1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka

Crisis Core: Final Fantasy VII (PSP)

Moda na Final Fantasy VII powinna się kończyć, ale przeżywa swoisty renesans. Niedawno Advent Children, a plotki mówią o przyszłym remake wielkiej siódemki na Playstation 3, teraz zaś na przenośne Playstation pojawia się Crisis Core. I, mówiąc szczerze, możemy zapomnieć o wszystkim innym - prawdziwą trylogię tworzą Crisis Core, FFVII i AC.

Historia na pierwszy rzut oka prezentuje się tak sztampowo, jak tylko się da. Mamy głównego bohatera, nieudacznika życiowego, który dziwnym trafem potrafi niezwykle dobrze walczyć. Nie wyobrażam sobie, jak można potykając się o własne nogi i rzucać sztuczno-śmiesznymi tekstami tak dobrze władać mieczem? Ano właśnie, mimo tego, iż zdecydowana większość przeciwników i pomocników posługuje się broniami palnymi, elita nadal walczy mieczami. Wielkości swojego ciała, tak jest najbardziej cool.

Crisis Core: Final Fantasy VII

Zapomniałem jednak o podstawowej sprawie - to jest gra powiązana z Final Fantasy VII. Stąd też po godzince gry poznałem piękno Crisis Core. Fabuła jest prosta i przystępna - aby każdy głupek mógł się nacieszyć, że zrozumiał choć troszkę. No i bajki o herosach lubią nastolatki, a to powoduje wzrost sprzedaży gry. To z kolei daje producentom więcej $$$. Nieważne, zostawmy moją logikę na później, skupmy się na fabule - mimo iż na pozór jest mało skomplikowana, w praktyce okazuje się być piękną opowieścią o honorze i odwadze. Nie zrozumcie mnie źle, nie ironizuję tu ani troszkę, historia naprawdę jest dobra i można się z niej czegoś nauczyć. Nie ma co streszczać i psuć zabawy innym, to trzeba zobaczyć samemu. Główny bohater, początkowo niedorosły, pod koniec pokaże swojemu mistrzowi, uczniowi dowódcy i przeciwnikom, że to on jest tu najbardziej dojrzały. Nie obejdzie się bez walki na gołe klaty, która choć dobra, jest nieco niesatysfakcjonująca - ostatni przeciwnik nie sprawa wielkiej trudności, podobnie spora część oponentów w połowie gry. Zakończenie zaś doprowadzi niejedną osobę do łez.

Crisis Core: Final Fantasy VII

Ci, którzy nie posiadają PSP, pewnie zastanawiają się - "ale o co w tym wszystkim chodzi?". Odpowiedź jest banalnie prosta, Crisis Core to RPG ze sporym dodatkiem akcji. Powinno wam to starczyć za wyjaśnienie, bardziej ciekawi mogą dokończyć czytać ten nudny akapit. Walczymy podobnie jak w takim Devil May Cry - może porównanie to ciut na wyrost, ale porządnie oddaje sens rozgrywki. Nie ma żadnych tur, walk w grupach czy powolnych zabaw dla nudziarzy - tu jest tylko walka, walka i jeszcze raz walka! Biegamy po niewielkim polu bitwy okładając przeciwników swoim gigantycznym mieczem (który później zmieni się na jeszcze większy, ale ten temat już zostawię) i używając specjalnych umiejętności. Co do tych ostatnich - mimo iż przez pierwsze godziny sprawiają wrażenie bardzo przydatnych, potem używamy w kółko Cure, resztę zostawiając "na inną okazję", bo najmocniejszy atak i tak jest za mocny na standardowych wrogów, zaś na bossa nie działa. Konfrontacje ogólnie są dość ciekawe, mimo że nie ma żadnych kombosów - atakujemy przyciskając w kółko jeden klawisz, na szczęście nie opłaca się walić go bez przerwy, wciśniecie w odpowiednim momencie daje sporą korzyść w postaci silniejszego ataku.

Nie zapominajmy o tym, że PSP jest konsolką przenośną i gry skomplikowane średnio się tu sprawdzają - mimo iż Vice City Stories jest genialne, w życiu go nie przeszedłem. Misje są po prostu za długie, by zająć się nimi na przerwie w szkole czy w autobusie. Z drugiej strony, w domu wolę odpalić Xboksa 360 niż siedzieć przy małym ekraniku. Twórcy Crisis Core znaleźli rozwiązanie i na to! Rozgrywka dzieli się na dwa typy - są misje "prawdziwe" - czyli fabuła, kilkugodzinne zadanie i tym podobne. Poza tym, przy savepointach mamy dostęp do zadań mniej skomplikowanych, w sam raz na małą zabawę w autobusie czy szkole. Aby przejść grę, musimy robić oba - te wielkie i skomplikowane często wymagają wysokiego poziomu naszej postaci, zaś te króciutkie nie popychają fabuły do przodu. Moim zdaniem to genialne rozwiązanie i chętnie spotkałbym je w wielu innych RPG. Widziałem już coś podobnego w Disgaea, ale tam usunięto całą fabularną część - zabawa zaczyna się dopiero przy Crisis Core.

Crisis Core: Final Fantasy VII

W internecie czytałem, że muzyka stoi na wysokim poziomie. Niestety, najwyraźniej autor tego tekstu grał w jakąś inną wersję gry, gdyż ja piękny utwór zauważyłem raz. Nie był on nagrany przez autora soundtracku, tylko na specjalną okazję przez jakąś utalentowaną orkiestrę. Panowie, następnym razem nagrajcie więcej niż jeden utwór poświęcony walkom, dobrze? Brzmi on całkiem przyzwoicie, ale gdy słyszymy go bez przerwy, po dwudziestu godzinach gry banan znika z twarzy.

Nie mogę powiedzieć złego słowa o grafice. Jak na Playstation Portable jest bardzo ładnie. Tekstury nie są rozmyte w ohydny sposób znany z innych gier akcji, a podczas filmików i przybliżeń na twarz postaci nie muszę skupiać całego wzroku na napisach, jak się to zwykle - tym razem nie zwymiotuję na widok facjaty w dwóch wymiarach, z płaskim nosem, włosami w postaci sprite'u i... Dobra, dość. Ujmując to w kilku słowach - Crisis Core nie jest brzydkie, wręcz odwrotnie. Pomiędzy niektórymi misjami możemy obejrzeć także cutscenki stworzone przez tę samą ekipę, która zrobiła Advent Children. I powiem szczerze - mniej więcej w jednej trzeciej gry jest tak mocna scenka, że odłożyłem konsolkę na półkę, oglądałem ten filmik raz po razie na Youtube... Tak efektownej sceny walki nie widziałem w całym życiu - mówię całkowicie szczerze.

Crisis Core: Final Fantasy VII

Tym samym przechodzimy do końca moich narzekań na grę. Przesłanie powinno być oczywiste - stworzono właśnie najlepszą grę na Playstation Portable, której dorównuje może tylko Metal Gear Solid Portable Ops. Jeśli masz PSP - wiesz co robić. Jeśli nie masz, zobacz jeszcze raz trailer Crisis Core i kup specjalnie dla tego arcydzieła konsolkę. Opłaca się.