1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka

Facet pełen uroku

Nie jestem w stanie zrozumieć zafascynowania hollywoodzką pięknością - Jessiką Albą. Jej piękne ciało nie do końca idzie w parze z wyrafinowaną grą aktorską. Zgodzę się, że na początku zasłynęła nieprzeciętną rolą Honey Daniels, która była tak charakterystyczna, że nie sposób jej zapomnieć. Później jako Tracy w "Sin City" w kowbojskim kapeluszu wywijała lassem na scenie, co męską część widowni nadal doskonale pamięta. Potem było jednak coraz gorzej. Filmy o słabych scenariuszach były reklamowane jej imieniem, a sama Jessica otrzymywała role schematyczne nie dające jej szansy rozwinięcia własnego talentu. "Facet pełen uroku" - wydany właśnie w Polsce na DVD - jest kolejnym dowodem na to, że aktorka spełnia swój amerykański sen, nie bacząc na jakość produktu.

Charlie Logan (Dane Cook) jest dentystą w prywatnej klinice. Codziennie ma mnóstwo pacjentów, lecz nawał roboty nie przeszkadza mu w umawianiu się na randki. Charlie wciąż szuka swojej drugiej połówki, a to może okazać się trudniejsze niż myśli. Rzucono bowiem na niego klątwę. Jeśli prześpi się z jakąkolwiek dziewczyną, to ona znajdzie następnego dnia prawdziwą miłość. Pewnego dnia, Charlie spotyka Cam (Jessica Alba) - atrakcyjną opiekunkę pingwinów z miejskiego zoo i zakochuje się w niej od pierwszego wejrzenia. Aby jej jednak nie stracić, Charlie musi zniechęcić Cam do spędzenia z nim nocy lub jak najszybciej znaleźć sposób na odwrócenie klątwy.

Facet pełen uroku

"Facet pełen uroku" to miał być duet aktorski amerykańskiego komika Dane'a Cooka oraz Jessiki Alby. Cook, jako obiecujący aktor komediowy, zyskał popularność dzięki monologom przed publicznością oraz filmom, takich jak "Pracownik miesiąca", "Kelnerzy" czy "Mr. Brooks". Niestety, największą wadą obrazu jest scenariusz, który nie daje aktorowi możliwości zasłynięcia błyskotliwymi i zabawnymi komentarzami. Zamiast tego, otrzymujemy garść amerykańskiego slapsticku na najniższym poziomie. Autorzy powielają schematy żarcików w stylu niespodziewanego uderzania o latarnię, oblewania krocza wodą bądź ataku zwierząt na tytułowego bohatera. Tym samym, para pierwszoplanowych aktorów dopasowuje się do stereotypu osobowości tego typu komedii. To kalka powielana m.in. przez braci Farrelly ("Sposób na blondynkę", "Dziewczyna moich koszmarów") bądź "Miłości na zamówienie" Toma Deya.

Komedia Marka Helfricha to przede wszystkim obraz o seksualnych podtekstach. Film ubogacono przeróżnymi szablonami hollywoodzkiego seksistowskiego humoru. Promowane jest tu nie tylko materialistyczne podejście do kobiet, ale również postać małego, pulchnego mężczyzny, który musi okazać się zboczeńcem ciągle myślącym o seksie i umilającym sobie czas wolny z grejpfrutem. Tutaj nie ma walczenia ze schematami ludzkiego myślenia. Brakuje odmienności poglądów jak w "I Want Someone To Eat Cheese With" czy walczenia z własnymi słabościami niczym w "Run Fat Boy, Run". Amerykanie wolą po raz kolejny zredukować osoby puszyste do kulturowego stereotypu niż spróbować zmienić ich ogólny wizerunek. Przez to, prezentowane żarciki erotyczne nie są za grosz śmieszne ani nie mają drugiego dna.

Facet pełen uroku

Jednakże nie takie zasady rządzą dzisiejszym światem komediowym. Spoglądając na komentarze użytkowników różnych portali filmowych, "Facet pełen uroku" spełniał wymagania odprężającej i śmiesznej komedii romantycznej. O dziwo, osoby będące zupełnie przeciwnego zdania były mieszane z błotem. Ale spójrzmy prawdzie w oczy. Obraz Helfricha jest nie tylko słaby (scenariusz, gagi), ale również w pewien sposób dołujący. Pokazuje społeczeństwo amerykańskie w wyjątkowo złym świetle i bez szans na jakąkolwiek poprawę (chociaż reżyser nie myślał, aby zrealizować satyrę). A sam fakt, że większości widzom pozycja się podobała, sprawi, że podobnych komedii będzie więcej. Nie wiadomo, co jest bardziej dołujące.