Problemy poruszane przez Amerykanów w wielu filmach, starają się kreować odpowiednie opinie autorów. Widz tym samym nie spogląda obiektywnie na pewien tok wydarzeń, ale tak, jak narzuca mu to sam reżyser. "Kolor Zbrodni" nie zrobił wielkiej furory w Stanach Zjednoczonych, a polskie kina ominął szerokim łukiem. Mimo to, Imperial postanowiło wydać tę pozycję na dvd - film koncentrujący się głównie na jednym z problemów w Ameryce, który jest wyczuwalny do dziś.

Kolor Zbrodni

Historia opowiada o czarnoskórym detektywie, Lorenzo Councilu, który bacznie czuwa nad rejonem zamieszkanym głównie przez ludzi tego samego koloru skóry, co on sam. Swoją pracę wykonuje rzetelnie i jest lubiany. Pewnego dnia, na izbie przyjęć, rozmawia z białą kobietą, zeznającą, że napadł ją czarny mężczyzna, a następnie ukradł jej samochód. Sprawca nie wiedział jednak, że na tylnym siedzeniu spało dziecko kobiety. Rozpoczyna się śledztwo mające rozwiązać sprawę. Z minuty na minutę jednak detektyw zaczyna podejrzewać, że poszkodowana nie mówi mu całej prawdy.

Jedną z głównych ról w filmie zagrała Julianne Moore, wcielając się w postać zdesperowanej, gotowej na wszystko matki, którą odgrywała już po raz kolejny. Wcześniej mogliśmy ją zobaczyć w obrazie "Życie, którego nie było". Z resztą te dwie kreacje są do siebie bardzo podobne. W obu przypadkach, ta sama aktorka starała wzbudzić naszą sympatię i współczucie, poprzez jej cierpienie. Miałem jednak ogromne obawy przed obejrzeniem "Koloru Zbrodni". Idea w obu pozycjach była taka sama, a ten kto widział "Życie...", doskonale wie w jaki głupi, żenujący i beznadziejny sposób wykorzystano pomysł na nieprzeciętny film. Wniosek ten utwierdził mnie w przekonaniu, że moje oczekiwania co do produkcji nie są wysokie tym bardziej, iż reżyserem recenzowanej pozycji jest jeden z producentów wspomnianej wyżej katastrofy. Co więc zobaczyłem?

Historia została oparta na faktach. Inspiracją był przypadek z 1994 roku, kiedy to Susan Smith oskarżyła czarnego mężczyznę o kradzież samochodu, w którym znajdowało się jej dziecko. Ostatecznie sprawa się wyjaśniła bardzo niespodziewanie. Nie zdradzę jak, gdyż z jednej strony powiedziałbym główny motyw filmu. Mamy więc dramat psychologiczny o zdesperowanej matce, która za wszelką cenę stara się odzyskać z powrotem swoje dziecko. I tutaj pierwsze skrzypce gra wspomniana już wcześniej Julianne Moore. Może i historia wypada trochę blado, a rozwiązanie zagadki nie jest tak szokujące, ale stworzyła swoją kreację niesamowicie. Udowodniła, że jest rewelacyjną aktorką, a takie role są dla niej stworzone.

W międzyczasie, obraz ukazuje jeszcze dwa inne wątki. Pierwszym był dramat matki, drugim z nich, jest pogoń za porywaczem. Tu swoimi zdolnościami popisuje się Samuel L. Jackson. Prawdą jest, że nieważne gdzie zagra, zawsze zrobi to na poziomie. I tutaj jego kreacja również ciekawie się przedstawia, mimo iż jest słabo rozwinięta przez scenariusz. Detektyw prowadzi śledztwo w miarę swoich możliwości, chcąc bronić prawdy, a nie człowieka. To jego główne motto, które wraz z postępem fabularnym zanika w tle. Mamy więc również część filmu kryminalnego.

Trzecim i chyba najbardziej interesującym wątkiem jest ukazanie środowiska, w którym akcja się dzieje. Dostajemy dramat społeczny, poruszający poważne kwestie rasizmu, dostrzegalne nawet w dzisiejszej Ameryce, gdzie wszyscy powołują się na Emancypację o Proklamacji Lincolna, czy też walczą o wolność cytując słowa Matrina Luther King'a. Pomimo zmienionych praw na korzyść czarnoskórych mieszkańców Ameryki, sprawa rasizmu jest jednak dalej, chociaż w mniejszym stopniu, widoczna. Film tym samym pokazuje, jak w tle tragedii jednej osoby, o wolność walczy dzielnica zamieszkała przez Afro-Amerykanów.

Kolor Zbrodni

"Kolor Zbrodni" prezentuje więc trzy wątki, ale tym samym czyni go to pozycją dosyć nierówną. Motyw ścigania przestępcy jest zagłuszany przez zdesperowaną matkę, a ta przechodzi do tylnego rzędu, jednocześnie ustępując miejsca tematyce rasizmu, dzięki czemu widz, z seansu najlepiej zapamięta ten ostatni element. Scenarzysta nie wykorzystał dobrze pomysłu, który mógł traktować każdy segment po równo. Wyznaczył sobie inne wartości i nimi się kierował, a reszta ma być tylko uzupełnieniem.

Joe Roth zafundował nam więc kino kryminalne, które w późniejszych momentach przeistacza się w dramat społeczny i zamiast dobrze go zrealizować, wykorzystał narrację ciężką do odbioru ogółu. Najciekawsze momenty wpadają jednym, a wylatują drugim uchem i nie są jakoś specyficznie prezentowane. Reżyser przecież nie miał w zamyśle tworzenia kina niezależnego. To miała być produkcja typowo komercyjna, która niestety potrzebowała tego specyficznego, hollywoodzkiego tempa, aby można było jej dodać przymiotnik "dobra".

Kolor Zbrodni

Po zakończeniu seansu mamy wrażenie niedosytu. Do głowy przychodzą jedynie myśli chwalące sam pomysł, ale nie jego realizację. "Kolor Zbrodni" to doskonały przykład na to, jak forma przerasta treść. Interesujące na pozór wątki, stają się uciążliwe z dalszym przebiegiem akcji, a Julianne Moore i Samuel L. Jackson nie są w stanie podtrzymać całości. Otrzymaliśmy pozycję, która jest trochę ciężka w odbiorze i błaga o dopracowanie, ale to chyba nie jest w planach reżyserskich pana Rotha.