Jeśli zapytać przypadkowe osoby na ulicy, z czym kojarzy się im kolor pomarańczowy, odpowiedzi będę różnorakie. Jedni odpowiedzą, że kojarzy im się z jesienią, spadającymi liśćmi, które właśnie taki kolor mają. Drudzy zaś powiedzą, że z owocem. Jeszcze inni, że tak nazywana jest reprezentacja Holandii. Na całe szczęście jest dość spora liczba osób, które bez wahania stwierdzą, że kolor pomarańczowy kojarzy im się tylko z jednym - jesienną trasą Kultu. Już od kilku lat właśnie tak nazywana jest trasa koncertowa, podczas której zespół odwiedza największe polskie miasta, dając fanom niezapomniane wrażenia. W tym roku nie było i nie mogło być inaczej. Kult już po raz kolejny odwiedził m.in. Łódź, a mnie na tym koncercie nie mogło zabraknąć.

O tym, czym jest dla mnie Kult, czym jest dla mnie twórczość lidera zespołu Kazika Staszewskiego, można by napisać osobny artykuł. Począwszy od historii zespołu, a kończąc na moich "osobistych" odczuciach. Kazik jest bez wątpienia fenomenem, jeżeli chodzi o polski "szołbiznes". Jest to osoba, która na swój szacunek zapracowała sama - bez żadnych ustawień z dyrektorami firm fonograficznych, właścicielami stacji radiowych czy też telewizyjnych. Od ponad 25 lat śpiewa o tym, co nas otacza, śpiewa o tym, co nasz dotyczy. Nigdy nie bał się powiedzieć złego słowa na ówczesną, komunistyczną władzę. W sposób perfekcyjny opisywał to, co się działo, śpiewał o Polakach, ich mentalności, obyczajach. Kiedy "trudne czasy" przeszły, Kazik i Kult nie zmienili się. Nadal krytykował, chwalił, mówił o sprawach prostych, czasem oczywistych, ale też poruszał ważne tematy - sprawy władzy, religii. Nawet nie wiecie, jak ciężko jest skrócić całą historię zespołu, która jest naprawdę bogata w ciekawe historie. Ciężko jest nawet wspomnieć krótko o najważniejszych faktach, bo od razu chce się powiedzieć tudzież napisać więcej. Jednak to innym razem. A teraz wracamy do samego koncertu…

Koncert odbył się 28 października bieżącego roku w łódzkiej Dekompresji. Jest to idealne miejsce do organizacji tego typu imprez, ponieważ wcześniej znajdowało się tam kino, dlatego na głównej sali koncertowej akustyka jest po prostu świetna. Problem w tym, że ludzi, którzy chcą przyjść, posłuchać i obejrzeć Kult jest całkiem sporo i dlatego klub już powoli nie radzi sobie z natłokiem fanów. A tych było zdecydowanie więcej niż przed rokiem, bo ponad 3 tys. osób. Szwankuje wtedy "przepuszczenie" fanów do klubu, którzy wejście zostawili na ostatnią chwilę. Przez to wiele osób musiało marznąć na dworze, bo ochrona klubu nie spieszyła się z wpuszczaniem, a ludzi było mnóstwo. Dlatego też koncert musiał rozpocząć się z lekkim opóźnieniem, ale zespół oczywiście poczekał na wszystkich, choć publika na parkiecie mocno się niecierpliwiła. Kiedy już dym osiadł na scenie, lampy zgasły, a na sali pojawiła się Kult ochrona, gotowa łapać pod sceną bawiących się na fali fanów, na scenę wkroczył zespół… a tłum szalał.

Zaczęli tradycyjnie - Barankiem. Piosenka już praktycznie ograna, znana przez wszystkich, jednak za każdym razem, kiedy jest grana, zyskuje nową moc. Idealnie rozgrzewa publiczność, szczególnie kiedy ostatni refren odśpiewują fani. Potem poszło już z górki. Grzesznik, Pasażer, Dom Wschodzącego Słońca, Celina (zagrana w KNŻ-towym stylu, szybko i "z biglem" - coś pięknego!), Gdy nie ma dzieci, Parada wspomnień i tak dalej, i tak dalej… Do znanych, koncertowych hitów, dołączyły piosenki dawno już nie grane, zastępując te, które fanom, a także zespołowi, już się najwyraźniej znudziły. Trzeba przyznać, że odświeżenie setlisty było strzałem w dziesiątkę! Szczególnie takie piosenki jak TDK Kaseta, Na Zachód, Patrz, Lewe lewe loff idealnie nadają się do koncertów, a zagrane w nowym stylu robią niesamowite wrażenie. Na koniec pozostawiłem sobie dwie wyjątkowe piosenki, które na koncertach już dawno nie były grane. Chodzi mi o Lipcowy poranek i… Zegarmistrz światła purpurowy. Pierwszą z nich po prostu uwielbiam, jedna z lepszych piosenek Kultu, i od zawsze marzyłem, aby usłyszeć ją na koncercie. Kiedy tylko dowiedziałem się, że grana jest podczas tej trasy, byłem niezwykle szczęśliwy. Druga z nich nie grana była wcześniej w ogóle, a jest to piosenka Tadeusza Woźniaka. Kult zagrał ją po raz pierwszy na tej właśnie trasie i, co tu kryć, wykonanie G - E - N - I - A - L- N- E! Zresztą te piosenki łączy jedno - covery

zagrane przez Kult nabierają nowej wartości, ba! moim zdaniem są nawet lepsze od oryginałów. Wystarczy przypomnieć sobie Pasażera, Dziewczynę o perłowych włosach, Lipcowy poranek(Kult), W południe, całą płytę "Piosenki Toma Waitsa" i "Melodie Kurta Weilla" (Kazik). A teraz do tej zacnej grupy być może dołączy Zegarmistrz światła, który nie będzie już tylko piosenką koncertową, ale i płytową… Kto wie? Nowa płyta Kultu najprawdopodobniej na wiosnę 2008 roku, wtedy już wszystko będzie jasne.

Jak zwykle dopisała świetna, Kultowa publiczność. W liczbie ponad 3 tysiące stawiła się w łódzkiej Dekompresji, robiąc świetny klimat. Każdy będący na koncercie śpiewał, skakał, bawił się w rytm swoich ukochanych dźwięków. Dla takiej atmosfery warto przychodzić na koncerty. Nikt nie miał pretensji, że ktoś kogoś nadepnął, szturchnął - wszystko w zgodnych i przyjaznych nastrojach. Cała ta pozytywna energia promieniowała ze sceny, gdzie zespół również się świetnie bawił, grając ze sobą. I był to widok, który powinien cieszyć każdego fana Kultu.

Kolejna Pomarańczowa Trasa stała się już historią. Jednak trzeba przyznać, że była to jedna z lepszych tras w historii zespołu. Kult zagrał swoje najlepsze koncerty z niesamowitą mocą i radością. Patrząc na Kult gdy gra, pozostaje życzyć każdemu, kto zajmuje się profesjonalnie muzyką, aby po 25 latach czynnego występowania na scenie mógł grać tak fantastyczne koncerty. Bo Kult takie umiejętności posiada.