Far Cry był bez wątpienia tytułem przełomowym i zaskakującym. Kiedy wszyscy czekali na nowego Dooma i spółkę, FC wkroczył na sklepowe półki (wcześniej zgarniając też różne nagrody na targach gier) i ludzi zatkało - techniczny majstersztyk, jak na swoje czasy. Czy jednak teraz, w dobie Crysisów, druga część ma szansę zaistnieć w napędach naszych maszyn na dłużej? Cóż, przyznam szczerze, że to pierwszy taki raz, gdy naprawdę nie żałuję, że sequelem zajmuje się inna firma niż częścią pierwszą.

Mowa w tej chwili o Ubisofcie, który nie ma w zwyczaju tworzenia tytułów słabych czy nawet przeciętnych. Przedstawili sprawę jasno - żegnamy się z tropikalną wyspą, z Ram... przepraszam, Jackiem Carverem, przenosimy się na gorące afrykańskie szlaki, a sam tytuł produkcji jest taki jaki jest, tylko po to żeby podbić hype. Nie no, może trochę przesadzam, coś z dawnego Far Crya zostało. Przemierzanie tropikalnych puszczy z nożem w łapie wciąż będzie na porządku dziennym. Z tym, że teraz przeplatać się to będzie z rozległymi pustyniami oraz dzikimi sawannami. Afryka dzika, jak się patrzy. Sami twórcy chwalą się swoim dziełem jako najbardziej realistyczną strzelanką wszech czasów. Nie dość, że oferują 50 kilometrów kwadratowych najwierniej oddanych ziem pod słońcem, to jeszcze sami przyznajcie... ile widzieliście gier, w których trzeba wyciągać sobie kulę po postrzale? W których podczas burzy wicher zrywa gałęzie z całkowicie zniszczalnych drzew? W których ogień rozprzestrzenia się wraz z kierunkiem wiatru? Właśnie...

Cud, miód, malina! Najpiękniejsza puszcza ever!

Pierwszy Far Cry najbardziej irytował fabułą, której nie powstydziłby się nawet Uwe Boll. Oczywiście zakładając, że tam w ogóle była jakaś fabuła... W "dwójce" ma to ulec gwałtownej przemianie. Twórcy zapowiadają, że potraktujemy grę bardziej jako opowieść, aniżeli zwykłą rąbankę. Opowieść o człowieku, który powoli stacza się ku złej ścieżce, historia o przyjaźni i wzajemnej pomocy - słowem, nie ma co się obawiać o stada bezimiennych. Każda postać ma mieć swoją własną osobowość i w zależności od naszych poczynań, będzie się do nas przywiązywać. Co ma swoje zalety - dodatkowe informacje, wyposażenie, ogólny przebieg ścieżki fabularnej oraz pomoc w walce. To ostatnie zasługuje na szczególną wzmiankę. Podczas jednej z prezentacji widzimy, jak nasza postać upada pod ostrzałem, a ekran zachodzi czernią. Publika spodziewa się ujrzeć loading, a tu nagle znów mamy widok na pole bitwy. Jednakże z tym wyjątkiem, iż za ramię taszczy nas teraz uprzednio zaprzyjaźniona postać, zaciągając nas do bezpiecznej kryjówki. Ha! I zero skryptów. Czyżby FC2, po Crysisie, miało udowodnić, że efekciarstwo i filmowość nie musi być wcale wyreżyserowana?

Liście spadające z drzew po wybuchu? Czemu nie?

Ale już, już, zapędziłem się. W drugim Far Cry'u rozchodzi się ogólnie rzecz biorąc, o władzę. Dwie frakcje walczą o ziemię, a wzbogaca się na tym tylko jeden człowiek - handlarz bronią. My wcielamy się zaś w najemnika, którego zadaniem jest przeniknięcie do jednego z dwóch obozów, z którymi interesy prowadzi handlarz, następnie odnalezienie go i zabicie. Liniowość ma być minimalna, każdy zwrot akcji ma zależeć od nas. Po drodze czyhać będzie całe mnóstwo poważnych wyborów moralnych, dotyczących śmierci naszych przyjaciół (NPC, do których mamy się rzekomo przywiązać) i tym podobnych spraw. Ostatecznie i tak podobno staniemy się wrednymi badassami, co ma udowodnić, że zabijania nie należy traktować jak zabawy.

Pojawi się również motyw choroby - malarii - na którą cierpi nasz bohater. Zmusić ma to do regularnego zażywania lekarstw. W przeciwnym wypadku, mamy odczuć jakieś efekty uboczne podczas rozgrywki... podobno jest też możliwość, wyczerpania się zwyczajnie zapasów medycznych, a wtedy osobowość naszego bohatera ma się gruntownie zmienić. Nie wiem, jak to będzie działać w praniu.

Warto zwrócić uwagę na charakterystyczny filtr brudu na ekranie - ma to podbić klimat Afryki

Chociaż patrzę w przyszłość FC2 bardzo optymistycznie, to jednak nie mogę odmówić, że sceptyczne wypowiedzi niektórych osób, jakoby gra miała być tylko pokazem możliwości silnika graficznego, mają w sobie trochę prawdy... Wszystko generuje engine o nazwie Dunia, co po jakiemuś tam oznacza "Świat". Wywodzi się ze swojej roli kapitalnie - ogromny, otwarty teren działań, bardzo zróżnicowany (trzy całkowicie różne tereny - pustynie, sawanny i dżungle) i wykreowany z zabójczą dbałością o szczegóły. Nie da się tu doszukać czegoś, w czym Crysis byłby znacząco lepszy, a i myślę, że znalazłoby się parę smaczków, których produkt CryTeka nie posiada. Far Cry 2 to chociażby sięgająca zenitu destrukcja otoczenia, dynamicznie zmieniające się pory dnia i warunki pogodowe oraz cała gama efektów świetlnych, ruchomych cieni, żyjących własnym życiem postaci niezależnych (przy tym niegłupich, trzeba dodać)... Że nie wspomnę o takim miłym szczególiku, jak rosnąca w czasie rzeczywistym flora. Ach, pozostaje mi się tylko cieszyć, że dożyłem takiego momentu w grach video i w dodatku do pisania testamentu mi się jeszcze nie śpieszy. Cieszy też nowina, że gra na konsolach będzie wyglądała identycznie, za wyjątkiem paru tekstur, czego pewnie i tak się nie zauważy pod przykrywającą je zielenią.

Tutaj nie ma żadnych GPS-ów czy radarów - chwytasz za mapę, kompas i jedziesz!

Co Ubisoft stara się podkreślać na każdym kroku, to maksymalny realizm ich nowego hitu. Fakt faktem, że może eksplozje powodują zbyt wiele zamieszania, ale ogólnie wychodzi im to całkiem nieźle. Nie ma co liczyć na obcych czy mutantów - naszym jedynym wrogiem tej jesieni będą nieprzyjaźnie nastawieni najemnicy. Twórcy odwalają kawał świetnej roboty i Far Cry 2 ma szansę zarządzić. Pozbawienie świata skryptów sprawia, że to gracz staje się dyrygentem całej tej orkiestry, a panowie z Ubi starają się mu pomóc, dając w tym celu odpowiednie instrumenty. Lepiej dla CryTeka, gdyby Crysis 2 był już w zaawansowanym stadium produkcji.