Jakiś czas temu wpadła mi w ręce niewielkich rozmiarów książeczka w twardej oprawie. Okładka przyciągnęła moją uwagę nie tylko wielką czcionką, jaką zapisano nazwisko autora - znamienitego, rzec trzeba - ale także przedstawioną na niej postacią człowieka zaczytanego w jakiejś lekturze, otoczonego przez wypełnione książkami regały. Wpatrując się w jego pełną skupienia postawę odczułem atmosferę powagi, która nie chciała mnie opuścić aż do ostatniej strony.

"O bibliotece" jest przemową napisaną przez Umberto Eco i wygłoszoną w 1981 roku, w dzień jubileuszu 25-lecia istnienia Biblioteki Miejskiej w Mediolanie. Autor związany był z tą instytucją ze względu na pracę w lokalnej uczelni. Wybitny włoski pisarz przedstawia w książce wizję biblioteki doskonałej, wyśnionej i dla niego odpowiedniej, kontrastując jednocześnie ten obraz z humorystycznie przedstawionymi punktami "regulaminu" prezentującego warunki panujące w fikcyjnej antybibliotece. Eco rozpoczyna swój wywód cytatem z "Biblioteki Babel" Jorge Luisa Borgesa, określającym to miejsce jako "model wszechświata". Włoch wielokrotnie powtarzał, że to właśnie teksty argentyńskiego pisarza stanowiły inspirację podczas tworzenia jego najbardziej znanego dzieła - "Imię Róży". Przywołanie fragmentu utworu Borgesa nie było przypadkowe. Wprowadza on w inny świat, stworzony jedynie z regałów, na których ułożone są książki. Po wstępie, który przybrał postać sakralnej procesji poprzedzającej wielką uroczystość, zostajemy poprowadzeni za rączkę przez zakamarki bibliotek, odsłaniając ich najróżniejsze tajemnice.

Książka utrzymana jest w bardzo lekkiej i miłej dla odbiorcy atmosferze. Czyta się ją z wielką przyjemnością. Autor często ironizuje, choć pozostaje konsekwentny i konkretny w wytykaniu błędów oraz niedociągnięć, jakie możemy spotykać we współczesnych bibliotekach. Umberto Eco stawia nas w pozycji "brata w udręce" - zacieśnia kontakt z czytelnikiem poprzez współczucie, emanujące z każdej strony. Zakłada, że spotykamy te same utrudnienia i problemy na drodze do wypożyczenia książki, co on sam. Trzeba przyznać, że ma przy tym wiele racji.

Czytając "O bibliotece" nie możemy jednak upierać się przy jednym, stałym punkcie widzenia. Umberto Eco pokazuje coś znacznie ważniejszego od utopijnych wizji. Opisana Arkadia każdego czytelnika czy też humorystycznie potraktowana charakterystyka antybiblioteki okazują się jedynie furtką do głębszych przemyśleń. We wszystkich opisach odczuwa się powagę sytuacji oraz nieodłączną atmosferę napięcia i misji, którą autor wypełnia tekst. Eco występuje tutaj w roli barda, który pieśniami chwalącymi idylliczne biblioteki zwraca naszą uwagę na status quo panujący w tych miejscach. Prześmiewczy ton, rozbawiający czytelnika i tak widocznie kontrastujący z resztą książki sprawia wrażenie otoczonego chmurą smutku i troski, przez co staje się jeszcze bardziej wyrazistym podkreśleniem wad.

O bibliotece

Niewątpliwie "O bibliotece" jest dwojakim modelem wszechświata, o którym mowa we fragmencie zapożyczonym z Borgesa. Z jednej strony mamy do czynienia z biblioteką marzeń, spełniającą wszystkie wymogi czytelników, z drugiej zaś otrzymujemy prezentację bibliotek współczesnych, odbiegających znacznie od ideału. Eco, w sposób bardzo dyplomatyczny, tworzy swoją książką fundament pod nową bibliotekę. Bibliotekę godną wkroczenia we wszechświat człowieka.

Summa summarum czytelnik otrzymuje do rąk dzieło zabawne, ale także nasuwające wiele ważnych pytań. "O bibliotece" staje się więc czymś więcej niż tylko lekturą na jeden wieczór. Autor przez tę książkę "dobija się" do świadomości odbiorcy i pokazuje mu pewną przepaść - jak jest i jak może być. Jednak przez cały czas, snując utopijne wizje, Eco wydaje się twardo stąpać po ziemi, sięgając do przyszłości całkiem nieodległej. Myślę, że warto zainteresować się tą pozycją i zwrócić większą uwagę na problemy dotykające naszego czytelniczego "wszechświata".