W polskiej telewizji możemy zobaczyć reklamę tego dzieła kinematografii daleko-zachodniej. I jest to najzwyklejsza reklamówka, gdyby nie fakt, iż w jednym zdaniu lektor wymienia tytuł "Holiday" i słówko: komedia…

Kto, z kim i dlaczego?

Angielska dziennikarka Iris (Kate Winslet) jest po uszy zakochana w zaręczonym facecie. Po drugiej stronie "lustra", w USA producentka zwiastunów filmowych Amanda (Cameron Diaz) dowiaduje się, że jest zdradzana… Panie za pomocą Internetu umawiają się na zamianę mieszkań na okres świąt. Iris znajduje się w ciepłym Los Angeles, a Amanda w pokrytej śniegiem angielskiej wiosce (sic! Śnieg w angielskiej wiosce!!) niedaleko Londynu (nie pokrytego puchem).

Nie wyprzedzajcie faktów

Jak na komedię przystało zobaczyłem masę gagów żerujących na szoku kulturowym obydwu pań. Psikus, jedynym gagiem były owce pasące się na śniegu… Ale, ale. Od początku. Na większości filmów jakie widziałem nie byłem w stanie skupić się na technicznych szczegółach - Holiday to zmienił. Kate Winslet zagrała kawałek niezłego kina rzeźb woskowych, Cameron oprócz oczywistych walorów kobiecego piękna starała się grać w komedii, a to na dobre jej nie wyszło. Panowie Jack Black i Jude Law… Pierwszy był maksymalnie sztuczny, wyglądam lepiej na szkolnym apelu. Temu drugiemu jednak się upiecze, robił co mógł. Najlepiej wypadł Eli Wallach grający Harolda Abbota - uznanego scenarzystę - dostał też najlepiej napisaną rolę w tym filmie.

Holiday

Nie popisali się operatorzy kamer, w odbiciu na okularkach widziałem zarys kamery. Film raził mnie niekonsekwencją. Pan szofer nie mógł wjechać limuzyna pod dom, bo uliczka zbyt wąska i nie wykręci. W środku filmu pod ten sam dom, tą sama uliczką podjeżdża Range Rover, bez problemu. Pod koniec ta sama limuzyna zabiera manatki Cameron spod wciąż tego samego domku na kurzej nóżce…

Film dla…

To doskonały film na wypad "do kina" - bo ponoć istnieje rozgraniczenie na pójście "do kina" i "na film" - nikt nie będzie Wam przeszkadzał, wszyscy pozasypiają. Nie jest to komedia; ze cztery gagi na dwie godziny kinematografii. Nie jest to też film miłosny, nie chwyta za serce, czy nawet za krtań - maksymalnie przewidywalny, a dodanie tych czterech zabawnych sytuacji do filmu miłosnego to kiepski pomysł. Nikt o zdrowych zmysłach nie powinien zapuszczać się do ciemnej sali kinowej w celu obejrzenia tego kina "niesprecyzowanego".