" - kontynuacja "Sub Command: Seawolf - Akula - 688(I). Zaczynam snuć obrazy moich oczekiwań.

Amerykański boomer klasy Ohio

Fabuła. Na tym zwariowanym świecie nic nie jest normalne. Lokalny watażka z Bliskiego Wschodu w ramach biznesowych rozliczeń w prowadzonym przezeń biznesie ziołowym wchodzi w posiadanie lekko "przechodzonej" nuklearnej rosyjskiej "Akuły" (lub innego typu okrętu podwodnego z napędem nuklearnym do wyboru) z kompletem broni nuklearnej na pokładzie. Po początkowej euforii wynikającej z samego posiadania takiej "łódeczki" i jej wyposażenia, satrapa postanawia wprowadzić w życie swoje kalkulacje oraz oczekiwania polityczne, wierząc, że posiada argumentację niepodlegającą dyskusji. Rusza na podbój świata i to dosłownie, mając nadzieję, że atomowy szantaż wsparty głębinami oceanicznymi pozwoli mu wydatnie wzbogacić własne konto bankowe. Nic z tego! Na drodze do spełnienia planów terrorysty staniemy My wspólnie z wszystkimi Marynarkami Wojennymi cywilizowanego Świata lub też niekoniecznie. Scenariusz powinien przewidywać możliwość walki po stronie koalicji przeciw terroryzmowi jak również rzucenie jej wyzwania wcielając się w rolę szalonego kapitana atomowego boomera w służbie satrapy. I to na tyle w kwestii linii fabularnej, nie mogę wszak odbierać możliwości zarobkowania prawdziwym scenarzystom gier a symulatorów w szczególności, a nuż ktoś reprezentujący tą profesję przeczyta przypadkowo ten tekst i postanowi coś z niego wykorzystać? Któż to wie…

Nieźle - dno morskie ożyło. Koniec płaskiego stołowego blatu? Oby!

Gra. Wspomniałem powyżej, że "symulator marzeń" widzę, jako pełnoprawną kontynuację symulatora morskiego, jakim jest niewątpliwie "Sub Command". Powinien posiadać dwa tryby symulacji - dla początkujących oraz starych wyjadaczy wirtualnego pływania. Sama rozgrywka powinna być podzielona na kilka długich kampanii, misji pojedynczych i multiplayera, aby "sieciowcy też mieli swoją część tortu w tym symulatorze. Kluczem do powodzenia symulatorów jest pełna wierność pierwowzorom, które są bazą i wdzięcznym materiałem do ich tworzenia. Im bliżej realiów dowodzenia atomowych okrętem podwodnym tym lepiej a możliwości w tej kwestii są niezmierzone.

Nieograniczony dostęp do wszystkich przedziałów bojowych z pełną gamą czynności wykonywanych w ramach dowodzenia i wydawaniem rozkazów podległej załodze to rzecz oczywista. Podobnie jak zarządzanie uzbrojeniem i pełna realistyczna symulacja przeprowadzanych ataków rakietowych i torpedowych. Oprócz nawigacji, z jaką mamy do czynienia w aktualnie dostępnych symulatorach morskich świetnie byłoby ścigać ofiarę lub mylić pogonie wykorzystując ukształtowanie dna morskiego. Podwodne kaniony, łańcuchy górskie i rozpadliska - jakież daje możliwości rzeźba terenu! Wcielić się w rolę kapitana Marko Ramiusa z "Czerwonego Października"? Też pytanie… Pierwszy krok w kierunku wizualizacji dna morskiego w symulatorach okrętów podwodnych został już zrobiony przez fachowców z bukaresztańskiego oddziału Ubisoft w czwartej odsłonie serii "Silent Hunter". Poniżej mała próbka możliwości drzemiących w tym elemencie gry - symulatora morskiego.

Na pokładzie lotniskowca gotowa do startu para F/A 18 E Hornet

Teraz wyobraźcie sobie podwodne kaniony, uskoki, przełęcze, krawędzie rozpadlisk, o których obecności marzę w owym symulatorze. Do kompletu niezbędne są mapy nawigacyjne z pełnymi opisami oraz nieograniczone możliwości (w granicach realizmu rzecz jasna) w żegludze atomowym okrętem podwodnym. Do tej pory czegoś takiego jeszcze nie było, ale pojawienie się tego aspektu gry szczególnie w symulatorach morskich jest moim zdaniem kwestią czasu. Pytanie tylko, która ekipa deweloperska będzie pierwsza?

Matka - Natura. Środowisko naturalne, a w szczególności jego część morska powinna być odwzorowana w sposób jak najbardziej realistyczny. Prądy morskie, pływy, zjawisko termokliny i jej oddziaływanie oraz rzecz jasna pogoda to elementy kluczowe dla jakości rozgrywki. Jak bowiem uczestniczyć w morskich przygodach, gdzie nie występują sztormy, szkwały, burze i huragany? A pory roku, rzecz najbardziej prozaiczna na tym najlepszym ze światów? To se ne da Pane Havranku!

Wrota wyrzutni rakiet otwarte. Odpalamy?

Park maszynowy. Symulator morski z prawdziwego zdarzenia powinien być wyposażony w możliwość dostępu do każdego typu atomowego okrętu podwodnego aktualnie eksploatowanego przez marynarki wojenne poszczególnych krajów obecnych na morzach i oceanach Świata. Nie wyobrażam sobie, aby mogło zabraknąć w porcie takich jednostek jak chociażby amerykańskie atomowe okręty podwodne klasy "Ohio", "Los Angeles" i "Seawolf". Z floty rosyjskiej wymienię klasę "Tajfun", "Akuła" i przedstawiciela najnowszej IV generacji jednostek należących do nowopowstałej klasy "Borej". Miło by było zobaczyć i popływać rzecz jasna francuską "atomówką" klasy "Le Triomphant, że nie wspomnę o brytyjskich przedstawicielach atomowych okrętów podwodnych klas "Trafalgar" i "Resolution". To pod wodą a na jej powierzchni i nieco wyżej? Powiem krótko - wszystko! Lotniskowce wszelkich typów i przeznaczenia, pancerniki, krążowniki, korwety, fregaty i wszystko inne, co na wodzie się unosi w ramach flot wojennych. Nie może zabraknąć lotniskowców klasy "Nimitz", francuskiego "Charles'a de Gaula" czy też rosyjskiego "Kuźniecowa".

Lotniskowiec

Skoro mówię o lotniskowcach to czas na prezentację samolotów. Bardzo krótką prezentację dodam od siebie. Amerykańskie myśliwce F/A 18E Hornet i F-117 Stealth, brytyjski samolot pionowego startu Harrier i rosyjskie Su-30, Su-33 i Su-35 to podstawowe elementy morskich sił powietrznych. Taki park maszynowy musi budzić szacunek i radość gracza z faktu, że to właśnie jemu został oddany do dyspozycji. A dochodzi do tego indywidualne uzbrojenie każdej z jednostek, jej wyposażenie techniczne, środki wojny elektronicznej i wiele, wiele innych elementów współczesnej floty wojennej przemierzającej morza i oceany. Mnogość typów rakiet (balistyczne, średniego zasięgu, itp.) i torped nie pozwala na wymienienie chociażby kilku z nich. Zakładam jednak, że pasjonaci tego gatunku gier na pewno słyszeli o rakietach "Trident" i "Polaris", nowej rosyjskiej "Buławie", czy też torpedzie "Szkwał" również rosyjskiej produkcji.

Taka zawartość merytoryczna mojego "symulatora marzeń" - w tym wypadku morskiego zarysowana grubą kreską stanowi gwarancję świetnej zabawy. A to przecież nie wszystko, czego oczekiwałbym po takiej produkcji.

Najnowsza generacja boomerów - klasa

Oprawa graficzna i dźwiękowa. Sporo można napisać na temat oczekiwań związanych z wykonaniem symulatora morskiego. Nie chcąc brnąć w puste dywagacje powiem, że zupełnie byłbym usatysfakcjonowany poziomem grafiki i dźwięku wykonanym nieco powyżej obecnego już na rynku "Silent Huntera 4: Wolves of the Pacific" przy zachowaniu przyjaznych w miarę warunków sprzętowych dla użytkowników. Nie każdy wszak w domu posiada ultranowoczesny kombajn do grania za kilka tysięcy złotych.

Tak oto przedstawia się moje własne wyobrażenie "symulatora marzeń". Na koniec dodam, że mam cichą nadzieję, że kiedyś moje marzenia się ziszczą w formie zbliżonej do tej, którą powyżej zaprezentowałem. Mam świadomość, że każdy z Was do mojej litanii pobożnych życzeń jest w stanie dorzucić swoje własne trzy grosze. No cóż marzenia mają wśród wielu cech i to, że nie są opodatkowane, nic nie kosztują i w końcu marzyć to nie grzech, nawet wtedy, gdy poddaje się ich czarowi taki starszy pan jak ja.

CDN