1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka

HAPPY-GO-LUCKY, czyli CO NAS USZCZĘŚLIWIA

Po ostatnim, dość przygnębiającym filmie Vera Drake, Mike Leigh postanowił powrócić do słodko-gorzkiej opowieści znanej z Życie jest słodkie. Tym razem, za pomocą HAPPY-GO-LUCKY, twórca analizuje życie brytyjskiej klasy średniej poprzez skoncentrowanie się na jednej z najbardziej oryginalnych postaci współczesnego kina europejskiego.

Jest nią Poppy - nauczycielka w szkole podstawowej, która wynajmuje mieszkanie w Londynie wraz ze swoją koleżanką z pracy Zoe. Obydwie wciąż poszukują swoich drugich połówek, mimo przekroczenia magicznej bariery 30 lat. Lecz Poppy nie zawraca sobie tym głowy i wypełnia sobie czas wszelkimi zajęciami - skacze na trampolinie, tańczy flamenco, uczy się jeździć samochodem. Ma jednak jeszcze jedną cechę - chce koniecznie pomagać innym ludziom i zarażać ich optymizmem, jaki sama posiada.

HAPPY-GO-LUCKY, czyli CO NAS USZCZĘŚLIWIA

Film Mike'a Leigha jest dość niestandardowy. Głównym powodem takiej charakteryzacji jest scenariusz, który w większości był improwizowany. Dlatego nie ma tu spójności fabularnej i da się zauważyć pewną chaotyczność. Całość można nawet oskarżyć o brak akcji i elementu napędzającego strukturę historii. Te wszystkie wady zostały wprowadzone umyślnie. Dzięki temu HAPPY-GO-LUCKY w bardzo realny sposób przedstawia zwykłe życie wypełnione nieścisłościami i wtrąceniami. Najistotniejsze wątki wprowadzane są czasem w sposób niewiarygodny, ale chcąc udowodnić nieprzewidywalność codzienności bytu, ta technika wydaje się być najbardziej stosowna i przydatna.

Spoglądając na postać Poppy można zauważyć, że taki styl prowadzenia opowieści nie był przypadkowy. Widać jasną i klarowną analogię między główną bohaterką a wspomnianą wyżej techniką realizacyjną. Poppy odbiera świat jak lekkoduch i w każdym życiowym zakamarku szuka okazji do wylania swojej fali śmiechu i bezgranicznego optymizmu. Jako osoba spontaniczna, na większość propozycji mówi "tak" bez wcześniejszego zastanawiania się. Głównie ze względu na tę ostatnią cechę, obraz został nakręcony właśnie w taki sposób. Lecz jest również inna analogia. Film dotyka poważnych problemów przemocy rodzinnej, wychowywania dzieci bądź perspektyw na szczęśliwe życie w Wielkiej Brytanii. Nie są one co prawda dogłębnie analizowane, aby móc utrzymać pewną korelację z Poppy, która jest świadoma tych wszystkich problemów, ale nie mówi o nich głośno. Zamiast tego kontempluje je w samotności, otoczona czerwoną cegłą londyńskich domów.

HAPPY-GO-LUCKY, czyli CO NAS USZCZĘŚLIWIA

Najnowsza produkcja Mike'a Leigha to również wybiórczy portret współczesnych Brytyjczyków. Wszystko tkwi między wierszami, a dokładniej mówiąc - w dialogach. Odbywają się one nie na forum publicznym, w trakcie intymnych spotkań między przyjaciółmi i rodziną. Odkrywamy w nich bardzo stereotypowe poglądy na temat Anglików, jakie znamy z kulturowych lektur - zachwyty ogrodami, miłość do herbaty bądź strach przed orwellowską wizją świata.

HAPPY-GO-LUCKY, czyli CO NAS USZCZĘŚLIWIA

Podobnie sytuacja prezentuje się w przypadku obcokrajowców. Hiszpanka ucząca flamenco traktuje swoich kursantów jak typowych "five-o-clocków", wywyższając iberyjski styl bycia na każdych swoich zajęciach. To wszystko jest oczywiście tylko kroplą w morzu problemów tłumionych przez główną bohaterkę. Poppy z całych sił próbuje zarażać optymizmem niezależnie od recepcji takiego zachowania przez innych. Doskonałym przykładem jest zakompleksiony pseudo-nacjonalistyczny instruktor jazdy Scott, który na każdych zajęciach krzyczy na swoją uczennicę, a ona odgrywa mu się zabawnym dla niej komentarzem. Nic więc dziwnego, że wszyscy myślą o Poppy niezbyt poważnie.

I tu właśnie pojawia się podstawowy problem. Żyjąc beztrosko, kobieta nie potrafi zauważyć cierpienia innych. Nie dotyczy to jej stosunku do dzieci, gdyż pedagogiem jest wyjątkowo dobrym jak na swoje infantylne zachowanie. Dorośli są jednak zbyt skomplikowani, aby ich w pełni zrozumieć, dlatego Poppy często upraszcza cudze zmartwienia, pytając się rozmówcy o jego relacje z rodzicami. Jest to oczywiście przedstawione w formie żartobliwej, lecz jako jeden ze skrytych problemów pierwszoplanowej postaci udowadnia jej brak doświadczenia w dorosłości oraz podświadomą niechęć do mentalnej dojrzałości.

HAPPY-GO-LUCKY, czyli CO NAS USZCZĘŚLIWIA

Mimo frywolności filmu, Leigh zadaje z jednej strony proste, a z drugiej dość wymagające pytanie - "jak być szczęśliwym w życiu?". Przykład bohaterki granej przez rewelacyjną Sally Hawkins nie daje jednoznacznej odpowiedzi. Przynajmniej nie od razu. Przychodzi ona z czasem, dopóki sami nie rozpoczniemy kontemplacji na temat życiowych wartości. Ten aspekt, zaprezentowany w słodko-gorzkim sosie, jest ukryty za oparami optymizmu nienaznaczonego ironią i groteską. Mike Leigh próbuje znaleźć odpowiedź na filozoficzne pytania, o których ludzie nie myślą, gdyż są przytłoczeni codziennością.

Jedynym problemem dla przeciętnego widza może okazać się sama Poppy. Jej postać jest na tyle charakterystyczna i ekscentryczna, że albo ją polubimy od razu na samym początku, albo znienawidzimy. Tym samym pojęcie "świruski z brytyjskiej klasy średniej" będzie zależało tylko i wyłącznie od naszej percepcji świata. Ja jestem oczarowany!