1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka

Driver: Parallel Lines

Ostatnio wydaną część sławetnej serii nie można określić raczej mianem sukcesu, choćby z względu takiego, jak szacunek wśród graczy - irytujące błędy uprzykrzające rozgrywkę. Zadośćuczynienie? Wszystko wskazuje na to, że tak właśnie będzie.

Gatunek "Drivera" charakteryzuje się pewną prawidłowością, mianowicie takową, że pierwszeństwo w spróbowaniu najnowszej części mają gracze "konsolowi". Taka kolej rzeczy. Cóż, nie inaczej było tym razem, gdyż tak naprawdę nową pozycją od Reflections Interactive mogliśmy się cieszyć niespełna rok temu. W ogólnym rozrachunku wychodzi, że owi bardziej zaradni (posiadający konsolę), z rozgrywką są już obeznani. Sama dziwota bierze, na fakt przedsięwzięcia, a konkretnie podjęcia pracy nad kolejną częścią, po spartaczonym do reszty poprzedniku. W myśl przysłowia "do odważnych świat należy", zdecydowano jednak odkupić winy i stworzyć tytuł co najmniej "zadowalający". Przede wszystkim wielkie zmiany, w pełnym znaczeniu tego słowa.

Driver: Parallel Lines

Fabuła uległa diametralnym "modyfikacjom". Tym razem przyjdzie nam pokierować niejakim TK (The Kid), tłumaczyć chyba nie muszę - w każdym razie pseudonim doskonale odzwierciedla ilość przeżytych wiosen, bowiem mamy do czynienia z 18-nastoletnim fircykiem-zawadiaką. Akcja odpowiada okolicom lat '70 (dokładnie 1978), i takiż jest styl wspomnianego małolata - ubiór a'la Bee Gees, pstrokate gogle... [czyżbym wyczuwał próbę starcia się z ViceCity??? - mCrvn] Nasz fach opiera się głównie na "siedzeniu" za kółkiem (jakby sam tytuł o tym nie mówił), jako wielozadaniowy kierowca do "zadań specjalnych". A te zleca nam nie kto inny, jak wszędobylska mafia. Z czasem awansujemy, coraz to wyżej, otrzymując trudniejsze zlecenia ściągające na nas uwagę większej liczby stróżów prawa. Gliniarzy można zaliczyć do wyjątkowo uciążliwych, gdyż parę występków gwarantuje nam "zainteresowanie" wśród służb mundurowych, a odpowiednio większa ilość "rozrabiactwa" rozumianego w wielu aspektach, równa się z solidnym pościgiem. Taranowanie, zajeżdżanie drogi, ot takie typowe zagrywki ze strony policji.

Driver: Parallel Lines

Środków transportu jest jak zwykle naprawdę spora ilość, z dodatkową możliwością tuningowania (dosłownie każdy model). A samo przerabianie przejawia się w formie wiadomej, a więc wizualnej i technicznej (dopieszczając silnik, montując podtlenek azotu). Oprócz tradycyjnych czterokołowców, ścigacze maści wszelakiej. Sam model jazdy jest dosyć urozmaicony - a wśród nich opcja "swobodnego zwisu" zza szyby, ostrzeliwując co popadnie. Samo "strzelanie" jest w miarę intuicyjne, pozwalając tym samym na łatwe ściąganie wrogów, nie kłopocząc w natłoku narastającej akcji. Wzorem serii GTA, dostępne jest gro misji poboczno-okazjonalnych (m.in. fucha taksówkarza), co w jakiś tam sposób urozmaica całą rozgrywkę.

Natomiast cały szkopuł fabuły tkwi w tym, że caluteńka gra obejmuje dwa epizody - pierwszy, opisany powyżej w latach ‘70 i odpowiednio drugi - w dzisiejszych czasach. Jak do tego doszło? Otóż, delikwent, którego losami przyszło nam pokierować został wrobiony w niemałą aferę, co skończyło się tym, że wylądował za kratkami na dobre kilkanaście lat, wychodząc na wolność dopiero w roku 2006. I tak wszystko uległo zmianom - od wyglądu recydywisty, po cały design i architekturę samochodów, miasta, w którym przyszło nam się poruszać, a główne zadanie? Zemsta.

Driver: Parallel Lines

Na poziom graficzny nie wypadałoby narzekać. Ten, wszak prezentuje się niezwykle okazale, zachwycając szczegółowymi modelami dostępnych pojazdów. Sama infrastruktura miasta jest na tyle bogata, by zwiedzać ją przez kilka dni. Do niewątpliwych atutów będziemy mogli zaliczyć model jazdy, oraz odwzorowanie zniszczeń, "nabytych" podczas ulicznych przepychanek. Pozbyto się błędów z poprzedniej odsłony serii, co tylko świadczy o ambicjach i "woli poprawy" twórców. O muzyce raczej dużo wspominać nie trzeba, no może poza tym, że idealnie wkomponowuje się w klimaty zarówno lat '70 jak i tych współczesnych.

Driver: Parallel Lines

Przyszłość? Wydaje się "zadowalająco" świetlana, gdyż twórcy wzięli sobie do serca (nie gdzie indziej) uwagi graczy, krytyków, naprawiając błędy zawarte w poprzedniczce. A na dodatek odświeżyli nieco serię, podając produkt wyjątkowo "rajcowny" i stojący na odpowiednim poziomie. Motyw przygody rozgrywającej się w dwóch przestrzeniach czasowych, to spory zastrzyk innowacyjności, wszak odkrywanie, eksploracja tego samego miasta jest niewątpliwie czynnością wyjątkowo wciągającą [o czym dane nam było się przekonać choćby w PoP:WW :D - mCrvn]. Co tu dużo mówić - Parallel Lines to gra, dla której warto będzie opróżnić portfel.