Chyba nie ma na świecie internauty nie znającego Google. Ba, pewnie i ludzie, którzy nie mają na co dzień styczności z tą firmą co nie co o niej słyszeli. Jednak nie wszyscy wiedzą, co kryje się za tą z pozoru prostą stroną główną z dziecięco-kolorowym logo.

Historia samej firmy sięga drugiej połowy lat 90, kiedy w Stanach istniał giełdowy boom na "dotcomy" wyrastające z dnia na dzień jak grzyby po deszczu. Prym wiodły takie portale jak Yahoo czy AOL, oferujące swoim użytkownikom duże ilości informacji okraszonych pstrokatymi bannerami. Microsoft lansował swoje Okna i nie w głowie mu było oferować jakąkolwiek nowoczesną usługę internetową. Internet dynamicznie się rozwijał, ale znalezienie konkretnej informacji w lesie danych przy użyciu tamtejszych wyszukiwarek było nie lada wyzwaniem. Potentaci nie zwracali na ten "szczegół" większej uwagi - uważano bowiem, że to wielotematyczne portale są przyszłością i przysłowiową kurą znoszącą złote jajka. Jak się okazało, zbagatelizowanie tego sieciowego sektora miało ich drogo kosztować...

... bowiem niejaki Larry Page, student i doktorant Uniwersytetu Stanforda zapragnął ściągnąć cały Internet... na swój dysk. W tym karkołomnym zadaniu zaczął pomagać mu Sergey Brin, z którym to poznali się właśnie na uczelni. Dwóch geniuszy zarywało noce, siedząc w akademickich pomieszczeniach i mozolnie pisząc algorytmy pod swój przyszły sztandarowy produkt. Jak się okazało - wysiłek przyniósł niespodziewane rezultaty. W ciągu kilkunastu miesięcy akademicki projekt przerodził się w poważny biznes, choć oni sami poważni nigdy nie chcieli być. Google zaczęło wyznaczać zupełnie nowe standardy nie tylko w kwestii technologicznej, gdzie konkurencja była miażdżona na każdym kroku, ale również w organizacji przedsiębiorstwa, którego mottem przewodnim było hasło "nie czyń zła". Page i Brin stali się "niepokornymi" biznesmenami, robiącymi wszystko po swojemu i łamiącymi wszelkie "sztywne" zasady, przez co duet stał się fenomenem w tej branży. Wszak miliarderami zostali "z przypadku" - cały ich majątek pochodzi z reklam, a samo Google, paradoksalnie, nigdy nie wydało ani centa na jakąkolwiek kampanię reklamową.

To, co napisałem, to tylko mała część tego, co dzieje się za stroną Google.com. Dużo więcej znajdziecie w książce "Google story" ukazującej kulisy powstawania "firmy, która zmieniła świat". Napisana jest rzeczowo i zwięźle. Opiera się przede wszystkim na wywiadach z byłymi pracownikami Google, którzy dokładnie opisują klimat panujący w głównej siedzibie firmy - Googleplexie. Nie jest to język techniczny, stąd też osoby nie orientujące się dobrze w tematyce Internetu powinny bezproblemowo zrozumieć treść.

Google Story

Główny nacisk kładziony jest na duet "Page-Brin", który cały czas kreowany jest na "sieciowych herosów" rewolucjonizujących Internet oraz wszystko wokół nich. "Złem" stają się firmy takie jak Microsoft, które za późno się obudziły i nie zdążyły podbić Sieci swoimi produktami, a teraz próbują wszelkich sztuczek, by osłabić pozycję Google. Autorzy chcą też zwrócić uwagę na fakt, że tak naprawdę każdy człowiek mający niebanalny pomysł oraz ogromną determinację może dojść bardzo daleko. Nie inaczej było z Larrym i Sergey'em. Sama książka wydaje się być wręcz przesiąknięta pozytywnymi emocjami i atmosferą panującą w Googleplexie, miejscu, które nijak się ma do reszty przedsiębiorstw.

Fani pozycjonowania oraz "jak to działa" mogą czuć się trochę zawiedzeni - prócz kilku wspomnień o komputerowej megasieci Google, nie ma praktycznie żadnych opisów działania poszczególnych mechanizmów wyszukiwarki czy innej usługi. Jako rekompensatę autorzy na końcu książki podają kilka wskazówek na temat sprawnego poszukiwania informacji w wyszukiwarce (Google rzecz jasna) oraz test, który rozwiązać musi każdy, kto chce zostać pracownikiem firmy. Ponoć można spróbować szczęścia i wypełniony formularz przesłać do Google - kto wie, czy w odpowiedzi nie dostanie się biletu w jedną stronę ;-)

Google jest fenomenem. Google jest już w angielskich słownikach. Google jest antonimem Microsoft. Google ma przed sobą świetlaną przyszłość oraz dziesiątki nowatorskich rozwiązań, które na pewno zrewolucjonizują świat - jeśli nie ten realny, to chociaż wirtualny. Warto więc dowiedzieć się o tej firmie czegoś więcej, bo to ona będzie wyznaczać nowe kierunki i standardy. Polecam.