1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka

Deskorolka - Sposób życia i postrzegania

Dwie metalowe odnogi, cztery kółeczka wydające tyle samo hałasu co maluch z dziurawym wydechem, kawałek wygiętego drewna i kilka innych mało widocznych elementów. Dla znacznej większości jest to opis deskorolki. Dla całej reszty to tylko powierzchowna próbo opisania tego, czego nie można pojąć. Dla tych ludzi, te siedem warstw klonu kanadyjskiego, wyginanego i prasowanego w specjalnych fabrykach to całe życie, które mogą kształtować, jak tylko dusza zapragnie.

Z pomocą natury martwej i własnej inwencji twórczej potrafią oni sprawić, że to ścięte uwcześniej drzewo, ożywa na nowo. Zaczyna oddychać i tętnić, łamie wszelkie zasady fizyki oraz dostarcza niesamowicie wiele emocji - bólu, smutku, zdenerwowania i przede wszystkim radości.

W każdym momencie naszego życia stawiamy pierwsze kroki. Niezależnie czy mamy lat 16 czy 48, znajdzie się coś takiego, czego w życiu nie widzieliśmy lub nie mieliśmy z tym kontaktu. Bywa tak, że nas to przeraża, napawa przeogromnym lękiem, panicznym strachem przed czymś nowym, tak bardzo, że potrafi wywołać w człowieku zachowania skrajnie odmienne od tych prezentowanych na co dzień. Są jednak ludzie, którzy dostają wtedy nowej energii, motywującej do poznania i zrozumienia. Starają się oni, w miarę swoich możliwości, zrozumieć to, czego nie potrafią pojąć. Podobnie jest z wiarą w Boga. Dla niektórych to bezgraniczna moc, która trzyma pieczę nad całym żywotem tego świata. Inni traktują ją jako wyjaśnienie rzeczy nieudokumentowanych naukowo.

Nie ma marzeń, których nie można spełnić.

Marzenia trzeba spełniać, ale niestety niektóre z nich są trudne do osiągnięcia. Trzeba włożyć wiele wysiłku, nerwów i zdrowia po to, aby schwycić to, co ulotne. Pierwsze chwile spędzone na deskorolce, jak ze wszystkim innym, są bardzo trudne. Każda próba zrobienia czegokolwiek zwykle kończy się fiaskiem. Kompletną klapą i być może zdartym łokciem. Dopiero z czasem wytrwałym treningiem zaczynamy pojmować o co w tym chodzi. Nasz umysł i ciało prowadzi wtedy konwersację z deską, zastanawia się dlaczego jest tak, a nie inaczej. Niejednokrotnie przeklina w myślach nauczycielkę fizyki, zastanawiając się jakie bzdury plotła na lekcji o grawitacji. Przecież tutaj następuje załamanie tego wszystkiego - regułek, ćwiczeń i godzin spędzonych z książkami. Jabłko spadające koło jabłoni przestaje być zwykłym owocem, który zerwał się z gałęzi, a częścią świata, która chce prowadzić własne życie.

Deskorolka

The first kickflip, he landed it.

Po kilku długich tygodniach spędzonych na jeździe zdajemy sobie sprawę z tego, że nie odczuwamy już strachu przed upadkiem, a jedynie chęć upadania. Dlaczego? Po to, żeby wstać, zebrać się w sobie, wejść ponownie na deskę, zastanowić się chwilę "czy jestem już całkiem nienormalny?" i ponownie spróbować. Claude Klotz napisała "Im dłużej się kobieta opiera, tym większa będzie namiętność". Zupełnie tak samo jest w tym sporcie. Spędziwszy nad jednym trikiem dwa miesiące, zużyciu całej butelki wody utlenionej jaka była w domu i wreszcie, okiełznaniu naszych marzeń, odczuwamy niesamowitą radość. Zupełnie inną niż ta, znana z życia codziennego. Napawa nas to większym szczęściem niż piątka ze sprawdzianu, bo takich mamy w dzienniku kilka, a moment pierwszej udanej ewolucji, jest w życiu tylko jeden. Pamięta się to tak samo, jak pierwszy spacer z dziewczyną, pocałunek czy taniec ciał.

Inni skaterzy, a zupełni nowicjusze

Młodzi ludzie, którzy dopiero zaczynają jeździć, bardzo często robią to u siebie na ulicy, z dala od gapiów i rówieśników, a wszystko ze strachu przed wyśmianiem. Mają wrażenie, że gdy pojadą w miejsce pełne dobrze jeżdżących chłopaków i przy próbie sklejenia jakiegoś banalnego triku się wywrócą, cała reszta spojrzy nań ze śmiechem w oczach, czy co gorsza, każde mu się wynieść, bo przecież jest zupełną fajtłapą, a oni takich nie potrzebują. W istocie zdarza się i tak, ale bardzo rzadko. Gdy sam zaczynałem, a było to stosunkowo nie dawno jakieś pół roku temu, czułem dokładnie tak samo. Wolałem katować własne piszczele niż iść i zapytać się kogoś kto jeździć potrafi, jak mam zrobić tego cholernego kickflipa czy coś podobnego. Z czasem jeździłem coraz bliżej placu Krakowskiego - najlepszego miejsca do jazdy na deskorolce w Gliwicach. Na przekór sobie, starałem się powoli wkupić w to towarzystwo. Pewnego dnia wstałem z łóżka naładowany pozytywną złością. Takim zacięciem do życia, że chyba tylko równie ostra kosa śmierci mogła by mnie uspokoić. Umyłem się i ubrałem, wziąłem deskę i pojechałem z samego rana na Krakowski. Pomyślałem, że skoro umiem Ollie i parę innych rzeczy to nie będą mieli za co mnie wywalić. Dotarwszy na miejsce przeżyłem szok. Ci ludzie mieli mi za złe, że nie przyjechałem tam od razu, gdy tylko kupiłem deskę. Nie przedstawiłem się, mówiąc "Cześć! Jestem Piotrek i chcę się nauczyć na desce z Waszą pomocą czy nie!", że ukrywałem się mając ich za zupełnych debili skłonnych tylko do mordobicia. Teraz wiem, że faktycznie to był błąd i każdego nowego skatera namawiam do tego, aby od razu pojechał tam gdzie może czuć się dobrze, bo jazda samemu nigdy nie jest fajna.

Moherowe berety nienawidzą deskorolki

Zaskakujący jest brak tolerancji osób starszych. Raz w życiu odkąd jeżdżę na deskorolce, spotkałem starszą panią zafascynowaną tym co robię. Ba! Nawet była na tylko ciekawa, że prosiła mnie, abym jej wszystko dokładnie wytłumaczył. Psioczyła na dziurawe chodniki przez, które ludzie tacy jak ja, nie mogą realizować swoich potrzeb. To był jednak skrajny przypadek. W znacznej większości ludzie reagują na deskę jak niegdyś na amstaffy i pitbulle. Uważają, że jest to zagrożenie zdrowia, a może nawet życia. Wściekają się, gdy pod ich blokiem jakiś dzieciak jeździ na desce, wywracając się i krzycząc z radości. Przez takich ludzi, siedzących w domach prze telewizorem i myślących tylko o własnych tyłkach, kilkakrotnie byłem goniony przez straż miejską, jak zwykły złodziej. Prawda jest taka, że wyrządzam społeczeństwo znacznie mniejsze szkody niż całe tabuny pijaczków pod monopolowymi, porozstawianymi na każdej ulicy co kilkadziesiąt metrów. Ci ludzie nie potrafią pojąć, że gdy zabroni się takiej młodzieży robienia tego bez przeszkód, będą to robić z większą satysfakcją byleby tylko zrobić na złość tym cholerykom. Jak nie po dobroci, to na przekór.

Deskorolka

Czy warto?

Pytanie "Czy warto jeździć na desce?" na pewno nie jest pytaniem egzystencjonalnym, ale jest dla wielu równie ważne i trudne co niejedno "Po co żyję?". Muszę powiedzieć, że warto, ale pod jednym warunkiem. Trzeba mieć niesamowicie wiele cierpliwości i umiejętność niezważania na ból. Gdy posiadamy te dwie cechy, sporty ekstremalne są dla nas stworzone i można być pewnym, że dostarczą nam wiele frajdy. Dla mnie osobiście jest to już pewien sposób na życie. Gdy muszę coś załatwić na mieście, nie myślcie, że idę piechotą. Oczywiście, że biorę deskorolkę i śmigam sobie wśród zdziwionych tłumów w duszy ciesząc się, że mogę być inny.

Jak zacząć

Jeszcze dosłownie kilka słów o tym jak zacząć. Wiadomo, że wydawanie pieniędzy na coś, o czym nie mamy zielonego pojęcia jest głupotą. Warto więc, gdy mamy taką możliwość, pożyczyć sobie deskorolkę od kolegi z klasy czy ulicy. Pojeździć tydzień i zobaczyć, czy będziemy zadowoleni. Potem usiąść i zastanowić się, czy każde kolejne siedem dni będzie dawało nam tyle samo radości. Jeżeli tak, wtedy bez wahania można iść do najbliższego skateshopu po własną deskę. Jest to wydatek w granicach do 300 złotych. Z czasem będziemy kupować sprzęt za 400 i więcej, jednak na same początki nawet deska z reala wystarczy;)

Piotr "Szarik" Iwanicki

Deskorolka

INFORMACJE

Ile jeżdżę: około pół roku. Interesuję się znacznie dłużej, ale z powodów zdrowotnych nie mogłem zacząć skateowania

Co umiem: ollie, fakie ollie, shove-it, nollie shove-it, kickflip, manual, indy grab, bonelles

Czego się uczę: heelflip, boardslide

Z czego jestem zadowolony: kickflip z 3 schodów

Upadki: sporo. Najgorsze kończyły się opuchliznami piszczeli, kostek i bólem kręgosłupa. Jak na razie na desce nic nie złamałem.