1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka

Film - Lara Croft: Tomb Raider

Tak to już bywa przy ogólnej komercjalizacji, że gdy jakaś historia dobrze się sprzedaje, to potem robi się z niej filmy, gry, maskotki i ogólnie wszystko, co tylko uda się sprzedać. Nie ma więc nic dziwnego w tym, że parę lat temu najsłynniejsza bohaterka gier komputerowych, Lara Croft, doczekała się ekranizacji swoich przygód. Na całe szczęście, jako reżysera nie zobaczymy tu żadnych partaczy w stylu Uwe Bolla.

Kolejna przygoda dzielnej pani archeolog opiera się na zagadce cofania czasu. Ponoć pięć tysięcy lat temu, gdy wszystkie planety naszego układu ułożyły się w jedną linię, starożytne cywilizacje połączyły tajemniczy zegar czasu z jeszcze bardziej tajemniczym trójkątem, co dało im władzę kontrolowania czasu i zmieniania wydarzeń z przeszłości. Jednak nie wszystko poszło dobrze i artefakt został podzielony na dwie części, które ukryto w różnych częściach świata. Teraz, przy ponownym, korzystnym układzie galaktyki, jest szansa na odnowienie starodawnej mocy i zawładnięcie światem. Dokonać tego chce niejakie stowarzyszenie Illuminati, a na czele eksperymentu stoi przebiegły gość o nazwisku Powell. Gdy planety zaczynają układać w pożądanej linii, Lara dostaje list, który napisał dawno temu jej zmarły ojciec. Dostaje w ten sposób instrukcje, aby za żadne skarby nie pozwolić uruchomić magicznego obiektu. Pech chce, że zegar, który jest kluczem od wszystkiego już znajduje się w domu panny Croft i oczywiście zostaje bez skrupułów skradziony. Rozpoczyna się więc szaleńczy pościg po globie za artefaktami. Dokładnie jak w grze, tylko tutaj więcej jest akcji i strzelania, niż rozwiązywania zarówno łamigłówek terenowych, jak i pokonywania śmiercionośnych pułapek.

Lara Croft: Tomb Raider

Nie będę raczej komentował wyboru Angeliny Jolie do odgrywania roli głównej bohaterki. Na początku byłem przekonany, że znalazłby się ktoś lepszy, bo poprzednie modelki przyzwyczaiły mnie do nieco innego wizerunku Lary, ale po paru latach i powstaniu drugiej części filmu jakoś się przyzwyczaiłem i już mnie to tak bardzo nie razi. Za to przypadły mi do gustu kreacje Bryce'a, informatyka, który wiecznie zajęty jest swoimi technologicznymi zabawkami i Henry'ego - na ogół spokojnego lokaja, jednak w obliczu zagrożenia potrafiącego chwycić za strzelbę i przerazić intruzów.

Nie byłbym sobą, gdybym złośliwie nie wytknął kilku niedoskonałości. Pierwsze sceny, gdzie nasza dzielna podróżniczka trenuje z zaprogramowanym do tego celu robotem są po prostu denne. Owszem, jest dużo biegania strzelania i ogólnych efektów, którymi można nacieszyć oko, ale jakoś wątpię, by ktokolwiek zdołał wygrać podczas siłowania się z mechanicznym potworem, którego łapska są chyba nieco mocniejsze niż ludzkie mięśnie - a i tych u odtwórczyni Lary jakoś nie widać. W podobny sposób denerwuje mnie chociażby pokonywanie starożytnych kamiennych monstrów, którym wystarczy strzał w głowę, aby te rozprysły się w drobne kawałki. No dajcie spokój… To ma być potwór? To jest jakaś popierdułka, a nie potwór.

Lara Croft: Tomb Raider

Końcówka oczywiście jest aż nazbyt przewidywalna. Mamy więc parę dramatycznych momentów, gdzie co bardzie naiwny widz może przez chwilę zwątpić w powodzenie całej misji i nieliczne zwroty akcji, które wzmagają napięcie i komplikują sytuację. Bardzo dobrze za to dopasowana jest muzyka, utworki pasują do dziejącej się na ekranie młócki, a jedyne miejsce, w którym coś mi w kwestii oprawy audio nie pasowało, to wspomniany już trening z początku filmu, gdzie po pokonaniu robota Lara przeprogramowuje go na odtwarzanie płyty, która raczej nie pasuje do klimatów Tomb Raidera.

Lara Croft: Tomb Raider

W sumie film ogląda się dobrze. Rzekłbym, przeciętny z gatunku przygodowych. Na pewno nie można powiedzieć, że jest to Indiana Jones w żeńskiej odmianie. Lara jest wykreowana na zbyt idealną. Powala jednym uderzeniem pięści, zanim wróg odda do niej strzał, pobija pewnie rekordy prędkości na bieżni, fika koziołki w powietrzu niczym Neo z Matrixa, z każdej broni strzela dużo celniej niż świetnie wytrenowani żołnierze, a wymyślenie, jak dostać się do ukrytego klucza, to dla niej kwestia kilku sekund. Niemniej, jeśli nie liczymy na ambitne kino, tylko na chwilową rozrywkę na nudne popołudnie, to film jak najbardziej można obejrzeć.