Odkąd na polskim rynku pojawił się Najgłupszy anioł, beletrystyka Moore'a stała się całkiem sprzedajnym towarem. Najwyraźniej taki typ humoru odpowiada czytelnikom i z chęcią sięgają po kolejne pozycje autora. Nawet obrazoburczy i parodystyczny Baranek okazał się całkiem sympatyczną opowieścią Biffa o Jezusie. Wydawnictwo Mag postanowiło tym razem wypuścić Krwiopijców, uznanych za najlepszą powieść 1995 roku według New York Timesa.

Jody to niewyróżniająca się z tłumu zwykła kobieta, która pracuje jako sekretarka w jednej z dużych firm. Gdy pewnego wieczoru wraca do domu, nieznany osobnik atakuje ją, wgryzając się w szyję. Następnego wieczoru Jody budzi się przykryta koszem na śmieci i z poparzoną ręką. Sama nie wie, co się stało i co ma zrobić, aby dowiedzieć się prawdy. Jednak kiedy odczuwa, że jest silniejsza niż oprych grasujący po ulicach San Francisco, opuszcza swoje dotychczasowe lokum. W pewnym momencie na jej drodze pojawia się Thomas C. Flood - student i niedoszły pisarz, pracujący na nocnej zmianie w supermarkecie. Jest zauroczony piękną Jody i pod wpływem spontanicznej decyzji postanawia z nią zamieszkać. Fakt, że jego nowa dziewczyna stała się wampirem wcale mu nie przeszkadza. Ktoś jednak ich śledzi i ma zamiar przeszkodzić tej sielankowej egzystencji.

Moore trochę na wyrost jest nazywany satyrykiem stawianym na równi z Johnathanem Swiftem czy Woodym Allenem. W Baranku ta unowocześniona wersja satyry była jeszcze do przejścia. Krwiopijcy to zupełnie inna bajka. Autor woli pobawić się formą, a charakterystyczna ironia i czarny humor nie są tu obecne. Ta wampiryczna powieść jest kombinacją romansu noir z typowym współczesnym kinem akcji. Na początku jednak motywy sensacyjne nie są tak bardzo wysuwane na pierwszy plan. Twórca skupia się na wątku miłosnym, co jest ogromnym atutem książki. Odkrywanie mocy Jody, uprawianie dzikiego seksu z wampirem czy kłótnie opierające się na różnicach rasowych - to wszystko można bez problemu podpiąć pod dzisiejsze relacje damsko-męskie. Tutaj zdolności w tworzeniu parodii w granicach dobrego smaku przydały się. Mało jest tu żartów sytuacyjnych, przeważają natomiast gry słowne, dzięki którym humor całej książki stoi na wyjątkowo wysokim poziomie.

Gdy jednak akcja się rozkręca, robi się coraz gorzej. Całość jest tak schematyczna i przewidywalna jak przeciętny hollywoodzki film akcji. Fakt, wciągnie i zainteresuje na krótszą metę, ale nie zaprezentuje nic oryginalnego. Im bliżej jesteśmy finału, tym bardziej historia się dłuży i męczy. A samo zakończenie woła niestety o pomstę do nieba. Doskonale rozumiem chęć stworzenia ironicznej wizji kina sensacyjnego, ale ostateczna potyczka jest dręcząca. To nie finał godny Drakuli Stokera czy Wywiadu z wampirem Rice. Moore je nieudolnie uwspółcześnia, tracąc przy tym nie tylko walory wątku komediowego, ale również napięcie znane z tanich amerykańskich sensacji.

Krwiopijcy

Krwiopijcy jako wampiryczne love story jest przereklamowane. Nie kryje się tu żadna głębia ani ukryte podteksty w stosunku do świata rzeczywistego. Oczywiście grupa Zwierzaków pracujących w supermarkecie może być dość zabawnym obrazem nastolatków próbujących zarobić na życie czy studia, ale Jody i Tommy są nie do końca wiarygodni. Może dlatego, że wszystko dzieje się zbyt szybko i czytelnik nie do końca wierzy w silną więź między nimi. Ale z jednej strony to komedia, więc zarówno postacie, jak i sytuacje, powinny być przerysowane. Tym samym, czas spędzony przy tej powieści nie będzie stracony. Jednak po Najgłupszym aniele i Baranku spodziewaliśmy się czegoś lepszego. A na wrzesień zapowiedziano polską wersję kontynuacji Krwiopijców - Ssij mała, ssij. Może będzie lepiej?