1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka

Księga Jesiennych Demonów

Jak zapewne już się zorientowaliście, jestem wielkim fanem twórczości Grzędowicza. Jednak moja przygoda z nim zaczęła się dopiero od doskonałego Pana Lodowego Ogrodu. Potem nastąpił Popiół i kurz i stopniowe zapoznawanie się z resztą dzieł podwójnego laureata nagrody im. J. Zajdla. Akurat dobrze się złożyło, bowiem Fabryka Słów postanowiła wydać na nowo zbiór opowiadań pod tytułem Księga Jesiennych Demonów. Dzięki temu, po zapoznaniu się z tym zbiorkiem, mogę na bieżąco podzielić się ze wszystkimi moimi odczuciami.

A trzeba przyznać już na samym początku, iż książka potrafi zauroczyć czytelnika, co jest zjawiskiem dosyć rzadkim. Zwłaszcza gdy widać, że Księga Jesiennych Demonów wywodzi się z początków twórczości autora. Co prawda kolejne książki (trzeba pamiętać, że obecne wydanie jest reedycją) były znacznie lepsze i bardziej przypadły mi do gustu, jednak i ta nie była zła, bowiem udało mi się spędzić z nią przyjemnych, ładnych parę godzin. Może gdybym zaczął znajomość z Jarosławem Grzędowiczem właśnie od tej pozycji, moja ocena byłaby znacznie wyższa, jednak dziś, znając powieści z późniejszego okresu jego działalności, poniższą księgę mogę jedynie umieścić w moim zbiorze tytułów "the best of" gdzieś pośrodku stawki, lecz do czołówki troszeczkę jej brakuje.

"Wszedł do sklepu z magią głównie dlatego, że padało. Oraz może dlatego, że w ciągu czterdziestu ośmiu godzin stracił dziewczynę, pracę, serdecznego przyjaciela, zamknęli ulubiony pub, a także jedyny kiosk w pobliżu domu, gdzie mógł kupować bilety, ukradli mu samochód, przestali produkować jego papierosy, z niejasnych przyczyn wyłączyli kablówkę (...)

- Najpierw musisz zrozumieć i uwierzyć - oświadczył szaman. - Weź kilka rzeczy z tamtej półki. (...) Połóż je na stole, a ja opowiem ci o rzeczach, których istnienia właśnie doświadczasz. Opowiem ci o plemieniu Przypadku. O Jesiennych Demonach. Tych, które kryją się za telefonem o drugiej w nocy, za zawirowaniami rzeczywistości. Uwalniam od nich takich jak ty. Potem kładę na półce trofeum i wchłaniam kolejnego demona. Jestem łowcą i księgą. Posłuchaj Księgi Jesiennych Demonów."

Z całą pewnością najbardziej zastanawiające jest to, skąd Grzędowicz bierze takie ciekawe pomysły na swoje opowiadania. W tym zbiorze między innymi możemy przeczytać o tajemniczej karcie kredytowej, która zmienia życie swojego właściciela nie do poznania. O wiedźmach i wilkołakach. O sukkubach i innych potężnych demonach czy też o zaginionym bogu. Tak naprawdę jest to o tyle ciekawa fantastyka, że możemy dowiedzieć się z niej wiele na temat naszego, codziennego życia. Analogie są wręcz uderzające. Czytając tę książkę nie raz powiesz "kurczę, to przecież ja", albo "przecież ja też mogłem tak skończyć". Ta pozycja ostro potrafi dać w kość. Dobitnie pokazuje najzwyklejsze ludzkie problemy, z pozoru błahe, lecz w rzeczywistości znacznie poważniejsze niż nam się wydają. Rozkład małżeństwa, bieda, rozpadająca się rodzina, zazdrość czy inne nieszczęścia. To przecież możemy spotkać na każdym kroku.

Każde z tych opowiadań jest niezwykle klimatyczne i ciekawe. Kiedy zaczniesz jedno z nich, praktycznie nie masz szans, aby się oderwać od niego w trakcie czytania. Lecz kiedy je skończysz, od razu łapiesz się za kolejne. I tak powoli oraz niepostrzeżenie docierasz do końca książki bogatszy o doświadczenia głównych bohaterów. Niestety w moim odczuciu niektóre z opowiadań były o parę stronic przydługie, przez co miejscami nudnawe. Na szczęście Grzędowicz jakby czytał w moich myślach. Na mojej twarzy jeszcze nie zdążył rozkwitnąć grymas znudzenia, a tu nagle wzrastało napięcie i historia jeszcze bardziej mnie wciągała. Być może takie uspokojenia lub zwolnienia akcji były celowe, jednak nie mi dane w to wnikać.

Księga Jesiennych Demonów

Zanim podsumuję ten tekst jeszcze jedna ważna sugestia. Drogi czytelniku, nawet nie waż się podchodzić do tego tytułu jako do książki czysto rozrywkowej przepełnionej grozą. Tylko się zawiedziesz, ponieważ jest to ambitniejsza pozycja, która każdego zmusi do przemyśleń nad swoim życiem. Podczas pokonywania kolejnych drukowanych kart najlepiej być skupionym i wyciszonym. Tylko wtedy docenisz wszystkie walory tego wydania.

Pozostało mi odpowiedzieć na jedno zasadnicze pytanie: czy warto? Owszem, warto! I nawet gdyby mnie torturowano, to swojego zdania nie zmienię!

"Kiedy wyszedł ze sklepu z magią, przestało padać. Nad miastem zapadał mokry, brunatny mrok. Nadchodziła zimna, mglista, listopadowa noc. Noc, która się nie kończy. Czas, gdy budzą się Jesienne Demony."