1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka

Inwazja Wirusów [komiks]

Wchodzę pełen nadziei do mojego ukochanego Empiku. Pełen nadziei na to, że znajdę coś ciekawego. Coś, po przeczytaniu czego będę musiał przez miesiąc szukać swojej szczęki, opadłej niewdzięcznie na podłogę. Marzyłem o cudzie. Marzyłem o nierealnym. A jednak. Moim oczom w końcu ukazało się wydanie niezwykłe. Niczym ostrze losu odcięło moją pępowinę i uwolniłem się z łona mej matki - normalności. Jeszcze trzy głębokie wdechy i będę mógł wam zdradzić sens tej tajemnej księgi. Dwa wdechy i wyleję z siebie morze łez i decybele śmiechu. Wdech pełen nastrojowej presji. Pełen jęków zawodu i zachwytu zarazem. Wydech. A więc...

... sięgnąłem po twór magiczny o bajkowej (lecz nieco futurystycznej) okładce. Sama ona mnie zaintrygowała. Pomyślałem sobie: astronauta lecący "na supermana" wśród gwiazd, rakiet i morza czerwieni, wyrysowany niczym postacie z bajek na Cartoon Network... to musi być psychiczne. Przygotowałem się więc na wszechobecną psychodelię. Zacząłem krzyczeć do moich szarych komórek, by nie lękały się wroga, lecz stawiły mu czoła. Dzielnie. "Pamiętajcie! - krzyknąłem - Może nas nienawidzić, byleby się nas bał!". Zagarnąłem masę substancji zapasowych, które miały mi wystarczyć, gdybym po nieudanej walce ze schizofrenicznymi wizjami zapadł w mentalną śpiączkę. Pojawiło się wtedy w mojej głowie pytanie, czy to jest horror, baśń, czy thriller psychologiczny osadzony w realiach science-fiction. Zaraz się Drodzy Czytelnicy dowiecie, jak bardzo się myliłem. Ujrzycie, iż moje przygotowania nie były mi wcale po to potrzebne, by stawić czoła wrogowi, lecz po to, by przygotować się na niemałe zaskoczenie. Nigdy nie oceniajcie po pozorach. Czemu? Otóż ta książka okazała się...

... książką dla dzieci. Jak mogłem się tego nie domyślić? Kreska na okładce, czcionka tytułu, sam tytuł przesiąknięty patosem i oczywiście rozmiary książki. Książeczki. Książeczuni? Trzydzieści stron (według oficjalnej strony wydawnictwa, ja naliczyłem ich 28), a na każdej stronie maksymalnie kilka linijek tekstu. Lecz to nie rozmiar buta świadczy o męskim przyrodzeniu, ani to właśnie przyrodzenie nie świadczy o satysfakcji! Książeczka ta jest tego wybitnym dowodem: wciąga. Po przeczytaniu kilku pierwszych zdań zauważyłem nagle, że jestem w połowie wydawnictwa i zrobiło mi się z tego powodu tak smutno, iż zacząłem każde słowo czytać trzykrotnie. Żeby tylko przyjemność obcowania z dziełem trwała jak najdłużej. Cała opowieść dotyczy...

"Kapsyd czyli statek najeźdźców z planety Wirs zaatakował Antro."

... wojny pomiędzy wirusami a ludzkim organizmem. Wszystko zostało zapięte na ostatni guzik. Dołożono wszelkich starań, by młody czytelnik zainteresował się mechanizmami zachodzącymi w jego organizmie. Człowiek został nazwany krainą (planetą?) Antro, planecie wirusów przypięto plakietkę z napisem Wirs, a sam wirus został przedstawiony jako tajemniczy najeźdźca używający płyt CD z informacjami pomagającymi zniszczyć bazy na Antro. Bazy te to nasze komórki. Tak wygląda pierwsza historia (tak, w tej książeczce umieszczono aż dwie historyjki!).

Inwazja Wirusów

Druga opowiada o chłopcu, który jadąc środkiem komunikacji miejskiej staje twarzą w twarz z królestwem zarazków - chorym, kichająco-kaszlącym panem. Osoba (nie tylko młoda) czytająca to wydawnictwo dowiaduje się, że nawet jeden maleńki wirus może zapoczątkować wielką wojnę, której bitwy mogą być wielkim ciężarem dla niego i z której może nie wyjść obronną ręką. Zaczyna zdawać sobie sprawę z tego, że za szczepienia powinno się dziękować, a nie wyrywać się z fotela w histerycznym płaczu. Do rozumku człowieczego dostaje się wiadomość, iż prócz szczepionki bardzo ważnym towarzyszem w życiu człowieka jest mydło! Lecz jeśli już zarazki dostaną się do ludzkiego organizmu, jedynym ratunkiem stają się dzielni bojownicy - (tadam!) limfocyty. Tak więc...

... jeśli masz już własne dziecko w wieku raczej młodym, brata, siostrę czy brata ciotecznego, któremu zbliżają się urodziny, imieniny, rocznica wypowiedzenia pierwszego słowa czy inne bardzo ważne święto, bądź sam chciałbyś nauczyć się opowiadać "bajki" ucząc młodych Homo sapiens ważnych dla nich spraw, to niezwłocznie sięgnij po tę niepozorną książeczkę stojącą na półce w pobliskiej księgarni. Droga nie jest, a i tak część dochodów ze sprzedaży odkładana jest na szczytny (związany oczywiście z dziećmi) cel. Polecam.