REKLAMA

Polskę i Wielką Brytanię dzieli wiele, nie tylko położenie na mapie. Również gaming i wszystko związane z komputerami/konsolami wygląda dokładnie inaczej. Zapytacie - jak? Trudno tak naprawdę powiedzieć, bo Anglicy podejście mają zupełnie inne. Zacznijmy może najpierw od jednej z ważniejszych spraw, piractwa.

REKLAMA

Powiem wprost - tak, w UK sporo ludzi piraci gry. Na szczęście jest to liczba zdecydowanie mniejsza od tej z Polski i tutaj naprawdę sporo graczy nie rozumie słowa "warez". Gry kosztują tyle co w Polsce, co przy nieproporcjonalnych zarobkach jest niesamowitą okazją. Średnie zarobki w UK to coś koło 1200 funtów (ok. 6000 zł), nówka na PC kosztuje koło 25 funtów (125 zł). Z konsolami również jest świetnie - podczas premiery cena nówki to 30, czasami 35 funtów (150 - 175 zł). Mimo to - sam nie wiem czemu - niektórzy grają tylko i wyłącznie na piratach, olewając całkowicie rynek. Muszę przyznać, że są to tylko lamki nie znające się na rzeczy, osoby, do których można przypiąć plakietkę prawdziwego gracza mają pokaźną kolekcję gier, co sam już widziałem. Skoro już jesteśmy przy tym temacie, warto zahaczyć o bardzo podobny - wymianę używkami.

REKLAMA
Sklep HMV

Polskie Allegro.pl trzyma się świetnie (powiedziałbym nawet, że lepiej od brytyjskiego Ebaya), sporo ludzi kupuje używane gry, ba - czasami nawet konsole. O dziwo, w UK jest zupełnie inaczej. Gdy ludzie mają kasę olewają całkowicie używki, skupiając się na nówkach. Nie widziałem też wielu sklepów sprzedających swoje towary przez Ebay, a szkoda, gdyż zwykle ceny w takim przypadku są znacznie niższe. Skoro mowa o cenach, muszę wspomnieć, że mimo małej liczby używek - ich cena stoi na perfekcyjnym poziomie. Raz znalazłem już Mass Effect za 10 funtów z przesyłką (tak, to jest 50 złotych!), nie mówiąc już o mojej próbie kupna Assassin's Creed, Mass Effect, Halo 3 i PGR4 za 60 funtów - co ma całkiem spore szanse powodzenia! Rozmawiałem już z jedną osobą, zwolennikiem wymiany używkami - ten rynek w UK powoli kwitnie, choć dla Brytoli to tak naprawdę coś nowego, za dużo tu casuali kupujących nówki. Tym samym przychodzimy do kolejnej sprawy, wymienionych przed chwilą casuali.

Game UK sporo zyskuje dzięki handlowi używkami
REKLAMA

Po przyjeździe do UK, tuż po wejściu do pierwszego sklepu, złapałem się za głowę - dziewięćdziesiąt procent stojących tam ludzi obserwowało nówki na Wii. Półki z Xboxem 360, nie mówiąc już o Playstation 3 nie cieszyły się zbytnią popularnością, zwłaszcza wśród ludzi w wieku 30 lat. Tak naprawdę zwykle widzę tam młodych ludzi, którym pojęcie pro gamingu mówi naprawdę sporo, choć raz spotkałem bardzo sympatycznego pana w wieku koło 70 lat. Rozmowa z nim była przyjemna, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że dziadek całkiem nieźle znał się na next-genach. ;) Liczba casuali jest przytłaczająca, osobiście ich nie trawię - stawiam na hardcore. Zresztą z tego co słyszałem, praktycznie każdy posiadacz PS3 i X360 sądzi podobnie.

Tym samym omówiłem trzy najważniejsze (moim zdaniem) sprawy dotyczące gamingu. Muszę przyznać, że dla graczy UK zdaje się być miejscem milszym, głównie biorąc pod uwagę ceny. Niestety, sporo posiadaczy konsol next-gen traktowanych jest jako geeki, choć i to zaczyna się zmieniać. Mniej tu dyskusji na temat "lepszości X360 nad PS3", ew. "8 procesorach PS3 w stosunku do dwóch X360" - zaczyna mi ich trochę brakować, zwłaszcza nawracania fanbojów PS3. ;) Tym optymistycznym (zdecydowanie nie dla fanów PS3) akcentem kończę ten tekst, mając nadzieję, że przybliżyłem wam gaming w UK choć trochę.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA