Bombski spoglądał na wielki ekran ustawiony na środku sali interwencyjnej. Poluzował krawat od kołnierza garnituru. Zawsze w takich sytuacjach wydawał się zbyt mocno zawiązany. Krople potu pięknie zajaśniały na skroniach mężczyzny. Odetchnął ciężko spoglądając na symbole silosów pędzących w stronę amerykańskiego kontynentu.
- Panie prezydencie, co robimy?! - wyrwał go z zamyśleń głos mężczyzny stojącego obok. Nienawidził tego. Chociaż miał cały sztab doradców, najtrudniejsze decyzje i tak zawsze pozostawiali mu.
- Zarządzić DEFCON 1! Wyrzutnie pocisków przechwytujących w pogotowiu! - krzyknął Bombski, po raz kolejny poluzowując symbol elegancji na swojej szyi. Wiedział, że niezależnie od pobudek media jak zwykle go obwinią, będą szukały dziury w całym. Tym razem jednak jest to coś poważniejszego, niż głupia platforma wiertnicza. Świat stał w obliczu wojny nuklearnej i trzeba było podjąć błyskawiczne działania. Niezależnie od konsekwencji.

Afryka...zielone plamy to obszary wyniszczone AIDS. Ofensywa nie jest potrzebna

Introversion Software nie jest zapewne znane szerszej społeczności graczy. Jest to studio dosyć nietypowe, a ich dzieła nie są banalnymi programami nastawionymi na długość, masę wybuchów czy licencje filmowe. Mamy tutaj do czynienia z grami praktycznie pozbawionymi grafiki, muzyki oraz... akcji. Są to niszowe, oryginalne produkcje tworzone pod kontem nietypowej rozgrywki, ciekawych pomysłów oraz przede wszystkim innowacyjności. Każda z gier Introversion została okrzyknięta mianem dziwadła, oczywiście w jak najbardziej pozytywnym tego słowa znaczeniu. I bardzo dobrze, bowiem takich dziwadeł nigdy dość, w końcu ileż to można siekać/strzelać/bić w najnowsze, nextgenowe produkcje? Ciekawe odskocznie zawsze były w modzie.

DEFCON 5

DEFCON (DEFence CONdition) jest to system oznaczeń aktywności i gotowości Stanów Zjednoczonych wobec "zagrożeń zewnętrznych". Podzielony jest na pięć kolejnych po sobie stopni, poczynając od najwyższego (stan pokoju) do najniższego (stan wojny). To aktualny DEFCON charakteryzuje stopień zagrożenia oraz wyznacza wszelkie możliwe środki obrony, jak i ataku Stanów Zjednoczonych. Dla przykładu DEFCON 1 przeznaczony jest tylko i wyłącznie na wypadek zmasowanego ataku nuklearnego (jeszcze nigdy nie został użyty), z kolei DEFCON 4 jest to czas pokoju ze wzmożoną aktywnością wywiadu (został użyty chociażby podczas Zimnej Wojny). DEFCON może zostać zmieniony natychmiast w zależności od stanu zagrożenia z zewnątrz, a osobą odpowiedzialną za zmianę stopnia gotowości jest nie kto inny, jak sama głowa amerykańskiego państwa; ich ukochany prezydent.

DEFCON 4

W grze Defence Condition ma nieco inne zastosowanie, choć opiera się na tych samych zasadach. Różnica polega chociażby na tym, że to nie Stany Zjednoczone, a wszelkie możliwe kontynenty posiadają ten system ochronny, ponadto kolejne stopnie DEFCONU aktywują się po określonym czasie, niezależnie od naszych poczynań przed ekranem monitora. Nie możemy tego również zatrzymać czy odwołać, globalna wojna z sekundy na sekundę jest coraz bliższa a naszym jedynym zadaniem jest dostosowanie się do tego nieuchronnego Armagedonu oraz odpowiednie przygotowanie. A choć jednostek jest tutaj jak na lekarstwo, to naprawdę mamy nad czym myśleć. Po pierwsze, możliwych strategii jest tutaj dość dużo, dzięki czemu co bardziej rozgarnięci gracze będą mieli duże pole do popisu. Po drugie losy miliardów istnień leżą w naszych rękach i to my dostaliśmy fuchę ich obronić. Do roboty, panie i panowie. :)

Spowiedź pana odpowiedzialnego za to wszystko nie będzie należała do tych najkrótszych

DEFCON 3

DEFCON 5 to czas pokoju. Nie możemy tutaj podejmować żadnych działań zbrojnych czy przemieszczać naszych oddziałów. Zajmujemy się jedynie sprawami czysto obronnymi, decydujemy, gdzie rozstawić bardzo przydatne radary oraz wyrzutnie pocisków obrony powietrznej. Obsadzamy również naszą flotę wojenną w pobliżu kontynentu oraz budujemy lotniska. To by było na tyle. Jedyne co nam pozostaje, to czekać na....

DEFCON 4. Ciągle pokój. Nadal mamy czas do namysłu jak zagospodarować oddane nam pod opiekę oddziały (każda ze stron zaczyna z taką samą liczbą jednostek). Teraz jednak możemy przemieszczać naszą drogocenną flotę, czyli w pewnym sensie pobawić się w mały zwiad. Bardzo przydatne. Zwłaszcza, że nawet napotkane, nasze wojska nie mogą jeszcze zostać zaatakowane. Ale do czasu. W końcu nadchodzi....

DEFCON 3. Czas na nasze pierwsze starcia! Choć odpowiadać ogniem jak na razie może jedynie nasza morska flota, jest to dobra okazja aby utorować sobie drogę nieco bliżej wybrzeży naszego wroga, potem będzie to dal nas niezwykle ważne. W końcu mogą również startować nasze myśliwce, a wszystko to aby w...

DEFCON 2 nawiązać walkę powietrzną. Wojnę można nazwać już globalną, atakujemy wszystkim czym mamy (poza deserkiem) i oglądamy tego skutki. DEFCON 2 to walka o terytorium, o dominację nad danymi rejonami. Chociaż nie możemy przejmować wrogich terenów, jest to nam konieczne do zaplanowania perfekcyjnych operacji. Zepchnięcie przeciwnika prosto do jego matki-ziemi jest tym, o co chodzi w DEFCON 2. Potem zostaje już tylko...

DEFCON 1. Esencja tej gry. Do naszych spoconych rąk dostajemy piękną zabawkę, jaką jest niekontrolowana reakcja łańcuchowa atomu, powodująca jego rozszczepienie. A wszystko to przekłada się na piękne buuuum (wcześniej wspomniany deser). Po aktywowaniu DEFCON 1 możemy zbombardować ziemię wroga rakietami ICBM; międzykontynentalnymi pociskami balistycznymi. Dotrą dosłownie wszędzie, a ich jedynymi przeciwnikami są pociski obrony powietrznej, które mogą skutecznie uszkodzić rakietę, zanim ta dotrze do swojego celu. Wyrzutnię ICBM tworzymy z maszynki plującymi pociskami przechwytującymi, także musimy pamiętać, aby nie zapomnieć również o defensywie, zawsze powinniśmy zostawiać sobie w zanadrzu kilka pocisków przeciwlotniczych. Pluć pociskami jądrowymi możemy również z okrętów podwodnych jak i specjalnych bombowców, ale o tym za chwilę.

W końcu widać, kto tu jest najsilniejszy.

DEFCON 2

Typowe jednostki, jakich jest wiele w RTS`ach to tutaj zjawisko dość rzadkie. Flota morska oraz powietrzna to w zasadzie wszystko, co mamy. Brak jakichkolwiek czołgów/ piechoty/ transporterów nie jest jednak zauważalny, zupełnie nie wpasowałoby się to w klimat tej gry. To co mamy i tak jest cholernie niebezpieczne, wystarczy żyłka stratega i voila, miliony ludzi konają w swoich miastach z krzykiem na ustach. Niestety, w tej grze nie ma innego wyjścia, na całe szczęście jest ona prawie całkowicie pozbawiona czegoś takiego jak "grafika" toteż nie czujemy się zbyt winni dokonanych przez nas masowych zbrodni. Po prostu po każdym ataku na wybrane miasto pojawia się nad nim napis, wesoło informując nas, ilemilionów osób udało nam się zabić. A wszystko to podane w schludny i wygodny sposób... Boże, co za ironia. Ale wróćmy do tematu...

Marynarka. Łodzie dzielą się na trzy rodzaje: Statki bojowe-mowa tutaj o wielgaśnych molochach ostrzeliwujących inne wielgaśne molochy. Niezbyt subtelne. Poza zdobywaniem dominacji na morzu... do niczego nieprzydatne. Świetne z kolei jako eskorta dla pozostałych dwóch rodzajów statków: transporterów oraz łodzi podwodnych. Te pierwsze przewożą na swoich pokładach samoloty, są więc swoistymi mini-lotniskami. Ich plusem jest oczywiście mobilność i szybki czas potrzebny na podjęcie wymaganej operacji. Gdy zetkniemy się z wybrzeżami przeciwnika, potrafią narobić ogromnych szkód. Łodzie podwodne natomiast to już zupełnie inna bajka. Moim zdaniem najsilniejsza jednostka w całej grze, nie raz zmieniając losy przesądzonych już teoretycznie bitew. Otóż nasze kochane łódeczki są w zasadzie jedynie "przenosicielami" pocisków jądrowych krótkiego zasięgu. Jeżeli podpłyniemy niezauważeni flotą takich oto łodzi do ziemi nieprzyjaciela, jesteśmy w stanie doszczętnie ją zmasakrować, niezależnie od siły defensywny nieprzyjaciela; będzie miał po prostu za mało czasu na podjęcie właściwych akcji.

Flota powietrzna natomiast składa się jedynie z dwóch podrodzajów maszyn; są to wcześniej już wspomniane myśliwce oraz bombowce. Te pierwsze nadają się zarówno do walki z samolotami wroga jak i jego łodziami, niestety, nie są w stanie wyrządzić żadnej szkody aglomeracjom naszego wroga, od tego mamy zresztą bombowce, powolne samoloty bombardujące wrogie miasta niczym łodzie podwodne, pociskami nuklearnymi krótkiego zasięgu. Choć lotnictwo daje naprawdę dużo możliwości, osobiście bardziej cenię sobie flotę, może to po prostu kwestia przyzwyczajenia? Silent Hunter robi jednak swoje...

DEFCON 1

To tyle, jeżeli chodzi o same jednostki. Choć nie jest ich zbyt wiele, wydaje mi się, że większa ich liczba mogłaby skutecznie zepsuć całą idealnie zrównoważoną mechanikę. Nie ma tutaj stron silniejszych i słabszych, każda z nich dysponuje teoretycznie takim samym sprzętem, a jedyna różnica polega na wielkości obszaru, który powinien zostać przez nie chroniony. W DEFCONIE najważniejszy jest bowiem zmysł planowania, przewidywania ruchów przeciwnika oraz szybkiego kontratakowania. W cenie jest wielofazowe myślenie, czysta ofensywa/defensywa nie ma tutaj racji bytu, z takim nastawieniem prędzej czy później wasz kontynent zamieni się w spopieloną, ozdobiony kraterami pustynię. A właśnie to jest gwarantem porażki... totalne zniszczenie. Zasady są tutaj proste; nie daj się zniszczyć, zniszcz za to wszelakich przeciwników...doszczętnie.

Zaraz nakopiemy wam do dupska! Ups...to jeszcze nie ten DEFCON!

"ICBM LAUNCHED"

DEFCON jest oryginalny również pod paroma innymi względami, nie tylko dzięki rozgrywce i grafice. Weźmy chociażby wewnętrzny czas gry... wszystko odbywa się tutaj w ogromnym przyspieszeniu, choć jeżeli chcemy, możemy ustawić opcję realistycznego odwzorowania upływu czasu, wszystko jest wtedy jak najbardziej prawdziwe; zarówno czas przelotu pocisków jak i naszych wojsk, po wymagany czas na aktywację odpowiednich DEFCONÓW. Tylko dla masochistów, ale jaką daje frajdę! Innym novum jest cała ta otoczka ,cały ten klimat. Naprawdę możemy się poczuć jak władca danego kontynentu, a wszystko dzięki skromnej grafice przedstawiającej przeszkloną tablicę interwencyjną, z jaką często mamy do czynienia przy oglądaniu kiepskawych filmów sensacyjnych klasy B ala Hollywood. Kolejny plus.

BUUUUUUUUUUUUUUUM

Grafika i muzyka, jak to zwykle bywa z dziełami Introversion Software, nie może być zbyt stereotypowa, toż to była by ujma dla tych ludzi! Typowe 2d, wszystko zastępują ikonki, nie ma żadnych szczegółowych modeli, żadnych zaawansowanych efektów graficznych. Wszędzie tylko same ikony, oznaczenia, liczby i litery. Ale panowie i panie, jak to wygląda! Aż miło się patrzy, a chodzi na dosłownie przedpotopowym sprzęcie. Co do muzyki... choć jest tak spokojna, że nie zabije nawet chomika z nadwrażliwością serca, wpada jednak w ucho, odpowiednio doprawiając i tak już specyficzny klimat. Bardzo ładnie panowie. Nie wiem kto tworzył i kto wybierał te utwory, ale ktoś tu ma gust....

"YOU KILLED 1,1 BILLION OF PEOPLE"

Niestety, produkcja ma również swoje gorsze strony. Po pierwsze, choć gra jest bardzo oryginalna, trzeba liczyć się z tym, że nie każdemu może się to spodobać. Mój dobry znajomy umarł już przy pierwszym kontakcie z grą, choć byłem niemal pewien, że wciągnie go ona równie mocno, co mnie samego. Niestety, o ile nie gramy aktualnie przez Internet, dość szybko złapie nas nuda, bo choć potyczki są na swój sposób bardzo emocjonujące, w zasadzie potem wszystko wychodzi nam już bokiem, niezależnie od poziomu trudności. Internet to z kolei jeszcze inna bajka, międzynarodowy poziom jest tam tak wyśrubowany, że początkujący laik nie ma szans się w nim odnaleźć. Potrzebne są tutaj tygodnie treningu w trybie pojedynczego gracza. Niestety, nie miałem tyle czasu. Po ponad dwóch tygodniach gra znikła z mojego dysku twardego. Naprawdę, kiedy przegrywasz po raz ...enty na coraz to nowym serwerze, klawiatura mimowolnie rozbija się na ścianie. A podobno jest to gra dla cierpliwych! Cóż, prędzej dla szachistów na emeryturze, ja, choć z natury pogodny i spokojny, zjadłem własne paznokcie przy tej produkcji. Narwańcom nie polecam...zresztą, takich zapewne odstraszy już sama grafika :)

Wbrew pozorom to nie tęcza.

Mamo, jest już obiad?

Na koniec warto poinformować Was jeszcze o ostatniej ciekawej sprawie dotyczącej DEFCON-u, a są to mody wykonane przez fanów. Jest ich już prawdziwe zatrzęsienie, co ciekawsze to miedzy innymi podmiana symboli z gry na prawdziwe symbole stosowane przez siły U.S.A, globalne walki między planetami czy nowe jednostki. Jest w czym wybierać, freaki będą miały zabawę na długie godziny. Niestety, ja do takich nie należę. Co tu dużo mówić... jeżeli nie zabije cię nuda, zarobią to Internetowi gracze. Mimo to gra bardzo dobra, stanowi świetną odskocznie od burych, przeciętnych produkcji a na niższym poziomie trudności stanowi świetny "odstresowywacz". Mimo wszystko polecam nie tylko maniakom. W końcu czas, aby skopali kogoś innego. Ja mam na razie dość.

Pozostaje tylko pytanie, czy DEFCON, choć uzbrojony w archaiczną grafikę oraz kompletny brak szczegółów jest produkcją odpowiednią dla każdego człowieka? Choć w zasadzie niczego tutaj nie doświadczamy, jesteśmy świadkami zgonu miliardów ludzi, a wszystko to tylko i wyłącznie dzięki naszym posunięciom. Tylu ludzi nie zabiłem chyba w żadnej innej grze. Co gorsze, chociaż tak mizernie zostało to pokazane, jest to bardziej niż prawdopodobne. Ciarki?