Ostatnio wysyp dobrych gier i demek odsunął w niepamięć sezon ogórkowy - teraz, wraz z jesienią, zaczyna się prawdziwe granie, dzięki któremu zapomnimy o depresji. ;) Jednym z takich demek jest oczekiwany Crysis - gra, która miała pozamiatać i wprowadzić nowe ideały grafiki. Jak jest? Przekonacie się sami...

Zacznę od sprawy najprostszej - grafiki. Crysis ma na tyle nietypową grafikę, że nie starczy spojrzeć na obrazki i ocenić oprawę, oj nie. Wszystko leży w niesamowitych efektach, które dobijają nawet mojego GeForce'a 8600GT - choć trzeba przyznać, że tak przełomowych rozwiązań nie można zobaczyć w żadnej innej grze. Zaczyna się już na początku dema, podczas skoku ze spadochronem, gdzie rozmycie wręcz zatyka dech w piersiach, jakbyśmy sami byli w centrum akcji. Docenić trzeba też chmury, prawdziwe chmury, nie zwykłe grafiki na skyboxie. Korzystając z dobrodziejstw mojej karty graficznej i systemu Vista grałem w wersji DirectX 10, co pozwalało mi zobaczyć, jak najnowszy DX miał wyglądać - FPS uciekło niewiele, a efektów zyskałem naprawdę sporo.

I pomyśleć, że spadochron się nie otworzy...

Ale gra nie obciąża tylko karty graficznej, lepiej przygotujcie swoje pamięci i procesor na niezłe temperatury, gdyż na ekranie dzieje się wiele. Docenić grafikę można choćby podczas zwykłej wędrówki z kompanem po dżungli w środku nocy. Każdy liść rzuca własny cień, światło latarki wygląda jak w rzeczywistości, a animacja naszego partnera wygląda wręcz powalająco. Podobnie jest z twarzami postaci, na których widać najmniejsze zmarszczki - pomyśleć, że jeszcze kilka tygodni temu ludzie w recenzjach podniecali się mimiką Alyx z Half Life 2... Jak wiadomo, akcja dzieje się na wyspach położonych mniej-więcej na równiku. Zwykle chodzimy po plażach i dżungli, naprawdę bardzo dopracowanych. Woda to poziom zupełnie inny od wszystkiego, co było poprzednio - nie jest to zwykła ciecz, ale prawdziwa woda z oceanu. Fale obmywają wybrzeże, tu i ówdzie kraby powoli chodzą po ciepłym piasku... Ułatwia to wczucie się w rolę bohatera - aż trudno uwierzyć jaką grafikę jeszcze miesiąc temu uważano za "fotorealistyczną".

Screenu z akcji nie mogło zabraknąć

Niestety, ma to swoje wady. Crysis potrafi zarżnąć każdy komputer. Wątpię, by obecnie jakakolwiek konfiguracja udźwignęła tę grę na "very high". Osobiście w praktycznie wszystko gram na najwyższych detalach, ciesząc się płynnością pozwalającą na dodatkowe nagrywanie gameplayu Frapsem. Zaś Crysis? Nowa gra Cryteka ledwo działa na medium. Z DX9 jest to jakieś 35, czasami 45fps. Włączając DX10 framerate spada do 30 klatek na sekundę. Co gorsza, obniżenie detali na low niewiele pomaga - ot, 45 fps. Zła to wiadomość dla posiadaczy gorszych sprzętów, które niestety następcy Far Cry'a nie udźwigną.

Samochodów też nie mogło zabraknąć

Ale zalety Crysis to nie tylko grafika, oj nie. Grywalność stoi na bardzo wysokim poziomie, demo wciągnęło mnie jak mało która gra - może nie jest to rewolucja, ale co z tego, skoro gra się po prostu przyjemnie? Dotychczas przeszedłem demo aż trzy razy, a ciągle mam zamiar zagrać jeszcze w grę. Na pewno wielką zaletą są moce bohatera - mimo iż wielu graczy nastawionych było do nich sceptycznie, uważając, że za bardzo przypominają Supermana, to muszę przyznać, że był to strzał w dziesiątkę. Gra dzieje się w niedalekiej przyszłości, a fabuła opowiedziana jest w przystępny sposób. Da się uwierzyć, że coś takiego może się zdarzyć za dziesięć lat. Bronie są współczesne, tak samo jak pojazdy i kostiumy przeciwników. Na początku tylko jedno wygląda nieco futurystycznie - ubiór bohaterów. Nasz oddział nosi prototypowe kostiumy od USA, które wspomagają umiejętności ludzi. Do wyboru mamy kilka "bonusów" - szybkość, tarczę, niewidzialność i siłę. Pierwsza moc uprzyjemnia podróże po dżungli - nasz bohater o wiele szybciej przedziera się przez krzaki i palmy. Poza tym da się to wykorzystać w walce, co jest chyba oczywiste. Tarcza po prostu osłania nas przed nabojami i jest to umiejętność wrzucona domyślnie. Niewidzialność zamienia bohatera w predatora. Krótko mówiąc - żaden z wrogów nas nie zobaczy. Aby nie było za łatwo, moc szybko rozładowuje baterie kostiumu, które na szczęście szybko regenerują się same. Poza tym, wraz z pierwszym wystrzelonym pociskiem, znów stajemy się widzialni. I ostatnia umiejętność, dzięki której będziemy rozwalać chatki gołymi pięściami, wskakiwać na dziesięciometrowe kamienie i rzucać przeciwnikami niczym małymi lalkami.

A teraz drukujemy screena i przylepiamy na pocztówkę

Muszę przyznać, że od dawna żadna gra mnie tak nie zadziwiła. Spodziewałem się tylko porządnego dema, nie wierzyłem, że otrzymam kandydata na grę roku. Teraz, gdy zaliczyłem demo kilka razy, zastanawiam się tylko nad jednym - kiedy premiera i ile kosztuje preorder? :)

"Mam złe przeczucia..."