REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka

James Bond: Quantum of Solace

Gry oparte na motywach filmów (albo, tym gorzej, książek) zdążyły już wyrobić sobie wśród graczy pewną opinię. Dość nieprzychylną, trzeba dodać, bo zwykle produkcje takie są dokładnym przeciwieństwem tego, jak powinna wyglądać solidna gra... No każda reguła ma swoje wyjątki, nawet ta. Że też podsunę chociażby... noo... O, na przykład właśnie poprzednią część Bonda na Nintendo 64, GoldenEye. To było coś. Ale podejście do tematu się zmieniło, rynek się zmienił i czy teraz nowy Agent 007 ma szansę zamieść? No ba!

REKLAMA

Licencję na tytuł posiada Activision, a oni zwykle - podkreślam: zwykle - jeżeli się o jakąkolwiek poważną licencję starają, to znaczy, że mają już jakiś konkretny pomysł na grę. A jak nie pomysł, to przynajmniej silnik - to samo cacko, które napędza Call of Duty 4, wygeneruje także kamienną buźkę Bonda. Jamesa Bonda. I nie tylko, bo umożliwi również przewracanie stołów, wypruwanie pierzyn z poduszek bądź też zrzucanie żyrandoli z sufitów, a te z kolei narobią sporo szumu pomiędzy nieskłonnymi do dyplomacji panami stojącym poniżej... O, to przynajmniej technicznie powinno być przyzwoicie!

REKLAMA
James Bond: Quantum of Solace

Ale co z resztą? Twórcy chcą położyć duży nacisk na sam feeling bycia Bondem. Mimo iż 007 przed swoją karierą przeszedł rzecz jasna bardzo precyzyjne i wieloletnie szkolenie, to jednak gracz już po pięciu minutach z grą ma śmigać po parapetach, zakładać rozmaite chwyty i strzelać headshoty zza rogu jedząc czereśnie, niczym ich filmowy bohater. Sama mechanika rozgrywki to jakby RS: Vegas doprawiony Turokiem. Czyli, że jak? Normalnie poruszamy się FPP, jednakże przylegając do ściany bądź też atakując wręcz wrogiego oponenta, kamera przestawia się na trzecią osobę. No i podobnie jak obydwie wymienione wyżej gry, tak i Quantum of Solace da nam wybór pomiędzy działaniem a'la Rambo lub na tajniaka. Oczywiście w ustach twórców brzmi to jak całkowita innowacja.

Jest jeszcze sprawa tytułu - Quantum of Solace, bo i tak głosi nazwa nowego filmu. Jednakże developerzy (pewnie ze względu na zbyt małą liczbę scen, które jako tako nadawałyby się do przeniesienia na kod gry) postanowili dołożyć do swojej produkcji również sporo fragmentów z Casino Royale. A mają do tego jak najbardziej prawo, ponieważ nowy Bond będzie w zasadzie pierwszym w historii prawdziwym sequelem (fabuła QoF startuje jakąś godzinkę po wydarzeniach z poprzedniej części).

James Bond: Quantum of Solace

Akcja z tonącym budynkiem w Wenecji, pościg na terenie budowy z mnóstwem efektownej akrobacji czy też parę dodatkowych zadań ze śledzeniem graczy w kasynie włącznie - to wszystko znajdzie się w grze. Ale też nie nastawiajcie się na zbyt wiele, Bond będzie prawdopodobnie maksymalnie liniowy i oskryptowany do bólu. Chociaż, może dzięki temu wzbudzi większe skojarzenia z szalenie efektownym oryginałem?

REKLAMA
James Bond: Quantum of Solace

Generalnie ci, co mieli już okazję położyć łapki na grywalnym kodzie gry może nie tryskają przesadnym optymizmem, ale są za to jak najbardziej usatysfakcjonowani. Po prostu wyraźnie wyczuwa się w tym wszystkim bondowski klimat - i w typowej dla agenta 007 muzyce i w efekciarskich strzelaninach. Nawet moment, w którym nasz bohater obrywa, powinien zachwycić wiernych fanów, bowiem obraz staje się wtedy najpierw czerwony, a następnie dookoła ekranu pojawia słynna obwódka lufy od pistoletu - jak we wstępach do każdej z części serii! No, ale żeby nie było za różowo, na koniec smutna informacja - twórcy potwierdzili, że w łóżkowych przygodach Jamesa nie weźmiemy udziału.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA