"Nomad". Taką "ksywę" dali mi kumple na szkoleniu końcowym, po przejściu Fortu Bragg i innych ośrodków szkoleniowych. Podobno cechuję się przymiotami klasycznego wędrowca z jego wszystkimi zaletami i nieodłącznymi wadami. Dziwne, jako że nie ma udokumentowanej mojej rodowej łączności z beduinami, tuaregami czy też aborygenami. Wręcz przeciwnie. Mój Ojciec jest szanowanym profesorem na jednym z uznanych w świecie uniwersytetów, a Matka klasyczną amerykańską "mom". Moje rodzeństwo poszło w kierunku karier naukowych, tylko mnie to nudziło …. I mam teraz za swoje. Siedzę tyłkiem w wodzie, mocząc mój super-hiper-ultranowoczesny "mundurek" i wypatruję zagrożenia na brzegu wyspy, która stała się celem kolejnej misji. Desant wypadł fatalnie. Miało być łatwo, a teraz nie wiem, gdzie jest reszta ekipy. Powoli czołgam się w kierunku plaży, mając nadzieję, że w słuchawkach usłyszę głos naszego Dowódcy - Proroka. Cisza.

"Crysis". Dzieło fachowców ze studia deweloperskiego Crytek, na które czekały miliony graczy z całego świata, niezależnie od miejsca zamieszkania. Od lodowatego koła podbiegunowego, poprzez upalną Afrykę po australijski busz. Legenda towarzysząca poprzedniej produkcji tego zespołu - grze "Far Cry", przeznaczonej na poczciwe pecety - okazała się nad wyraz trwała, mimo upływającego czasu. Projekt, który miał służyć testowaniu nowych rozwiązań w produkcji kart graficznych, zaczął żyć własnym, samodzielnym życiem, zmieniając całkowicie wyobrażenie graczy o możliwościach drzemiących w oprawie graficznej gier komputerowych. "Far Cry" stał się kamieniem milowym w tej dziedzinie i w momencie ogłoszenia przez Cryteka rozpoczęcia prac nad "Crysisem" niewiadoma była tylko jedna kwestia. W jaki sposób zostanie pokonana tak wysoko zawieszona poprzeczka i czy jest to w ogóle możliwe. Na tym najlepszym póki co ze światów niewiele jest rzeczy niemożliwych (wśród tych nielicznych jest budowa autostrad w pewnym kraju nad Wisłą). Udowodnienie tezy o możliwościach wynikających z kwestii technicznych związanych z grafiką komputerową zakończyło się pełnym sukcesem programistów związanych z projektem "Crysis". Rodzi się tylko pytanie czy gra jako taka spełniła oczekiwania graczy i tu z odpowiedzią może być różnie z uwagi na wielość zagadnień podlegających ocenie. W czym rzecz? Dokonam autopsji pacjenta z rodu Crytek starając się zachować obiektywizm niezmiernie pożądany przy tej czynności.

Nie mam na imię Zdzichu, a kim Ty jesteś?

Spotkanie z "Crysisem" jest, co tu dużo mówić, mocno stresujące i to przynajmniej z dwóch powodów. Pierwszy to cena gry, ustanowiona przez wydawcę - Electronic Arts Polska na poziomie, który można uznać za zaporowy dla przeciętnego gracza. Kwota 139,00 złotych jest moim zdaniem mocno zawyżona i średnio bawią mnie opowieści o relacjach cenowych pomiędzy naszą krajową daniną, by nie nazwać jej haraczem, a cenami obowiązującymi w krajach "starej Unii". Śmiem twierdzić, wybiegając nieco w przyszłość, że szara rzeczywistość zmusi handlowców do urealnienia ceny w związku z siłą nabywczą potencjalnych nabywców, jak i też posiadanym przez nich sprzętem.

A gdzie jest ptactwo wodne? Kaczki na ten przykład…

Kwestia druga jest równie istotna i co ważniejsze, znacznie ograniczająca POTENCJALNY krąg odbiorców dzieła deweloperów z "Cryteka". Wymagania sprzętowe. Nie ma co ukrywać przykrej prawdy dla posiadaczy nieco słabszych komputerów, które niekoniecznie muszą być wiekowo zaawansowane. "Crysis" wymaga prawdziwego kombajnu, a nie przeciętnego komputera, który gości w większości domów rodzimych graczy. Spójrz Czytelniku do zamieszczonej metryczki i już wszystko wiesz. Przyjemność pogrania w tego FPS-a do tanich nie należy. Dodam od siebie, że właśnie ukazanie się "Crysisa" spowodowało kolejny uppgrade mojego sprzętu, przy czym, jak twierdzi moja Żona, termin "modernizacja" w wykonaniu niżej podpisanego to czyste nadużycie, gdyż, że "starego" (miał rok i AMD Athlona 3800+, GF 7600 GT Pine'a i 2 GB RAM) do "nowego" został przeniesiony tylko zasilacz 500 W Chiefteca. Nowy zestaw został zbudowany na płycie głównej Gigabyte'a z procesorem dwurdzeniowym AMD Athlon 6000+, wyposażony w pamięć 4 GB RAM i grafikę GF 8800 GTS 640 MB "Superclocked" produkcji EVGA oraz we wspomniany zasilacz. O kosztach nie będę wspominał, gdyż jest to temat lekko drażniący. Sprzęt ten pozwolił mi na bezstresowe pogrywanie w "Crysisa" przy zastosowaniu maksymalnych ustawień gry (dla Windowsa XP), dzięki czemu mogłem ujrzeć w całej krasie bogactwo tej gry i nie tylko. Wspomnę jeszcze tylko dla porządku, że przygotowując się do napisania niniejszego tekstu w całości zaliczyłem kampanię dla pojedynczego gracza na poziomie "Normal" i zrezygnowałem z rozgrywki w trybie wieloosobowym z uwagi na chroniczny brak czasu, który mógłbym na nią przeznaczyć, chcąc rzeczowo na ten temat pisać. Pora na przejście do konkretów. Co oferuje nasz pacjent?

Nie tylko Arnold może robić za Predatora! Ja także!

Fabuła gry należy moim zdaniem do najsłabszych jej elementów, choć i tu pojawiają się blaski i cienie. Historia zaczyna się w roku 2020. Rozpoczynając rozgrywkę wcielamy się w rolę członka elitarnego zespołu uderzeniowego US Army. "Nasz człowiek" obdarzony został swojsko brzmiącą ksywkę "Nomad". Wyjątkowość tej ekipy oprócz niewątpliwych umiejętności bierze się stąd, że wszyscy jej członkowie wyposażeni są w ultranowoczesny nanokombinezon, który wydatnie zwiększa możliwości działania. Wolą projektantów tej części rynsztunku bojowego został on skonstruowany z myślą o wykorzystaniu nieszablonowych opcji działania i wzbogacony między innymi w tryby zwiększające siłę i możliwości fizyczne osoby weń odzianej, jak chociażby wysokość skoku, czy też wspomnianą wcześniej siłę fizyczną rąk, pozwalającą na wykonywanie czynności niedostępnych zwykłemu śmiertelnikowi, jak wyważenie chociażby zakleszczonych metalowych drzwi.

On mnie nie widzi, ale ja widzę świetnie! Żegnaj gapciu!

Inny tryb użycia kombinezonu pozwala przejść w pełne maskowanie, który na własny użytek nazwałem "trybem Predatora", mając w pamięci słynny niegdyś film z Arnoldem S. Trybów tych jest kilka i każdy z nich jest niezmiernie użyteczny w rozgrywce. Ciekawostką jest fakt, że wykorzystanie danego trybu nie trwa w nieskończoność, lecz jest uwarunkowane wydatkowaną energią. Na jakich zasadach i skąd pobierana jest owa energia niezbędna do działania nanokombinezonu Twórcy gry zamilkli niczym egipski sfinks. To nie jedyny, niestety brak konsekwencji w budowaniu warstwy treściowej gry. Nie wymagam, aby gra FPS była dziełem literackim na miarę "Komedii Ludzkiej" H. Balzacka, ale minimum realizmu sytuacyjnego przy niemal fotorealistycznej grafice na pewno by nie zaszkodziło. Zaniechanie czy pośpiech przy tworzeniu gry? Dość powiedzieć, że korzystając z trybu "Predatora" w trakcie czołgania się na własnym brzuchu dalej zajdziemy, niż porównywalny dystans pokonamy w biegu. Działanie tego odzieżowego gadżetu wymusza myślenie w kategoriach taktycznych. Gdzie dojdę, doczołgam się czy też dobiegnę, nim tryb zakończy działanie. Niewłaściwe zastosowanie kończy się ujawnieniem w pełnej krasie przeciwnikom i wystawieniem na grad ołowiu. Idealne jest zastosowanie tegoż trybu w trakcie odwrotu i mylenie pogoni.

Zaczyna łysieć kumpel z Korei, może to kandydat na zakonnika?

Do atrakcji związanych z nanokobinezonem dochodzą bardzo sensownie skonstruowane możliwości modyfikacji posiadanej broni, poprzez dołączenie kilku rodzajów nasadek, w tym także granatnika, czy też różnych rodzajów celownika od przeziernego, poprzez szturmowy na snajperskim kończąc. Skoro już wspomniałem o uzbrojeniu uwag kilka. Dobrze się stało, że Autorzy przewidzieli możliwość odrzucenia niepotrzebnego żelastwa na rzecz broni, do której jest dostęp na polu walki, a co ważniejsze, do amunicji jej niezbędnej. Bardzo szybko pozbyłem się wyposażenia "made in USA" na rzecz koreańskiej wersji "kałasznikowa" z modyfikacjami, dodatkowo taszcząc zdobycznego, snajperskiego Dragunowa. Ten zestaw pozwolił mi na przetrwanie i uniknięcie niepotrzebnych stresów związanych z szukaniem "pestek" do nich na pobojowiskach.

Przestroga dla naiwnych! Tryb

Z uzbrojeniem występującym w grze wiąże się ciekawe spostrzeżenie. Wspomniałem, że akcja gry została osadzona w roku 2020. Mimo tego horyzontu czasowego spotkamy na swojej drodze karabiny A. Kałasznikowa, snajperki Dragunowa czy też, co najbardziej mnie ucieszyło, śmigłowce szturmowe Mi-24 "Hind"(jestem ich fanem "od zawsze"). Technika wojskowa rodem z Rosji wiecznie żywa? Najwidoczniej. O ręcznych wyrzutniach rakiet i innych drobiazgach nie wspominam, zetkniesz się z nimi sam, Czytelniku, w trakcie rozgrywki, co nie zmienia faktu, że przy futurystycznym nanokombinezonie jawią się one niczym wspomnienie z przeszłości.

Już nie polata, a taki fajny z niego był helikopterek

W trakcie rozgrywki przyjdzie Ci także Szanowny Kolego dodatkowo stać się użytkownikiem czołgu dziwnie przypominającego, T-72, baterii przeciwlotniczej czy też polatać samolotem pionowego startu VTOL (ta ostatnia możliwość może doprowadzić do furii z uwagi na żałosną nieudolność w zaprojektowaniu tego elementu gry przez Autorów z "Cryteka"! Łatwiej krowę przy żłobie w stodole zaparkować, niż latać tym wynalazkiem. Zupełnie bez sensu). Do opisanych możliwości dochodzi jeszcze sytuacyjne korzystanie z gniazd karabinów maszynowych, a ich właściwe wykorzystanie sporo krwi upuści przeciwnikom (ludzi z "naszej" ekipy odstrzelić się nie da w ramach pomyłki, co też uważam za spory błąd)…. Wracajmy do fabuły ….

Noktowizor to niezwykle przydatne narzędzie…

Znajomość z naszym growym wcieleniem zawieramy na pokładzie transportowego C-130 Hercules, gdzie bierzemy udział w krótkiej odprawie bojowej prowadzonej przez Szefa Grupy - Proroka, po czym skok ze spadochronem i …. I nie będzie w tym tekście opowiadanka opisującego przejście gry! Nie chcę niszczyć frajdy tym wszystkim, którzy mimo przeciwności losu (patrz wyżej) zdecydują się na zakup i grę w "Crysisa". Godzi się wspomnieć, że w czasie tejże odprawy Dowódca Grupy Uderzeniowej bardzo oszczędnie gospodarował prawdą, co niebawem się okaże. Misja mająca na celu zabezpieczenie bytu naukowców z jednej z agend rządowych USA na nieznanej tropikalnej wyspie to preludium do wydarzeń, które staną się naszym udziałem. Okaże się bowiem, że wyspę tą zaludnią ubrani głównie w wojskowe mundury emisariusze "złej, komunistycznej Korei", a cała sprawa ma drugie dno. Pochodzące NIE Z TEJ ZIEMI. Dosłownie! I tu mam pretensje do Autorów gry. Do momentu wprowadzenia czynników rodem z fantastyki naukowej fabuła gry była niezła. Spójna i sensowna. W momencie pojawienia się "Obcych" i ich emanacji w postaci latających monstrów momentami zaczęła ocierać się o żenującą popłuczynę iluś tam gier na ten temat.

Końcówka gry polegająca na zniszczeniu statku "Obcych", zaparkowanego niemal na pokładzie lotniskowca i nasze zabiegi w celu jego likwidacji (strzał z działka TKT w "podbrzusze") zaliczam do słabizn totalnych. Żenada to najbardziej parlamentarne słowo, które przychodzi mi na myśl. Zastanawia mnie, jak można zrobić grę w 85% sensowną, aby w końcówce pogrzebać ją niczym pijany grabarz?! Biorąc pod uwagę linię fabularną "Crysisa" trudno uznać ją za udaną. Ten aspekt gry pognębił ją w moich oczach, trudno bowiem zakładać, że każdy gracz skupi się na "wodotryskach graficznych". Jest jeszcze coś, co nazywa się treścią i nieźle by było, aby logika w niej miała pierwszeństwo nad doznaniami estetycznymi. Dziwi mnie także fakt, że idąc śladem "Far Cry-a" Autorzy powrócili na egzotyczną, pełną bujnej roślinności wyspę. Wymóg niezbędny dla prezentacji możliwości graficznych? Na to wygląda ….

Kolejny Mi -24. Mnożą się, czy mnie w oczach się troi?

Niejako przy okazji wspomnieć należy o jeszcze jednej kwestii, a mianowicie czasie rozgrywki. Różni recenzenci opisują, że czas ów do najdłuższych nie należy w trybie rozgrywki jednoosobowej. Owszem, pod warunkiem, że gra się na najłatwiejszym z poziomów, prąc do przodu, nierzadko z wykorzystaniem wszelkich kodów. Otóż oświadczam, że w trakcie gry na poziomie "Normal" nie udało mi się danej misji zamknąć przed upływem średnio 3 godzin 30 minut. Dlaczego? Znakomitą większość misji rozgrywamy w samotności bez wsparcia partnerów występujących w grze. Ja zastosowałem technikę "skradanki" rodem ze Splinter Cella, że o innych tytułach nie wspomnę. Powolna eksploracja terenu, wybranie stanowiska prowadzenia ostrzału i "czyszczenie" przedpola z "siły żywej" przeciwnika. Ataki typu "kamikadze" między bajki włóżcie - nie pożyjecie dalej, niż do kolejnego wczytania gry. I takie są realia oferowane przez "Crysis", innych po prostu nie ma. Atak na "złamanie karku" świetnie wygląda tylko na filmikach promocyjnych. Kiepskie świadectwo rzetelności tym Autorom wystawia "kryzysowa rzeczywistość". O poziomie najwyższym, czyli "Delcie", nawet nie wspominam, bo i po co? Zainteresowani i tak tego nie są w stanie zrozumieć. W wypadku protestów na powyższe stwierdzenie proszę o przedstawienie stanów zapisu gry ("save'y") przez zainteresowanych, a dotkniętych moją opinią. Od tego momentu chętnie podejmę dyskusję. Rzetelność to klucz, którego nie powinno chować się pod starą wycieraczką.

Strzał z działa czołgowego rodem z Łabęd k/Gliwic załatwia prawie wszystko. Prawie…

Oprawa graficzna. Za cały komentarz właściwie wystarczyłoby jedno słowo - REWELACJA! W przeciwieństwie do fabuły tu ukazało się mistrzostwo ekipy "Cryteka". Trudno to będzie opisać, gdyż jej poziom wykracza daleko poza granice dzisiaj istniejące. Środowisko gry, w tym lokacje, nie zostały w żaden sposób ograniczone. "Niewidzialne" ściany po prostu nie występują, dzięki czemu możemy się znaleźć w każdym wcześniej wybranym miejscu. Pełna dowolność. Fauna i flora wyspy, oraz jej ukształtowanie geologiczne zostały odtworzone z niesłychaną wręcz pieczołowitością. Związana z tym fizyka środowiska występuje na poziomie do tej pory nie stosowanym. Wystarczy przeczołgać się po łące pełnej paproci i zaobserwować, w jaki sposób pod naporem naszego ciała odgarniane są na bok liście roślin. Toż to poezja! Miód dla oczu! Ruch wiatru, zmienność fali, blask słońca czy księżyca zależnie od pory doby nie ma sobie równych. Mało tego! W czasie, gdy korzystamy z nanokombinezonu w trybie niewidzialności, rzucamy cień! Ten element idealnie służy także dekonspiracji naszych działań. Wszystko zależy od tego, gdzie zastosowaliśmy ten tryb. Chcąc przeciwdziałać negatywnym skutkom wykrycia należy ZAWSZE pamiętać o poruszaniu się w tym trybie po stronie rzucanego cienia. Takich smaczków rozgrywki jest naprawdę wiele i przynosi to kolejne słowa mojego Uznania, za dokonany wkład pracy w stworzenie takiej wirtualnej rzeczywistości. To nie jest komplement dla Autorów "Crysisa" lecz suche stwierdzenie faktu.

Walka trwa w najlepsze, to ja boczkiem, boczkiem…

Interaktywność otoczenia stoi na poziomie niewyobrażalnym, pozwalając wykorzystać dynamicznie każdy dostępny przedmiot. Widok stanu baraku zbudowanego z blach falistych po rzuconym granacie wystarcza za cały komentarz. Technologia grafiki komputerowej wkroczyła na nowe pola i to jest fakt niezaprzeczalny. Nie obyło się i w tym wypadku bez błędów. Przed oczyma mam sytuację, jak w jednej z wiosek wyrzutnią rakietową zaatakowałem wrogi czołg. Mierzyłem celownikiem pod wieżę czołgu i pocisk trafił w momencie oddawania przez niego kolejnego strzału. Czołg uniósł się w powietrze wykonując "spacer" po dachach wioskowych domostw i w każdej z tych nienaturalnych pozycji raził mnie skutecznym ogniem. W pewnym momencie wykonał pełnego "kankana", po czym wpadł do doliny dalej tam tańcząc i skutecznie strzelając. Niezła jazda! Dosłownie i w przenośni. Podobnych błędów spotkałem kilka w trakcie gry, co nie zmienia mojej oceny, że grafika "Crysisa" jest na poziomie, który określiłbym jako nowatorski. Wystarczy naszego "Nomada" zanurzyć w pierwszym lepszym zbiorniku wodnym, aby zobaczyć, jak wygląda woda wedle "Cryteka", pęcherze wydychanego powietrza i interaktywne, pełne roślinności wodnej dno.

Nie ma to, jak dobrać właściwy kamuflaż…

Nie sposób nie wspomnieć o animacji postaci. To kolejny laur dla ekipy "Cryteka". Technologia "motion capture" znalazła nowy wyraz w rękach ekipy wspomnianego wielokrotnie studia deweloperskiego. Postacie poruszają się w sposób jak najbardziej naturalny, a o mimice twarzy bohaterów gry można by spokojnie książkę napisać. A jeszcze lepiej - zobaczyć na własne oczy. Ruch ust idealnie zsynchronizowany z dźwiękiem, wyraz oczu obrazujący emocje, czy można chcieć czegoś więcej? Pewnie tak, ale przykładając miarę zaprezentowaną przez Autorów "Crysisa" jak mógłby wyglądać i jest to pytanie hipotetyczne "Oblivion" czy chociażby "Wiedźmin"? Lepiej nie pytać ….

Terminator? Trochę za bardzo cherlawy…

Z takich doznań składa się cały crytekowski "Crysis". Pod warunkiem, że dysponujemy sprzętem pozwalającym zobaczyć te wszystkie cuda. Studio "Crytek" podtrzymało w pięknym stylu tradycję zapoczątkowaną grą "Far Cry" i za to moje słowa niekłamanego Uznania.

Oprawa dźwiękowa "Crysisa" jest w pełni, jak to się modnie mówi kompatybilna z grafiką i wystawia doskonałe świadectwo Autorom gry. Każdy szelest, odgłos dżungli, krzyk ptaków, tupot zbliżających się kroków, dźwięk silników nadlatującego śmigłowca szturmowego, huk eksplozji i wystrzałów karabinowych został opracowany z doskonała wiernością. Można się o tym przekonać wsiadając do pojazdu terenowego i jeśli czas pozwoli posłuchać barwy dźwięku pracującego pod jego maską silnika dieslowskiego. To klasa sama w sobie i na tym stwierdzeniu poprzestanę. Po prostu - uwag krytycznych brak.

Jestem Yoghezmatir! Kumasz? Nie? No to muszę Ci dokopać!

Czym jest "Crysis"? Doskonałą ilustracją możliwości drzemiących grafice komputerowej, szczególnie tej, która wykorzystywana jest do tworzenia gier. Studio "Crytek" niemal doskonale wypełniło swoją misję, tworząc produkt przedłużający linię jego dokonań. Podobnie jak przy "Far Cry-u", poprzednim projekcie tegoż studia, także i teraz udało się pokonać nowe granice w tej dziedzinie.

Latanie VTOL-em tylko dla orłów (niskopiennych)

Na przeszkodzie do osiągnięcia pełnego sukcesu stanęło kilka czynników, ale ja jako pierwszoplanowy wymienię słabość linii fabularnej. Pora najwyższa, aby "Crytek" zatrudnił scenarzystów z krwi i kości, którzy możliwości techniczne ubiorą w sensowną treść, gdyż bez spełnienia tego wymogu w przyszłości może być naprawdę ciężko w osiągnięciu sukcesu pisanego z wielkiego "S".

Spadaj na drzewko Braciszku! Bułka z masłem, zrobię sobie z pajęczaka hot - doga!

Rodzi się pytanie - czy warto wydać niemal 140 złotych na zakup tej gry? Odpowiadam - warto. Pod warunkiem, że jest się w posiadaniu komputera, który udźwignie wymagania tego programu. W momencie spełnienia tych warunków mogę obiecać jedno - doskonałą zabawę i czas liczony w dziesiątkach godzin spędzonych przed monitorem.

Nie mieścił się w bułce … Może jako nadzienie do hamburgera?!

Serdecznie Pozdrawiam Czytelników z Najlepszymi Życzeniami biegnącymi z głębi mojego Serca! Wszystkiego Najlepszego w Nowym - 2008 roku! Super sprzętu i wielu świetnych gier, czego Wam i sobie Życzę!