1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka

LEGO Batman: The Videogame

Tak to często bywa, że gdy stworzy się jakiś chwytliwy tytuł, to później stara się z niego wycisnąć tyle kasy, ile tylko da radę. Tego typu zabiegi widywaliśmy w pierwszych pięciu częściach Tomb Raidera czy sporej liczbie dodatków do The Sims. Kolejne części nie wprowadzały niemalże nic nowego, a ich jedynym celem było zdzieranie z graczy pieniędzy pod pretekstem kolejnych ciekawych rozgrywek. Tak, jakby nie można było przejść jeszcze raz poprzedniej części.

Po LEGO Batman: The Videogame nie spodziewałem się jakiś cudów na kiju. Dane mi było grać w "klockową" wersję Gwiezdnych Wojen, a w lipcowym numerze Playbacku ukazała się recenzja mojego autorstwa na temat innej części serii, opowiadającej o Indiana Jonesie. Miałem cichą nadzieję, że cokolwiek ulegnie zmianie, jakaś rewolucja wprowadzi powiew świeżości do zalatującej odgrzewanym kotletem serii. Niestety, Człowiek-Nietoperz nie zaskoczył mnie absolutnie niczym.

Jeśli ktoś grał już w jakąś plastikową zręcznościówkę od Traveller's Tales, to zamiast czytać tę recenzję może postawić sobie jedno pytanie - czy do tej pory mu się podobało i czy chce to samo, tylko w innej scenerii. Jeśli odpowiedź będzie twierdząca, to możecie śmiało iść do sklepu, nie zawiedziecie się.

Zawsze chciałem przejechać się Batmobilem.

Całej reszcie graczy postaram się pokrótce wyjaśnić jak wygląda sama rozgrywka. Mamy tu do czynienia z klasycznym "idź w prawo", tyle że w Gotham City. Generalnie chodzi o to, żeby przeć naprzód i niszczyć wszystko, co tylko jest zrobione z klocków LEGO. Po każdej destrukcji na ziemię sypią się kolorowe kółeczka, które są czymś w rodzaju waluty do wykupowania rozmaitych bonusów. Żeby jednak nie było zbyt łatwo, to na drodze bez przerwy będą nam stawać wrogowie, których konsekwentnie pierzemy po plastikowych pyskach. Często przyjdzie nam rozwiązywać proste zagadki logiczne, które opierają się na zdolnościach dwóch prowadzonych postaci. Trzeba przełączać się między ludzikami i zakładać w specjalnych polach coraz to nowe kostiumy, które dają przeróżne możliwości jak np. odporność na ogień, wchodzenie po metalowych ścianach czy tłuczenie szyb falami dźwiękowymi. Jeśli nie mamy drugiego kontrolera i partnera do gry, to komputer częściowo załatwi sprawę za nas i postara się pokierować towarzyszem, choć często wychodzi mu to dość opacznie.

W każdym rozdziale (a przypada ich po sześć zarówno na kierowanie dobrym duetem Batman - Robin, jak i na szerzenie zła kilkoma niemiłymi postaciami z Jokerem na czele) poza standardowymi misjami "zniszcz wszystko, otwórz drzwi, przejdź dalej" czekają nas dużo bardziej dynamiczne etapy z udziałem pojazdów. Wśród nich znajdzie się nie tylko legendarny Batmobil, ale też łódka, samolot czy helikopter.

Marchewkowe pole rośnie wokół mnie.

Batman to nie Spiderman czy inny Superman, który został obdarzony ponadprzeciętnymi mocami. To zwykły, ludzki "ostatni sprawiedliwy", który jest wyposażony w zabawki nierzadko przyprawiające Bonda o ból głowy. Najczęściej będziemy korzystać z liny, która pomoże w eksploracji terenów oraz Batrangu, którym strącimy odległe cele. Jest to dość miłe urozmaicenie biorąc pod uwagę fakt, że usunięto chwytanie i używanie różnych narzędzi, które było dość męczące w LEGO: Indiana Jones.

Przejście gry w trybie Opowieści to jeszcze nie koniec. Na każdej planszy zawsze pozostaną jakieś sekrety, które zdobyć będziemy mogli tylko przy ponownej eksploracji danego terenu. Potem wszystkie artefakty, specjalne klocki i inne bonusy są zachowywane w odpowiednich pomieszczeniach w tajnej bazie, do której mamy dostęp między misjami. Wątpię jednak, żeby komukolwiek chciało się przechodzić grę na 100%. To rozrywka tylko dla tzw. "no-life'ów", tudzież masochistów.

Mi to wisi, że ty stoisz... byleby lina nie pękła.

Niestety, nie zrobiono nic w kwestii sterowania. Obserwując wszystko z rzutu izometrycznego musimy się dobrze zastanowić w którą stronę chcemy skierować postać, żeby dobrze wcisnąć odpowiednie klawisze kierunkowe. Chwila nieuwagi i spadamy z wąskiego przejścia prosto w przepaść, a to kosztuje utratę części zdobytych klocków. O ile do biegania można się jeszcze przyzwyczaić, tak nie rozumiem czemu nie zastosowano innego rozwiązania dla pojazdów. Przecież z powodzeniem W mogłoby posłużyć za gaz, S za hamulec, a A i D skręcałoby kierownicę/ster w odpowiednią stronę. Postanowiono jednak zostać przy założeniu, że W to góra mapy, a reszta to analogicznie odpowiednie kierunki. Mało zabawnie robi się, gdy chcemy szybko zawrócić Batmobilem i podziwiamy jego mozolne manewry.

Kobieta mnie bije!

Grafika jeśli uległa jakimkolwiek poprawkom, to chyba tylko kosmetycznym. Całość obsługuje ten sam silnik, więc ciężko o jakieś innowacje poza nowymi teksturami. Ciężko jednak się przyczepić, bo styl w jakim prezentowane są animacje i wszelkie elementy jest tak specyficzny, że nawet przy znacznym rozwoju technologii nie będzie się dało stworzyć czegoś wyglądającego lepiej, bo klocki zawsze pozostaną kanciaste. Zdecydowanie na plus, tradycyjnie dla serii, można zaliczyć przerywniki między kolejnymi misjami. Generalnie humor w nich prezentowany nie jest najwyższych lotów ale w połączeniu z niemym kinem i żywymi gestami "sztywnych" bohaterów sprawia, że nieraz można się uśmiać.

Dźwięk jaki nam towarzyszy utrzymuje klimat kinowego Batmana. Tutaj ponownie nie widać żadnych zmian - poza motywami muzycznymi dostajemy niemalże to samo. No bo na ile różnych sposób można ukazać odgłos walących się wież z klocków?

Uciekli... ale zostawili prezent. Co tam tak tyka?

Nie mogę powiedzieć, że LEGO Batman: The Videogame to produkt słaby. Trzyma on poziom poprzedniczek. Jednak czasem chciałoby się czegoś nowego, jakiejś prawdziwej innowacji. Zamiast tego dostajemy sprawdzony projekt, w który gra się co prawda dobrze, pod warunkiem, że nie dłużej niż dwie, trzy godzinki dziennie, choć to akurat zależne od indywidualnej odporności gracza. Potem zaczyna dość mocno nużyć.