1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka

Gwiezdne Wojny I: Mroczne Widmo

Gdy w 1994 George Lucas ogłosił, że planuje niedługo wydać kolejną część Gwiezdnych Wojen oczekiwania były ogromne. W głowach fanów Kosmicznej Sagi roiły się wspaniałe wyobrażenia - ten niezapomniany klimat odczuwalny przy projekcji oryginalnej trylogii, do którego dołożone zostaną nowoczesne efekty specjalne i już mamy dzieło spełniające sny maniaków! No i faktycznie - było efekciarsko, ale z klimatem pan George nie poradził sobie już tak dobrze…

Gwiezdne Wojny I: Mroczne Widmo

Akcja Mrocznego Widma ma miejsce około 30 lat przed Bitwą o Yavin z epizodu czwartego. Niesamowicie pobudzało to wyobraźnię - pewne było, że ujrzymy Republikę w latach świetności oraz młodego Dartha Vadera, Obi-Wana i tym podobnych "wiekowych" bohaterów znanych ze Starej Trylogii. Fabuła rozpoczyna się wraz z lądowaniem ambasadorów Republiki na stacji kosmicznej Federacji Kupieckiej. Zapoznajemy się tutaj z dwoma głównymi bohaterami, rycerzami Jedi - Obi-Wanem Kenobim (hurra!) i jego mistrzem, Qui-Gonem Jinnem. Misja dyplomatyczna kończy się oczywiście jatką oraz ucieczką ze stacji. Ot, na razie standardowe Gwiezdne Wojny…

Gwiezdne Wojny I: Mroczne Widmo

Jak dla mnie, to przełomowym momentem, w którym część pierwsza zaczyna już tylko tracić, jest lądowanie Jedi na planecie Naboo - wiąże się ono ze spotkaniem Jar Jar Binksa, gungana wygnanego ze swej wioski. W tym momencie zastanawiałem się już - coś tu jest chyba nie tak. Czyżby ten niedorozwinięty stworek z bagien miał zastąpić NAPRAWDĘ śmieszne drozdy z epizodów 4-6? Wraz z postępem fabuły poznajemy także Amidalę - matkę Luke'a, Palpatine'a, czyli oczywiście Imperatora oraz rzecz jasna młodego Anakina Skywalkera - zło wcielone, Dartha Vadera. Kolejny zawód - czy naprawdę jeden z najbardziej klimatycznych czarnych charakterów historii kina musiał być kiedyś taki cukierkowy? Jak na człowieka, który w przyszłości mordować będzie setki ludzi, mały Anakin jest stanowczo za sympatyczny.

Gwiezdne Wojny I: Mroczne Widmo

W całym filmie znajdziemy zdecydowanie za dużo zbędnych "wesołych" momentów. Sam Jar Jar gada coś praktycznie co kilka minut, mały Anakin jest istnym dobrym duszkiem, myślącym tylko o innych… Z GW zrobił nam się trochę film dla dzieci. Klimat powagi i walki o sprawę znany z epizodów IV-VI nie znalazł sobie widocznie w tej części wolnego miejsca. Możliwe, że Lucas dostosował swe dzieło do jak największej grupy odbiorców, by pozyskać liczniejszą widownię… Co niestety bardzo boli fanów, którzy wychowali się na jego starszych filmach. Mroczne Widmo cechuje przerost formy nad treścią. Fabuła ginie pod warstwą kolorowych światełek i ślicznych krajobrazów. Nawet plejada gwiazd w obsadzie, pokroju Samuela L. Jacksona czy też Ewana McGregora wygląda , jakby została tam wciśnięta na siłę. Zresztą nawet wyżej wymienieni panowie szokują dość średnią grą aktorską, jak na swoją klasę. To, co nie zawodzi, to scena walki Jedi z Darthem Maulem - nie wiem, czy nie jest to najładniejszy pojedynek w historii Gwiezdnych Wojen! Tempo może i nie jest takie jak w Zemście Sithów, za to same ujęcia i choreografia walki stoją na wspaniałym poziomie. Brak niestety jakichś większych bitew, a te, które są, pozostawiają lekki niedosyt. Do licznych wad dodać można mizerne dialogi, które co prawda w częściach 4-6 nie wymiatały, ale i tak prezentowały poziom o kilka klas wyższy niż to, co serwuje nam teraz Lucas. Z obowiązku wspomnę o muzyce - kompozytorem ponownie był John Williams, a to oznacza, że ścieżka dźwiękowa trzyma najwyższy możliwy poziom. Klasa sama w sobie, nic dodać, nic ująć.

Gwiezdne Wojny I: Mroczne Widmo

Co ciekawe, w tym natłoku efekciarstwa, cukierkowej fabule i irytujących postaciach znajdzie się jednak trochę klimatu. Świat został wspaniale przedstawiony, nowe planety nie zawodzą… Pomimo tego, Mrocznego Widmo zdecydowanie nie sprostało oczekiwaniom, nie dorasta Starej Trylogii do pięt pod względem historii, dialogów i kreowania bohaterów. Nie wyobrażam sobie jednak, by jakikolwiek fan Gwiezdnej Sagi nie widział części pierwszej, a jeśli fanami filmów Lucasa nie jesteście… to polecam wszystkie części, więc także i tą. Zaobserwowałem, że w dzisiejszych czasach ciężko jest rozpocząć przygodę ze Star Wars oglądając Oryginalną Trylogię - epizody IV-VI wydają się nudne i mało dynamiczne. Za to omawiana część spisuje się jako wprowadzenie całkiem nieźle. Czyli można powiedzieć, że polecam Mroczne Widmo wszystkim. Bo to wciąż są Gwiezdne Wojny, ot co!