Gdy na rynku pojawił się idealny - niemal pod każdym względem - tytuł Blizzarda, a odmiana RPG`ów - polegająca na siekaniu i ćwiczeniu palca wskazującego - wzrosła w sile i popularności tytułów Diablo podobnych narobiło się jak grzybów po deszczu. Szkoda tylko, że i tutaj większość z nich tylko wygląda na jadalne, a tak naprawdę są niezjadliwe.

Gorzej, bo niektórymi można się tak solidnie zatruć, że odchodzi wszelka chęć na próbowanie kolejnych, nowo znalezionych egzemplarzy. Zdarzają się czasem też takie ewenementy, które idealnie spełniają wszelkie wymogi - są dobrego gatunku, idealnie oprawione, bardzo dobrze podane. Frater jest właśnie takim produktem z solidną podstawą - mam nadzieję dużą grzybnią* - i...ciut gorzkawym smakiem.

Ładny głaz, to naprawdę ładny głaz

To, co we Fratrze rzuca się najbardziej w oczy to grafika. Nie można nie pochwalić twórców gry. W tych marnych 400 mb - tyle potrzebne jest do instalacji gry - udało im się wyczarować piękny świat, pełen różnorakich drzewek, wciągających bagien i strasznych zakamarków. Każdy szczegół oddany jest z dużą precyzją. Najważniejsze jest to, że las nie wygląda jak skupisko identycznie wyglądających i poruszających się iglaków. Jest to raczej porządnie rozplanowany teren poprzecinany różnymi odmianami drzew z prześwitami i polankami, zabójczymi krzaczkami (czemu, zaraz wyjaśnię) oraz bogatą fauną morską. Jeziorową raczej, to będzie lepsze określenie.

Przyznam szczerze, że przystępując do Fratra miałem mieszane uczucia, czy aby na pewno będę mógł pozwolić sobie na grę z maksymalnymi detalami i wysokiej rozdzielczości. Potopowy sprzęt czasem tnie mi nawet równie sienkiewiczowego Neverwinter Nights, więc moje uzasadnienia było zupełnie na miejscu. Okazało się, że bez problemu udźwigną on kod gry i mogłem się delektować cieniami, cudownie wyglądającymi czarami bez żadnych slajdów i dziwnych przeskoków.

Jak w każdym szanującym się tytule i tutaj mamy podział dobowy, albo tak mi się wydaje. Dziwna jest natomiast zależność, że w nocy - jeżeli to noc - zaczyna zawsze padać, a w dzień świeci Słońce.

Zakręciło się... młynek?

Dobrze sprawuje się też kamera. Wszystko, razem z całym sterowaniem, zostało bardzo dobrze pomyślane. Wystarczy tylko mysz, zero klawiszy, aby delektować się tytułem. Dla mnie rzecz wprost idealna, bo do widząc klawisze mam dość, a tak kładę sobie na kolana ciepłego psa, w łapę wkładam dobrą książkę i drugą klikam LPM.

Loading....

Od razu zamierzam wyjaśnić, po co mi ta książka. Pasek ładowania kolejnych etapów jest tak długi, a na dodatek całość trwa tak cholernie długo, że grając w Fratra kilka dni po 5 do 6 godzin zdążyłem przeczytać całe czasopismo z jakim był wydany, podręcznik z biologii, aby wykuć na olimpiadę i jakieś dwa czasopisma kobiece, które moja mama porozrzucała po domu. Te ostatnie nawet ciekawe, ale temat przydługawych spodni, nie pasujących do butów z wężowej skórki jest zbyt lotny dla mojego intelektu toteż za wiele nie wyniosłem.

Bam, bam, bam...gdzie uciekła reszta grajków?

Zdecydowanie najbardziej kulawym członkiem Fratra jest oprawa muzyczna. Tutaj znajdujemy chyba odpowiedź na zadziwiająco niską wagę gry. Ogólnie nie jest źle, wszystko jakoś brzmi, czasem nawet udaje się wyczuć zależność muzyki od fabuły i wydarzeń z monitora...jeśli ta muzyka jest. Zdarza się to średnio raz na....długi okres czasu. Nawet nie sprawdzałem jak długi, bo prędzej padła by mi bateria w komórce niż doczekałbym się elementu dźwiękowego dłuższego nad "Pfum!"; "Bam!" oraz "Klik klak!" normalnych w każdej walce.

Niemal równie koszmarnie prezentują się filmiki między kolejnymi questami. To do czego zachodnie firmy przywiązują ogromną wagę, tutaj zostało całkowicie zaniedbane, bo nie uwierzę, że graficy nie potrafiliby zrobić tego lepiej. Ewidentnie całość została zrobiona na przysłowiowym kolanie, żeby nie powiedzieć pupie (jak to zdarzyło się pewnej posłance świeżo po maturze) i wygląda okropnie. Kwadratowe postacie, równie sztuczne animacje i koszmarna jakość wprawiają w obłęd i zażenowanie. Całość mogła by przejść echem gdyby te filmiki można było jakoś pominąć - nic z tych rzeczy, katusze znieść trzeba.

A rozwijaj się chłopie, kto Ci broni

We Fratrze, jak każdym innym tytule pochodnym od Diablo, zdobywamy punkty doświadczenia, które następnie zamieniamy na lepsze ataki, nowe umiejętności czy wykorzystujemy je w celu podniesienia walorów naszego bohatera. Trochę przykre jest to, że możliwość rozwoju jest stosunkowo niewielka. Kilka rubryczek z podstawowymi statami jak siła, zręczność, wiedza tajemna, kondycja i żywotność oraz trzy grupy umiejętności - ofensywne, defensywne oraz inne. Przyznam szczerze, że jest to jeden z tych elementów, który dyskwalifikuje Fratra jako RPG. W praktyce nawet do action RPG pod względem złożoności mu brakuje.

Liniowość gry jest tak namacalna, że nawet matrixowe cyferki biegnące z góry do dołu są tutaj niczym jamnik przy bernardynie. Cała gra ciągnie gracza jak po sznurku, nie dając żadnej możliwości wyboru naszego losu. Z góry założone jest, że będziemy dobrzy, nasze serca rwą się do obrony biednych i poszkodowanych a ręka sama zabija wilkołaki bo pchłami zalazły dziady.

Miałem nieprzyjemną sytuację z stabilnością Fratra co pozwoliło mi na dokonanie pewnego eksperymentu. Po tym jak cała gra się posypała, a save nie chciały się uruchomić po ponownej instalacji, postanowiłem rozpocząć grę zupełnie od nowa. Znając początek fabuły i mniej więcej ciąg wydarzeń, postanowiłem ominąć sobie bezsensowne gadaniny z powstańcami broniącymi Kamieńca, a od razu odwalić to, co trzeba i wtedy się do nich zgłosić. Czekała mnie ciekawa rzecz. Po uwolnieniu ludzi mogących pomóc mi w walce, podszedłem do szefa strzelców usiłujących zabić Worgi i ten kazał mi wyzwolić już wolnych, pokazał się filmik jak oni walczą z maszkarami, mimo że stali koło mnie i jak film się skończył dziwnym trafem nie znalazłem tam ponownie nikogo.

Krzaczek tu, krzaczek tam, a ja hasam sobie sam! ;)

Ogólnie gra jest liniowa i zrobiona na skryptach. To denerwuje, bo z RPG takie coś nie wiele ma wspólnego, jedynie niektóre zachowania popychające fabułę są w ten sposób stworzone. Tutaj i bez tego da się przejść grę więc nie rozumiem po jakie licho.

Wrogowie i AI

Twórcy Fratra mają na swoim koncie jakieś wcześniejsze produkcje. Z tego co się orientuję jedna z nich również była hack'n'slashem jednak z zupełnie innym osadzeniem w realiach. Tam był kosmos i super-ultra jonowe bronie, tutaj mamy XVIII wiek, broń palną i liczne pozostałości po średniowieczu - miecze, ogromne tarcze, hełmy, topory. Na tym chyba różnice się kończą. W obu tytułach mamy przygłupawych wrogów i ich małe zróżnicowanie. Podczas walki znów kłaniają się wszechobecne skrypty. Mniej więcej w połowie misji leśnej widzimy dwa Worgi walczące między sobą. Nie można ich zabić z większej odległości zaklęciem ognia, zwojem ani pomocnikiem tylko dlatego, że stanowią one przynętę. Gdy podejdziemy na tyle blisko, że czubek naszej laski będzie je smerał jednoznacznie po nosie, z krzaków wyskoczy cała banda podobnych plugastw. Podobne zdarzenia mają też miejsce z wilkołakami. Ukryte w krzakach większymi grupami, atakują tylko gdy przekroczymy pewną linię. Tak można je w bardzo prosty sposób wykończyć, nie martwiąc się o swoje żywota. Stojąc bezpiecznie atakujemy jednego magią ognia, zanim ten przyleci zadamy mu jeszcze ze trzy takie ciosy i po maszkarze. Jest to bardzo dobry sposób, gdy mamy mało życia a nasi pomocnicy odbywają podróż po polach wiecznych łowów.

Kupa żelastwa - gdzie mogę sprzedać?

Podróżując przez bardzo określone drogi, trakty i inne udeptane ścieżki zbierzemy masy zbędnego ekwipunku. Normalnie przechowywałbym takie skarby w bezdennym plecaku, który mógłby stanowić sporą zabawę dla takiego McGyvera jednak tutaj mamy pewne ograniczenia. Jedynie kilkanaście przedmiotów zmieści się w naszej torbie podręcznej, a zwykle bywa i tak, że to co ważne się nie mieści. Wtedy można albo wywalić zbędne przedmioty, użyć ich do upgrade'owania broni - ciekawa opcja, bardzo przydatna i co ważniejsze, można to robić w każdym miejscu. Nie potrzeba specjalnych stolików roboczych jak w KotOR - lub sprzedać w domu alchemika.

W grze nie ma najważniejszego ostatnio elementu - możliwości gry wieloosobowej. Fakt bardzo zadziwiający, bo przecież gry MMO rozwijają się w zastraszającym tempie i każdy producent z głową myśli o tym czynniku do sukcesu. Frater jest uboższy o multiplayer i się z tego cieszę. Przypuszczam, że byłoby to zbyt duże wyzwanie dla programistów, a gra w obecnej formie prezentuje się nie źle.

Frater to gra nie pozbawiona błędów i niedoróbek. Liczne skrypty i odgórnie ustalone ścieżki całkowicie eliminują ten tytuł z rodziny RPG`ów. Zero wolności i zadań pobocznych - jedynie twarda i na głowie ciosana fabuła prowadzi nas przez gąszcz roślin i potworów. Mimo wszystko gra się w to zadziwiająco fajnie. Potrafi odstresować, a po ciężkim dniu w szkole lub pracy jest idealnym lekarstwem. Nie wywalam tego programu po napisaniu recenzji bo jestem pewien, że jeszcze do tego wrócę gdy skończy mi się Tony Hawk i przygotowania do olimpiad.

*Grzybnia służy też do rozmnażania wegetatywnego (przez rozpad strzępek) lub płciowego przez połączenie dwóch różnych strzępek w grzybnię dikariotyczną (o komórkach dwujądrowych). Jądra komórek grzybni są zwykle haploidalne. - Encyklopedia WIEM