1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka

My Chemical Romance „The Black Parade”

Miałem pewne opory przed przesłuchaniem tego albumu. Do tej pory mój kontakt z My Chemical Romance ograniczył się do obejrzenia klipu utworu "Helena". Szczerze powiedziawszy nie rzuciło mnie to na kolana, a wręcz przeciwnie. Nie wiedziałem co jest gorsze: sam utwór czy teledysk?

My Chemical Romance "The Black Parade"

Z góry muszę zaznaczyć, że najnowszy krążek grajków z New Jersey zatarł to złe wrażenie. Oj sam się sobie dziwiłem, kiedy po przesłuchaniu płyty naszła mnie ochota aby zrobić to raz jeszcze. W końcu gatunek muzyki grany przez MCR dalece odbiega od moich preferencji.

Teraz na temat zespołu słów kilka. My Chemical Romance jest kwintetem, w którego skład wchodzą: wokalista Gerard Way (przy okazji jest on odpowiedzialny za teksty), pałker Bob Bryar, pierwszy gitarzysta a zarazem boczny wokalista Ray Toro, na drugiej gitarze gra Frank Iero (przy okazji również jest bocznym wokalistą) a basistą w zespole jest Mikey Way. Zespół ma już w swoim dorobku trzy albumy: "I Brought You My Bullets, You Brought Me Your Love (2002)", "Three Cheers For Sweet Revenge (2004)", "Life on the Murder Scene (2006, CD + 2 DVD)" oraz opisywany w tym numerze "The Black Parade". Przyznam się bez bicia, że nie znam poprzednich dokonań zespołu. Jedynie ten nieszczęsny klip "Helena", który tak bardzo mnie zraził. Chociaż na brak fanów (a raczej fanek) MCR narzekać nie może. Cóż… wychodzi na to że się nie znam ;)

My Chemical Romance to w skrócie grupa emo-smutasów grających mieszankę popu, rocka, punku i metalu. Sama twórczość nie jest specjalnie nowatorska, słychać tutaj mocne fascynacje takimi grupami, jak The Beatles, Queen a nawet Green Day. Nie znaczy to, że na "The Black Parade" muzyka jest wtórna, a wszystko co możemy usłyszeć jest kalką dokonań wyżej wymienionych. Zespół daje tutaj sporo od siebie, cała muzyka na albumie jest utrzymana w bardzo charakterystyczny dla MCR melancholijnym stylu.

Słuchając "The Black Parade" każdy, kto jest tym gatunkiem muzyki zainteresowany, bez żadnych problemów będzie wiedział kto gra. Jednocześnie "The Black Parade" nie możemy w żadnym razie uznać za nowatorskie. W wielu utworach słuchacz może odnieść wrażenie "ja gdzieś to już słyszałem". Nie ma tutaj też miejsca na jakieś rewolucyjne rozwiązania. Po prostu MCR, lekko zmieniony (m. in. fryzury muzyków, koniec czarnych emo grzywek ;)) i grający na całkiem przyzwoitym poziomie. Jedną z największych zalet tej płyt jest jej różnorodność. Podczas obcowania z "czarną paradą" nie ma miejscu na nudę! Piosenki są przebojowe, zrobione z dużym polotem. Mamy tutaj chwytliwe ballady, rock and roll a nawet polkę ("Mama")! Motywem przewodnim albumu jest śmierć. Raczej mało odkrywcze, ale to też narzuca charakter tej płyty. MCR to nie jest grupa wesołych chłopców ze słonecznej Kalifornii. W końcu Emo do czegoś zobowiązuje ;) Z utworów w mojej opinii wyróżniają się tytułowy "Welcome to the black parade", "Mama", "The sharpest lives" oraz "Famous last words". Zdecydowanie najmocniejsze punkty tej płyty.

Jestem zaskoczony. W życiu bym nie pomyślał, że spodoba mi się płyta zespołu My Chemical Romance. Co ja mówię… samo to że ja ten album byłem w stanie przesłuchać

(a z pewnością do niego wrócę jeszcze nie raz) pół roku temu wydałoby mi się co najmniej śmieszne. "The Black Parade" jest pozycją godną uwagi dla wszystkich tych, którzy cenią sobie rocka na dobrym poziomie. Jeżeli do tej pory MCR budził u Was odruch wymiotny to mimo wszystko dajcie "czarnej paradzie" szansę. Warto!

Zawartość:

1. The end

2. Dead

3. This is now I disappear

4. The sharpest lives

5. Welcome to the black parade

6. I don't love you

7. House of wolves

8. Cancer

9. Mama

10. Sleep

11. Teenagers

12. Disenchanted

13. Famous last words

14. My chemical romance appearing as the black parade