Czasami zastanawiam się jakim niezwykłym sposobem Halo mogło zdobyć sobie takie olbrzymie rzesze fanów. O nie, nie, ja tam przepadam za kultowym Master Chiefem, ale jak na co drugim forum czytam o tandetnych laserkach-blasterkach, kolorowych cudakach robiących za krwiożerczych przeciwników i grafice (jeżeli chodzi o trzecią część) jedynie starającej się udawać prawdziwie next-genową, to... To przypominam sobie o multiplayerze, który jest absolutnym liderem w rankingu Xbox Live i żadne tam Gearsy czy CoD-y mu nawet do pięt nie dorastają.

Jednakże po tym stosunkowo przeciętnym i zbrzydłym już każdemu singlu pozostaje pewnego rodzaju niedosyt. I to ma się zmienić wraz z nowym, zapowiedzianym dopiero na jesień, dodatkiem Halo 3: ODST. Koniec z totalnie liniowym światem, ze skakaniem na trzy metry w górę, z pakowaniem się na chama-Rambo prosto pomiędzy tabuny wrogów. A wszystko to zamknięte w około, noo... cztero-godzinnej kampanii?! Ma być jeszcze oczywiście ulepszone multi, ale żeby jedyne cztery godziny zabawy w singlu?... Niech chociaż cena będzie niższa, a sam gameplay naprawdę warty świeczki.

Halo 3: ODST

Przechodząc do konkretów, w trakcie przygody wcielimy się w żołnierza tytułowego Orbital Drop Shock Trooper o kryptonimie The Rookie i zostaniemy zrzuceni w kapsule na tereny miasta w Nowej Mombasie - tak, na ziemi. Akcja dziać się będzie pomiędzy wydarzeniami z drugiej i trzeciej części, to jest podczas finalnej walki o losy ziemi (epicko brzmi). Naszym zadaniem będzie zlokalizowanie pozostałych członków zespołu w całkiem sporej - całkowicie otwartej! - metropolii. Nie spodziewałbym się jednak zbyt wielu atrakcji, otwartość świata będzie raczej oznaczać po prostu kilka możliwych ścieżek do celu. W rozpoznawaniu tej najodpowiedniejszej pomoże parę nowych patentów, na czele z PDA (mapka, obecny cel i mnóstwo tego typu tanich bajerków) i specjalnym Visual Mode, pozwalający widzieć cudaków przez ściany.

Halo 3: ODST

Gdy zaś dotrzemy już do miejsca oznaczonego jako najbardziej prawdopodobne, że widziano w nim ostatnio jednego z poszukiwanych przez nas żołdaków, twórcy odznaczają się nad spodziewaną wręcz pomysłowością - retrospekcje a'la Lost! Pokierujemy w nich omawianymi zaginionymi, odkrywając jednocześnie ich los, a także poznając kolejne sekrety upadku miasta w Nowej Mombasie. Grubo. Z tym tylko, że te trwające około trzydzieści minut fragmenty będą już bardziej w stylu poprzednich Halo.

Halo 3: ODST

"A co to, reszta będzie jakaś inna?' - zapytacie. Ano, będzie i mi też ciężko w to uwierzyć, ale... Zapowiada się na znacznie więcej skradania. Nie mówiąc już o tym, że naprawdę będzie bardziej mrocznie (noc, deszcz, co jest grane?!), pancerz naszego protagonisty jest znacznie słabszy, nie ma do dyspozycji tak zaawansowanego zestawu pukawek, nie skacze tak wysoko (na ziemi to już jest grawitacja) i porusza się ponoć nieco wolniej. A po zrujnowej Nowej Mombasie przemieszczają się liczne, uzbrojone po zęby patrole. Co prawda mamy te wspomniane PDA i widzenie przez ściany, potwierdzono także całkowitą odskocznie - tłumik!, ale i tak mam pewne wątpliwości co do trafności decyzji twórców.

Halo 3: ODST

Oprócz singla będzie również ulepszony multi z masą nowych mapek, a co ważniejsze - kompatybilny z podstawową wersją gry. Multi jednak multim, że to będzie najlepsze, to nie mam żadnych wątpliwości, szczerze martwi mnie natomiast oprawa graficzna. Gra ma lecieć oczywiście na tym samym, może minimalnie usprawnionym enginie, co Halo 3... A jak przypomnę sobie ten aliasing i brak obsługi chociaż 720p, to mnie skręca. Czy Halo: ODST, wraz z odświeżonym, uciekającym od schematów poprzedniczek gameplayem udowodni, że grafika wcale nie jest najważniejsza?