Z Wikipedii: zimna wojna (ang. cold war, ros. холодная война) - okres konfliktów (napięć) między Stanami Zjednoczonymi a Związkiem Radzieckim i ich sojusznikami. Od początku 1946 do rozpadu Związku Radzieckiego w 1991 roku. W całym tym okresie rywalizacja między dwoma supermocarstwami została rozegrana na wielu płaszczyznach: wojskowej, ideologicznej, psychologicznej, gospodarczej, jak również rozwój technologii.

Twórcy gier komputerowych, gdy zakładają, że następnym ich dziełem będzie gra o tematyce wojennej (obojętnie czy to strzelanka czy strategia), najczęściej na warsztat biorą największy bez wątpienia konflikt XX wieku: II Wojnę Światową. Dramatyzm, epickość i heroiczność tej wojny zdecydowanie przemawia do osób zajmujących się marketingiem i sprzedażą, gdyż doskonale one wiedzą, że to, co gra na ludzkich uczuciach, najlepiej się sprzedaje.

Wydaje mi się jednak (i nie tylko mi), że to właśnie zimna wojna była najbardziej "gorącym" konfliktem w dziejach. Widmo atomowej zagłady, przez 50 lat wiszące nad krajami Układu Warszawskiego i NATO dawało się we znaki ludziom, dyplomatom i wojskowym wszystkich krajów, obojętnie z którego sojuszu. Era atomowa, rozpoczęta bo zrzuceniu amerykańskich bomb na Hiroszimę i Nagasaki, wpisała się w ramy popkultury, jak żadna do tej pory dziedzina związana bezpośrednio ze śmiercią (oprócz danse macabre) i wojskowością (no, oprócz Wujka Sama). Całe szczęście nie przyszło nam żyć w otoczeniu podobnym do tego z serii Fallout, choć parę razy w historii było blisko do wciśnięcia czerwonego guzika. Co mogłoby wtedy się stać? DEFCON ze studia Introversion, twórców znakomitego Uplinka i zachwycającej Darwinii, pozwoli nam na rozpatrzenie takiego hipotetycznego konfliktu.

East Side is the best! West Side is the best!

DEFCON to akronim słów Defense Condition, czyli amerykańskiego systemu oznaczenia gotowości bojowej. Ta pięciostopniowa skala ściśle normuje rozkazy dla wojska. DEFCON 5 oznacza czas pokoju, a DEFCON 1 zarezerwowany jest w razie inwazji na terytorium Stanów Zjednoczonych bądź ataku jądrowego. Najwyższy użyty poziom DEFCON w historii to DEFCON 2, w czasie kryzysu kubańskiego, kiedy nieaktywne był Strategic Air Command. W tej grze dokona się więc rzecz, która w rzeczywistości nie miała miejsca.

Jak można się domyślić, głównym założeniem gry jest całkowita anihilacja przeciwnika za pomocą broni jądrowej, wszak grę reklamuje bardzo - nie ma co - malownicze w wymowie hasło: "everybody dies". Na początku rozgrywki wybieramy terytorium, z którego zamierzamy pogrzebać naszą cywilizację. Do wyboru są obie Ameryki, Europa, Afryka, Azja południowo-wschodnia wraz z Bliskim Wschodem oraz Rosja. Przed oczyma ukazuje się konturowa mapa naszego globu, będąca teatrem działań. Rozgrywka podzielona jest na pięć etapów - tytułowe DEFCONy. Przy DEFCON 5, czyli stanie pokoju, rozmieszczamy na swoim terytorium bazy lotnicze, silosy, radary, a na morzach swoją flotę lotniskowców, pancerników i łodzi podwodnych. W tym samym czasie możemy również zawrzeć sojusz z partnerem, jeśli w grze udział bierze więcej niż dwóch graczy. Gdy nadchodzi czas ustalenia DEFCON 4, widzimy jednostki przeciwnika w zasięgu radarów, wtedy też przemieszczamy flotę. DEFCON 3 to najniższa gotowość bojowa, prowadzona jest wojna na wodzie i w powietrzu. Wysyłamy swoje samoloty nad terytorium przeciwnika w celach zwiadowczych. DEFCON 2 umożliwia szersze możliwości co do wydawania rozkazów. Wtedy możemy startować z bombowcami zmierzającymi ku celom i szykować rakiety balistyczne. Przeciągła syrena oznajmiająca nadejście DEFCON 1 oznacza już tylko jedno: w przeciągu kilku następnych godzin życie straci kilkaset milionów ludzi na świecie. Krótko mówiąc, jest to zezwolenie na nuklearny holocaust. Wysyłamy międzykontynentalne rakiety balistyczne oraz bomby jądrowe odpalane z pokładów bombowców typu stealth. Szkoda, że twórcy nie umieścili jednostek lądowych, umożliwiających inwazję na terytorium nieprzyjaciela bądź dywersję.

Kolejne stopnie DEFCON postępują po sobie nieubłaganie w odstępach kilkuminutowych - zagłada jest nieuchronna, nie ma możliwości powstrzymania zagrożenia za pomocą środków dyplomatycznych bądź militarnych. Gracz zdany jest tylko i wyłącznie na własne umiejętności strategiczne. Kluczem do sukcesu jest tutaj odpowiednie rozmieszczenie radarów, wyrzutni balistycznych, które mogą pełnić również funkcję obrony przeciwlotniczej (niestety, nie jednocześnie), baz lotniczych oraz floty. Warto zwracać uwagę na ochronę największych miast, gdyż prędzej czy później to właśnie one stają się celami nieprzyjacielskich atomówek. Nie ma natomiast informacji o skażeniu czy działaniach obrony cywilnej, mających na celu zapobieżenie większej ilości ofiar.

Najgorsze co może być - wojna totalna

Gra posiada kilka trybów rozgrywki. Wszystkie zdecydowanie nastawione są na grę w Sieci, choć możliwa jest potyczka ze sztuczną inteligencją. Standardowy (trwający zazwyczaj od pół do jednej godziny) pozwala na rozgrywkę maksymalnie w sześć osób, mogących zawrzeć maksymalnie 3 sojusze. Istnieją cztery prędkości gry, więc można sobie kompresować czas, lecz aktualną prędkością jest zawsze taka prędkość, która jest najwolniejszą ustawioną przez jednego z graczy. W praktyce więc nie ma co się stresować, że nie zdążymy wydać odpowiednich rozkazów. Twórcy udostępnili również tzw. "szybki szpil" na piętnaście minut, jak i tryb gabinetowy, gdzie aplikacja działa w zminimalizowanym okienku, a gra toczy się przez kilka godzin. Pojawiło się również sporo map i modyfikacji udostępnionych przez samych graczy. Trzeba przyznać, że niektóre zaskakują pomysłowością, jak chociażby wojna nuklearna pomiędzy Ziemią a Marsem, czy potyczka między kolorowymi ścianami ułożonej kostki Rubika.

Grafika nie jest widowiskowa, ale jest nieprawdopodobnie klimatyczna i przede wszystkim przejrzysta. Twórcy nie kryli inspiracji filmem "Gry wojenne" z 1983 z młodym Matthew Broderickiem w roli głównej. Każdy, kto ów obraz widział, na pewno skojarzy od razu screenshoty z DEFCONa z widokiem symulacji filmowego komputera. Na szczególną uwagę zasługuje przede wszystkim muzyka i dźwięki. Te są fenomenalne. Te tło dźwiękowe… To trzeba usłyszeć samemu - przygnębiająca melodia, dekadenckie zawodzenie zwiastujące Armagedon, w tle pokaszliwania ludzi umierających od napromieniowania… Po dłuższej sesji wieczorem, w słuchawkach, trudno jest zasnąć. Klimat nieprawdopodobnie sugestywny.

Hipotetyczne rozwiązanie problemu napływu Latynosów do USA?

Mocą tej gry jest niewątpliwie klimat. O ile sama stosunkowo szybko się nudzi ze względu na niewielką ilość wariantów, to jej "ciężkość" z pewnością zachęci każdego wielbiciela broni jądrowej w popkulturze do bliższego zapoznania się z nią. Po DEFCON sięgną także ci, którzy mają już dość klasycznych RTS-ów i chcieliby wypróbować swoje strategiczne zdolności na zupełnie inną skalę. Jak każda produkcja Introversion Software, tak i ta posiada silne antywojenne przesłanie, gdzie po sięgnięciu po broń ostateczną, stworzoną rękami człowieka siłą tysiąca słońc, nie ma zwycięzcy.