1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka

Liżąc Ostrze

Jakuba Ćwieka znamy z dwóch tomów o Lokim - nordyckim Bogu, który, po zniszczeniu rodzimej Valhalli, podjął się pracy u aniołów. Kiedy wyszła powieść z pogranicza kryminału i horroru tegoż autora, wszyscy (zainteresowani) zastanawiali się, co z tego wyszło. Nie powiem, zainteresowanym byłem, a że nie ma łatwiejszego sposobu na dowiedzenie się, co w trawie piszczy - poszedłem książkę kupić.

Kacper Drelich, policyjny tajniak, zostaje złapany przez przestępców, których rozpracowywał. Udaje mu się ujść z życiem, czego nie można powiedzieć o jego oprawcy. Od tego momentu jego życie staje się bardzo dziwne. W międzyczasie nieznany nam mężczyzna postanawia zemścić się na swoim ojcu, a że staje się rzecz zupełnie odwrotna - na świat przychodzi niezwykła postać w masce Fauna. To tyle a propos streszczenia, ponieważ nie chcę zdradzać Wam tego, co w książce najlepsze - prawdziwie zakręconej i świetnej fabuły z wgniatającym w ziemię zakończeniem.

Do gustu przypadł mi również ciężkawy klimat powieści. Jak czytamy na okładce - kryminał miesza się tu z horrorem. Faktycznie, fabuła skonstruowana jest jak w pierwszorzędnym kryminale oraz posiada w sobie to coś, co przyciąga i nie pozwala zapomnieć, że Faun gdzieś tam jest. Jeszcze parę słów do zakończenia - jak już pisałem, jest genialne. Czegoś takiego jeszcze nie czytałem. Można powiedzieć, że sytuacja obraca się o sto osiemdziesiąt stopni po prostu miażdżąc czytelnika tym, czego właśnie się dowiedział. Ale już nic więcej nie powiem, bo grzechem byłoby odbieranie Wam przyjemności czytania. Dodatkowo warto wspomnieć, że Ćwiek pisze przyjemnie, a całość połyka się szybko.

Parę wad by się znalazło na pewno. Zwłaszcza jeśli chodzi o różnorodność postaci. Właściwie mamy tylko głównego bohatera i resztę. Tylko osobowość Kacpra Drelicha jest rozwinięta w stu procentach.

Liżąc Ostrze

Resztę można wrzucić do jednego worka, nikt specjalny się nie wyróżnia. Taki teatr jednego aktora. Jak widać, powieść powieścią, ale fantastyka zawsze była gatunkiem przełamującym schematy, więc osobiście mi to nie przeszkadza ani nie zwracam na to wielkiej uwagi.

Osobne słowa zachwytu idą w stronę grafików, którzy spisali się wyjątkowo dobrze. Oczywiście Fabryka wyrobiła już sobie pewną markę oraz poziom, poniżej którego nie schodzi, co wszyscy czytelnicy fantastyki wiedzą. Tym razem jednak okładka jest przepiękna i dodaje książce charakteru. Trochę widoczny jest rozdźwięk między rysunkami wewnątrz a tym na okładce, ale to nie przeszkadza. Tu Fabryka zasłużyła sobie na słowa uznania. Zresztą - chyba nie ma ostatnio książki od Fabryki Słów, która byłaby słaba pod względem oprawy.

Jeżeli lubicie dobre kryminały czy horrory albo, jeszcze lepiej, mieszankę tych dwóch gatunków - naprawdę warto kupić "Liżąc Ostrze". Nie jest to żadne arcydzieło ani nic, co pozostawi nas w zamyśleniu na długie dni. Po prostu kawał dobrej literatury akcji ze świetnym klimatem i nietuzinkowym pomysłem na fabułę.