Kiedy Alicja przeszła na drugą stronę lustra to odkryła zupełnie inny świat, rządzący się swoimi własnymi prawami. Przy tworzeniu filmu Lustro, Seong-ho Kim najprawdopodobniej inspirował się tym właśnie motywem. I podobnie jak w przypadku Czerwonych pantofelków Yong-gyun Kima, wątek bajkowy został przeobrażony w kino grozy. Doszło jednak do zamiany ról. To nie "Alicja" gra osobę przerażoną - ona straszy.

W Domu Handlowym Dreampia doszło do tajemniczego pożaru, który pochłonął praktycznie cały budynek. Później przez cały rok intensywnie pracowano nad jego odbudową. Teraz, Dreampia ma zostać ponownie otwarta na czele z nowymi szefami zarządu. Woo Yeong-min, były policjant, znajduje tam posadę szefa ochrony, aby zapomnieć o przeszłości, która każdego dnia go prześladuje. Dochodzi jednak do tragicznych wydarzeń. Jedna z pracownic, Choi Mi Jeong zostaje znaleziona martwa z poderżniętym gardłem w jednej z toalet. Obok leżało narzędzie zbrodni, więc policja uważa, że było to samobójstwo. Wkrótce pojawia się kolejna ofiara i służby zaczynają szukać seryjnego mordercy. Na razie mają tylko jeden wspólny mianownik - wszystkie zabójstwa zostały dokonane przed lustrem w centrum handlowym.

Lustro

Wraz z pojawieniem się pierwszego morderstwa na ekranie, cechy bajki jakie mogliśmy przypisać filmowi rodem z Alicji w krainie czarów, znikają automatycznie. Reżyser pragnie pozostać w stylistyce współczesnego kina grozy nie zahaczając o elementy fantasy. Mimo wszystko, w trakcie seansu da się zauważyć swoistą symetrię fabularną i realizacyjną. To, co w przypadku prozy Edgara Allana Poe było nazwane "ideą dubletów" jest wyraźnie widoczne w południowokoreańskim obrazie Seong-ho Kima. I nie mam tu jedynie na myśli teorii lustrzanego odbicia. Z jednej strony mamy koncept dwóch światów, a z drugiej sam film został zrealizowany w dwuznaczny sposób tak, że oba reprezentują zupełnie inne gatunki. Pierwszy z nich to typowy azjatycki horror mieszający pomysły z Oka braci Pang i The Ring Hideo Nakaty. Drugi natomiast przypomina thriller policyjny, w którym nie przyjmuje się do świadomości ingerencji świata nadprzyrodzonego. Te dwa gatunki najpierw podążają obok siebie mając zupełnie inne cele i wnioski, lecz wraz z postępem fabularnym coraz prędzej się zacieśniają, aby ostatecznie w finale spotkać się na jednym torze. Nawet niektóre sceny analogicznie łączą się z tymi zaprezentowanymi na początku. Dlatego posunięcie Seong-ho Kima było bardzo dobre, gdyż widnieje tu spójność fabularna i realizacyjna, w doskonały sposób tłumacząca alegorię lustra.

Lustro

Pomimo tej podwójnej formy, film jest głównie traktowany jako horror. Twórca to uwidocznia, gdyż struktura obrazu jest charakterystyczna dla azjatyckiego kina grozy. Mamy tu wszystkie elementy typowe dla tych produkcji. Jest strasząca długowłosa kobieta/dziewczyna, prowadzenie prywatnego śledztwa, wplątanie elementów nadprzyrodzonych do zwykłych i niewyróżniających się środowisk oraz finałowa walka z prawdziwym złem. Niektórzy potraktują to jako minus, gdyż jak na intrygującą fabułę, to nie wnosi zupełnie nic nowego do gatunku. Ale mimo wszystko powiew świeżości da się zauważyć w technikach straszenia widza. Zjawy są znaturalizowane - nie zauważymy żadnych ubarwień i efektów specjalnych. Nawet sceny mordów są wyjątkowo subtelne. Brakuje wyolbrzymionych scen gore, którymi chwali się amerykański remake. W przypadku wersji koreańskiej przypomina to prawie dzieło sztuki, szczególnie na początku, gdy kamera skupia się na płynącej między kafelkami strużki krwi. Niestety, mimo tej ciekawej formy, Lustro nie przeraża widza. Kiedy fabuła przeskakuje między horrorem a kryminałem, uczucie grozy szybko znika, co jest najpoważniejszą wadą produkcji.

Lustro

Ciężko zatem jednoznacznie ocenić film Seong-ho Kima. Z jednej strony w niemal poetyckiej formie przedstawia walkę z własną osobowością na tle horroru i kryminału, ale poprzez nagromadzenie metafor i alegorii zgubiono gdzieś efekt grozy. W zależności od wymogów widza, każdy znajdzie tu inne walory, bowiem subtelność oraz naturalność w horrorze są niecodziennymi elementami, ale w przypadku Lustra nie dostarczają odpowiednich emocji, jakie każde kino grozy powinno dawać. Ale ostateczne, zaskakujące zakończenie historii w pewnym stopniu rekompensuje braki. Po seansie pozostaje jedynie mała refleksja - to mogła być kultowa produkcja kina grozy rodem z Korei Południowej.

Lustro