Gdy Polska odczuwa pewną niemoc twórczą w dziedzinie kinematografii, dystrybutorzy sprowadzają hity od naszych europejskich sąsiadów. Najlepszym towarem importowanym są czeskie filmy. Rozprowadzane w małych ilościach, cieszą się popularnością wśród widzów krytykujących amerykańską komercję. Najbardziej znana postać to, najprawdopodobniej, Petr Zelenka. Jego filmy, takie jak "Samotni" czy "Opowieść o zwyczajnym szaleństwie", były wielokrotnie nagradzane na licznych festiwalach. W roku 1997 wydarzeniem dekady w Czechach ogłoszono premierę "Guzikowców", absurdalnej czarnej komedii, dzięki której reżyser stał się popularny poza granicami swojego kraju.

Guzikowcy

Obraz prezentuje 6 niezależnych historii, połączonych ze sobą paroma wspólnymi wątkami. Obserwujemy bohaterów żyjących w Pradze w ubiegłym dziesięcioleciu. Każdy epizod przedstawia swój niekonwencjonalny motyw przewodni. Zła pogoda, plucie na pociąg, seks w jadącej taksówce czy wystrzeliwanie spermy do konstelacji Andromeda - to tylko tło do ukazania sytuacji zwykłych szarych ludzi z lat .90 XX wieku. Niczego w tym filmie nie można przewidzieć, a nawet najdrobniejszy element fabuły jest kluczowo powiązany z kolejnymi opowieściami. Witajcie w czeskim świecie absurdu!

Guzikowcy

Czym nas Zelenka jeszcze skusi? Z pewnością stylistyką. Reżyser zaczerpnął konwencję od mistrzów kina amerykańskiego. Nowela "Taksówkarz" to istny hołd ku jarmuschowskiej "Nocy Na Ziemi", a wymieszanie wszystkich historii w czasie to ukłon w stronę tarantinowskiego "Pulp Fiction", jednakże duch Jima Jarmuscha jest bardziej wyczuwalny. "Guzikowcy" to niczym "Kawa i Papierosy". Największa uwaga skupiona jest na dialogach, których tematy nie są często poważne czy egzystencjalne. Tak jak w "Szczęściu Kokury", gdzie Japończycy przy herbacie żalą się, że w ich języku nie ma przekleństw, a w lecącym nad nimi samolocie Amerykanie wykorzystują "the f word" nadmiernie. Podobnie w "Głupolach", którzy sugerują, iż plucie na pociąg jest tak niepowtarzalnym "talentem", że materiał DNA człowieka o takich "zdolnościach" powinien zostać wysłany w kosmos. Bezsens, absurd, groteska - to czynniki, jakimi rządzi się obraz Zelenki.

Ale w tych niekonwencjonalnych okolicznościach twórca stara się przekazać całkiem intrygujące wartości. Wszystko kręci się bowiem wokół tytułowych "guzikowców". Zgodnie ze scenariuszem, to grupa osób cierpiących na pewną charakterystyczną przypadłość. Te postacie wsadzają sobie między pośladki sztuczną szczękę i wyrywają nią guziki w tapicerowanych meblach. O dziwo, motyw ten został wykorzystany w epizodzie "Ostatnie porządne pokolenie". Reżyser wykorzystuje tu idee kontrastu oraz ironii, aby opowiedzieć o człowieku. Elementem przewodnim każdej z opowieści jest koncentracja na niezwykłych szaleństwach całkiem zwykłych ludzi. Widzimy tu te drobne wariactwa, do których się uciekamy, kiedy chcemy uciec od zwariowanego świata codziennego. Dlatego właśnie wyrywamy guziki, udajemy bombowce wojenne, plujemy na pociąg czy niszczymy klucze byłych partnerów na torach kolejowych. Film skupia się na osobistych uzależnieniach i wyjaśnia, że nie musimy bać się je ukazywać. W końcu to rzecz naturalna.

Guzikowcy

Dzięki takiemu podejściu Zelenka w swoim absurdzie zaczyna dotykać dziedziny filozofii. W końcu, czy człowiek byłby w stanie normalnie funkcjonować bez tych specyficznych czynności? Czy czulibyśmy się szczęśliwi? Czy nasza samoocena byłaby taka sama? O sposobie życia umiejętnie opowiada historia "Nawyki cywilizacyjne". Z jednej strony pedantyczny lekarz, a z drugiej nieszczęśliwie zakochany chłopak, nie dbający o higienę. Psychiatra wmawia mu zasady, jakimi współczesny człowiek powinien podążać, a sam powoduje wypadek samochodowy, w którym przypadkowo uśmierca młodego człowieka i ucieka z miejsca zdarzenia. Ironia losu, ale również gorzka interpretacja "cywilizacyjnych nawyków" (egoizm, brak odpowiedzialności).

Guzikowcy

Od oficjalnej premiery filmu minęło już 10 lat (w polskich kinach pojawił się w 2005 roku), a mimo to nadal wydaje się być aktualnej daty. Zelenka, dzięki "Guzikowcom", nadał czeskiemu kinu zupełnie inny wymiar, który jest widoczny także w innych, nowszych produkcjach (przykładowo "Jedna ręka nie klaszcze" Ondříčka). W obrazie jest mnóstwo kontrastu i absurdu. Oglądamy przeciętnych obywateli w ekscentrycznych sytuacjach i nadajemy treści głębszego znaczenia. Jeśli odczuwamy chęć odseparowania się od tego zwariowanego świata, to uciekamy się do naszych małych uzależnień. A stąd wniosek jest już prosty. Okazuje się, że wszyscy jesteśmy guzikowcami.