1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka

Deszcze Niespokojne

Dzięki temu, albo często niestety poprzez to, że w antologii umieszcza się teksty wielu różnych ludzi, jej poziom biegnie od marnego, poprzez znośny aż do wysokiego, rozłożony bardzo nierównomiernie. Jedne czyta się lepiej, inne gorzej. Wpływa na to pewnie ilość znanych nazwisk (bo znany, teraz, w dobie kapitalizmu, oznacza przeważnie dobry) oraz tematyka. Dla nas druga wojna światowa jest ciekawym wydarzeniem, niezaprzeczalnie, i to właśnie w nasz czuły punkt, czytaj historię, uderzyli autorzy. Znani autorzy. Grzędowicz, Dębski, Pilipiuk, Pacyński, Kossakowska - to tylko niemal połowa tego, co przygotowała dla nas Fabryka Słów. Dalej mamy, już bez nazwisk, autorów mniej znanych, ale jak pokazali, o czym później, wcale nie gorszych.

Mimo że druga wojna światowa zakończyła się ponad sześćdziesiąt lat temu, dalej interesuje nie tylko historyków. Fabryka Słów zgodnie z tym, do czego nas przyzwyczaiła, wpełzła i w tę lukę - co, mimo wszystko, dobrze o niej świadczy (kapitalizm, towarzyszu). Sześćset stron, trzydzieści złotych. Nie czujemy jednak po przeczytaniu, że dostaliśmy fantastykę na wagę, za co chwała Bogu, bo wiele opowiadań skończyło właśnie w takich "dziełach".

Ale konkretnie. Mamy supertajne bronie hitlerowców, działania wojenne i oficerów SS w różnych rolach. Wszystko przewałkowane sto i więcej razy, ale, moim zdaniem, co dobre, szybko się nie nudzi. Tak jak i z wydarzeniami sprzed sześćdziesięciu lat. Stare, ale jare - zachwyca i zadziwia mimo tego, że raczej podświadomie wiemy, co powinno się stać. Ciekawe są także opowiadania rozgrywające się po wojnie, ale silnie z nią powiązane. Czyta się więc dobrze, o co bałem się zaraz po kupnie - a to znowu wojna, ile można. Całe szczęście tak się nie stało. Na plus należy zaliczyć też niską w porównaniu do objętości cenę.

Deszcze Niespokojne

Wady? Wojna. Wojna jest wadą i zaletą książki. Wadą mimo wszystko, ponieważ została już przewałkowała tysiące razy w setkach książek. Opowiadana po raz enty - nudzi. Nawet lekko "podrasowana", pozostaje w tych samych ramach, co wzbudza już powoli niechęć. Mimo iż wyżej napisałem, że nie jest to takie straszne, to jednak widać przesyt wojną, a szukanie, chwała Bogu, nowych pomysłów nie zawsze wychodzi na dobre. Jako fan fantastyki bardziej realnej, jestem zdania, że wymyślenie fabuły na siłę, byleby była fantastyka, nie ważne, że z najniższej półki, ale fantastyka, mija się z celem. Cieszę się, że tendencja ta jest coraz mniej widoczna ogólnie, ale jednak "Deszcze…" zdały się nie uniknąć tego zjawiska.

Nic dodać nic ująć - kupić warto. Nie tylko dla "fanów" wojny, ale i dla ludzi, którzy jeszcze przesytu drugim konfliktem światowym nie zaznali, acz znają to i owo, bo elementarnej wiedzy książka wymaga (a propos, też zacna tendencja - coraz większa profesjonalizacja tego, co się robi). Dialogi na ogół nie są sztuczne, a fabuła nie aż tak prosta i przewidywalna. Tak czy owak, trzeba przygotować się na to, że, jak to w antologii rzeczy się mają, jedne opowiadania się lepsze, inne gorsze. Dodać tu, gdzie trzeba - średnia jest wysoka, ale nic nie jest bezbłędne, tak samo "Deszcze…". Cieszy duża liczba stron, chociaż pewnie ceny książek i tak nie zmaleją, ale to zupełnie inna bajka…