1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka

Champions League 2006/07 - publicystyka

Cóż, nie ma co się oszukiwać. Ta edycja Ligi Mistrzów raczej nie będzie w żaden sposób wyjątkowa, nie ma co spodziewać się dominacji którejś z drużyn, europejskiego outsidera w finale czy wielkiego rozczarowania fanów któregoś z teamów regularnie walczącego o to najważniejsze klubowe trofeum.

Futbol jest jednak nieprzewidywalny. Któż z nas spodziewał się zwycięstwa Manchesteru United 2:1 w Lidze Mistrzów '99, kiedy jeszcze do 90. minuty angielska drużyna przegrywała z Bayernem Monachium 0:1? Kto spodziewał się, iż Liverpool w 2005 r. wyjdzie na remis z wyniku 0:3 i po karnych pokona AC Milan? Kto zakładał, że w poprzednim sezonie Manchester zajmie ostatnie miejsce w swojej grupie?

Pobawię się teraz we wróżkę i na podstawie obecnej formy drużyn biorących udział w rozgrywkach grupowych tegorocznej Champions League oraz ich wyników (a także paru innych czynników) spróbuję określić ich szanse w walce o puchar. Znając życie, pewnie niewiele z moich dywagacji będzie miało cokolwiek wspólnego z rzeczywistością, ale to jest już urok piłki nożnej i urok Ligi Mistrzów, bo kiedy o być lub nie być decyduje 90 minut kopania skórzanego balona, tak naprawdę wszystko może się zdarzyć. I w tym momencie chciałbym bardzo ciepło pozdrowić Leo Beenhakkera. :P

***

Mamy za sobą już kilka kolejek ligowych, mecze pucharowe oraz cztery rozegrane spotkania w ramach LM. Przed nami jeszcze dwie kolejki fazy grupowej, a następnie faza pucharowa, gdzie już nie będzie kalkulacji i możliwości odrobienia porażki w następnych spotkaniach. Kto najlepiej poradzi sobie z ciężką serią trudnych spotkań? Na odpowiedź należy jeszcze trochę poczekać, bo do finału zostało sporo czasu. I tyle samo, jeśli nie więcej, emocji przed każdym miłośnikiem piłki nożnej.

GRUPA A.

Didier Drogba pogrąża swoją bramką Barcelonę/p
p

Grupa ta jest uważana za najsilniejszą z racji tego, iż trafiły do niej dwie drużyny, które można nazwać faworytami tegorocznych rozgrywek LM. Mowa o Chelsea Londyn i FC Barcelonie (triumfatorze poprzedniej edycji). Ponadto, punkty gigantom odebrać mogą Werder Brema oraz Lewski Sofia. Drużyna z Bułgarii, jeden z typowych outsiderów tegorocznej LM, już definitywnie odpadła nie tylko z wyścigu o dwa pierwsze, premiowane awansem miejsca w tabeli, ale również o nagradzaną udziałem w Pucharze UEFA trzecią lokatę. Bułgarzy zdobyli na razie tylko jedną bramkę, nie wychodzili zwycięsko ze spotkania żadnym z grupowych rywali, a przed sobą mają jeszcze pojedynki z Chelsea oraz Barceloną. Dla piłkarzy Lewskiego już sam udział w fazie grupowej (po raz pierwszy w historii bułgarskiego futbolu) jest zapewne sukcesem, choć po osiągnięciu ćwierćfinału Pucharu UEFA w zeszłym sezonie bułgarscy kibice mieli nadzieję chociaż na jakieś pojedyncze miłe niespodzianki. W tym roku się nie udało i do zagrożenia najlepszym jeszcze przed Lewskim długa droga. (A ile byśmy dali, by polska drużyna mogła dostawać baty od Chelsea w fazie grupowej LM...) ;) Werder Brema z kolei jest już ekipą, która może stanowić realne zagrożenie dla dwójki faworytów, co pokazał szczęśliwie zremisowany przez Barcelonę 1:1 mecz z 2. kolejki rozgrywek grupowych. Werder gra nowoczesną, ofensywną i szybką piłkę, a jej motorem napędowym jest utalentowany Brazylijczyk Diego. Jedenastka z Bremy uznawana jest obecnie najsilniejszą drużynę w Niemczech (potwierdziła to m.in. detronizując Bayern Monachium w tabeli Bundesligi). Póki co w tabeli grupy A Niemcy zajmują drugie miejsce, jednak czekają ich - analogicznie do sytuacji Lewskiego - jeszcze dwa mecze, oba z teoretycznie najsilniejszymi teamami tej grupy: pewną awansu Chelsea (ale czy Londyńczycy sobie odpuszczą to spotkanie?) oraz pojedynek o wszystko z obrońcą pucharu, FC Barceloną. Wydaje mi się, że Bremeńczycy powalczą raczej o Puchar UEFA (wtedy będą faworytami tych rozgrywek), jednak prawdę powiedziawszy, stać ich na sprawienie niespodzianki. No i FC Barcelona. To drużyna, którą po świetnym poprzednim sezonie oraz - jak się wydawało - przemyślanych transferach kreowano na bezsprzecznego faworyta tegorocznej LM, rozgrywek Primiera Division oraz jedenastkę mogącą zdobyć w jednym sezonie wszystkie możliwe do zdobycia trofea. Jednak już na otwarcie rundy, w meczu o Superpuchar Europy, Katalończycy w fatalnym stylu zostali pogrążeni przez Sevillę. Potem Barcelona ustabilizowała formę, aż kontuzji nabawił się Samuel Eto'o. Gwiazdy drużyny okazały się najzupełniej przereklamowane, transfery okrzyknięto niewypałami, Frank Rijkaard dokonywał niezrozumiałych wyborów przy wyborze pierwszej jedenastki (Eidur Gudjohnsen grał i rozczarowywał, a znajdujący się w dobrej formie Javier Saviola siedział na ławce), a Ronaldinho... kto to w ogóle jest Ronaldinho? :P Po bardzo niekorzystnym bilansie dwumeczu z Chelsea (przegrana oraz remis), kompromitującej porażce z Realem Madryt w La Liga oraz ogólnym obniżeniu lotów w hiszpańskiej ekstraklasie, Katalończycy mają wiele do udowodnienia kibicom oraz całemu piłkarskiemu światu. Ale czy wobec kiepskiej formy swoich liderów, Barcelona ma szansę na końcowy triumf? Bo wyjście z grupy jest raczej pewne, zważywszy, iż spotkanie z Lewskim będzie pewnie spacerkiem, a mecz z Werderem rozegrany zostanie na Camp Nou i mistrzowie Hiszpanie prędzej popełnia zbiorowe harakiri, niż zlekceważą ten pojedynek. Z kolei Chelsea Londyn, pewniak do wyjścia z tej grupy, jest też powszechnie uznawany za faworyta całych rozgrywek. Jose Mourinho prowadzi drużynę złożoną niemal w całości z gwiazd europejskiego i światowego formatu, z której można by zbudować dwie jedenastki mogące rywalizować ze sobą w finale. The Blues prócz umiejętności mają jeszcze masę szczęścia i nie raz zdarzało im się zdobywać bramki w ostatnich minutach meczu, dzięki niesamowitemu Didierowi Drogbie, który w razie niepowodzenia potrafi pięknie szturmować na bramkę rywali i z godnym podziwu refleksem przewrócić się w odpowiednim momencie. ;) Jednak również i w tym - zdawałoby się, że niezniszczalnym - kolektywie może zdarzyć się awaria. Chelsea straciła na długi czas jednego z najlepszych bramkarzy świata - Petra Cecha, straciła również pierwsze miejsce w najsilniejszej lidze piłkarskiej w europie - angielskiej Premier League (na rzecz Manchesteru United, po przegranej z Tottenhamem 1:2 w derbowym pojedynku). Mimo to, pewnym jest, że londyńczycy dotrą co najmniej do półfinału Champions League, mają również największe szanse na ostateczne zwycięstwo (czego brakuje w kolekcji Romana Abramowicza i Mourinho).

GRUPA B.

Kto będzie górą - Inter czy Bayern?

Ton tej grupie pewnie nadawać będą dwie uznane marki - Bayern Monachium oraz Inter Mediolan. Trzecią siłą stanie się zapewne Sporting Lizbona, a szanse na odebranie paru punktów faworytom ma Spartak Moskwa - jedna z niewielu drużyn, w której Polak odgrywa bardzo ważną rolę. Jednak Wojciech Kowalewski nie ma co liczyć na dłuższy flirt z Ligą Mistrzów, bo Spartak nie ma szans na wyjście z grupy. Dotychczas zdobył jeden punkt (remis ze Sportingiem), a przed nim jeszcze m.in. mecz z Bayernem Monachium. Warto jeszcze przypomnieć, że Spartak w swojej historii prócz dobrych występów w PZP i PUEFA ma również zapisany udział w półfinale ówczesnego Pucharu Europy Mistrzów Krajowych, czyli właśnie protoplasty Champions League (1991). Póki co Rosjanie mogą jedynie wspominać z rozrzewnieniem dawne lata. Sporting Lizbona nigdy większych sukcesów w Lidze Mistrzów nie miał, natomiast w przeciwieństwie do Spartaka, wciąż ma szansę na wyjście z grupy. Wszystko rozstrzygnie się w meczu z Interem, jaki w najbliższym czasie czeka Portugalczyków. Wydaje się jednak, że ich szanse są czysto teoretyczne, a Inter nie da sobie wydrzeć awansu. Jednak Sporting już raz pokonał Inter, 1:0, z kolei w następnym meczu zremisował ze słabym Spartakiem 1:1. Zapewne skończy się na Pucharze UEFA i 3. miejscu w grupie. Z kolei Inter Mediolan to najbardziej chimeryczna drużyna tej Ligi Mistrzów. Potrafi przegrać mecz ze słabym rywalem, by potem pokonać jedenastkę dużo silniejszą. Wciąż nie spełnia oczekiwań kibiców, którzy po głośnych transferach (Crespo, Vieira, Grosso, Materazzi, Ibrahimović) spodziewali się lepszej formy swoich ulubieńców. Póki co, mediolańczycy znajdują się w lepszej dyspozycji, niż na początku rozgrywek grupowych (porażka z Bayernem 0:2 w fatalnym stylu, w drugiej kolejce) i mimo że po dwóch pierwszych meczach zdołali zgromadzić zaledwie 1 punkt, do końca liczyć się będą w walce o awans (i mają bardzo duże szanse ów awans wywalczyć). Gdyby ta drużyna grała na miarę swoich możliwości, należałaby do faworytów LM. Bayern Monachium już pewny jest gry w następnej rundzie, natomiast Bawarczycy powinni zacząć się martwić co dalej, bo w przeciwieństwie do Interu, forma Niemców w ostatnim czasie zdecydowanie spadła. Wyraźnie odczuwalny jest brak kontuzjowanego Owena Hargreavesa, nadającego wcześniej styl gry monachijczyków. W kratkę wciąż gra sprowadzony latem Lukas Podolski, a zakupiony by wzmocnić środek pola Van Bommel prócz kolekcjonowania kartek również niczym nie imponuje. Bayern raczej dalej niż ćwierćfinał nie zawędruje, brakuje mu konsekwencji, polotu oraz graczy światowej klasy, którzy mogliby udźwignąć ciężar gry, tak jak robił to Hargreaves.

GRUPA C.

Ostra walka o prymat w grupie

Jest to grupa, w której wybitnie widać podział na dwie klasowe teamy, które bez przeszkód wejdą do dalszych rozgrywek oraz dwóch przeciętniaków, walczących o prawo do gry w Pucharze UEFA. Girondins Bordeaux oraz Galatasaray Stambuł to dwa zespoły, które stoczą walkę o przepustkę do PUEFA - oba zdobyły po jednym punkcie, remisując... ze sobą (i to bezbramkowo). Jak na razie największym sukcesem Galatasaray jest zwycięstwo we wspomnianym UEFA Cup w 2000r., które pewnie dobrze pamięta Hakan Sukur, ówczesny lider drużyny, "syn marnotrawny" (powrócił do Galatasaray po trzech latach tułaczki po Serie A oraz Premier League). Póki co bramek w tegorocznej LM nie zdobył, ale jako żywa legenda klubu oraz tureckiej piłki wciąż cieszy się wielką sympatią kibiców. Bordeaux nie ma w historii takich sukcesów jak Turcy, podobnie słabiej prezentuje się w grupie C, bo mimo podobnej ilości punktów, Francuzi nie strzelili jeszcze ani jednej bramki (Galatasaray ta sztuka udała się trzykrotnie). W pucharze UEFA zagra zapewne drużyna turecka, tymczasem Żyrondyści powinni cieszyć się z każdej bramki. Prawdziwym sprawdzianem dla obu ekip będzie rewanż za remis 0:0, tym razem na stadionie w Bordeaux. PSV Eindhoven zapewnił sobie już udział w kolejnej rundzie Ligi Mistrzów. Siła Holenderskiej jedenastki tkwi w młodych i utalentowanych napastnikach Jaffersionie Farfan oraz Arounie Kone, piłkarzu z Wybrzeża Kości Słoniowej, zdobywającym w ostatnich meczach bramki jak na zawołanie. Ponadto, PSV może również liczyć na doświadczonych zawodników, jak Cocu czy Kluivert. Zdaje się, że koncepcja trenera Koemana zdaje egzamin, bo PSV gra piłkę ładną dla oka, a przy tym skuteczną i ma wielką szansę w dalszej fazie powalczyć z największymi, wcale nie będąc na straconej pozycji, o ile będą na fali. FC Liverpool, triumfator LM sprzed 2 lat jest w podobnej sytuacji, co Inter Mediolan (właściwie nie do końca, bo Anglicy zapewnili sobie już udział w następnej fazie w przeciwieństwie do Włochów), tzn. po kiepskim początku sezonu, ich forma stabilizuje się i wyniki zaczynają wyglądać coraz lepiej. Zwłaszcza dobrze prezentują się Luis Garcia oraz Peter Crouch (strzelili w dwóch meczach grupowych łącznie pięć bramek), a należy pamiętać, iż w ataku The Reds dobrze poczynają sobie także zakupieni w lecie Dirk Kuyt oraz Craig Bellamy, a bramkarze na Wyspach i w Europie dobrze pewnie pamiętają również Robbiego Fowlera. Trener Benitez - ku wyraźnej uldze kibiców - zrezygnował z niesprawdzającego się systemu rotacyjnego i przyniosło to wymierne efekty. Nie ma co liczyć na powtórzenie sukcesu z 2004 r., jednak Liverpool wciąż pozostaje wymagającym rywalem

GRUPA D.

Za takie obrazki kochamy Ligę Mistrzów

W grupie D mamy podobną sytuację, jak w poprzedniej, jednak tutaj tylko Valencia ma już zagwarantowany udział w fazie grupowej. Romie brakuje do tego jednego zwycięstwa, jednak pięciopunktowa przewaga nad Szachtarem i Olympiakosem stawia ją na dobrej pozycji. Szachtar Donieck podobnie jak Spartak ma w składzie dobrze radzącego sobie Polaka. Mariusz Lewandowski, tak samo jak Wojciech Kowalewski, nie ma jednak co liczyć na dalsze podboje Ligi Mistrzów, bo drużyna z Doniecka wciąż nie spisuje się tak, jakby życzyli sobie tego jej działacze oraz kibice. Słaba Postawa Szachtara okupiona została odsunięciem od drużyny jej niedawnego lidera, Anatolija Tymoszczuka.

Jak grają Ukraińcy jest pewnie rzeczą wiadomą dla polskich kibiców, bo właśnie z Donieckiem przegrała w eliminacjach do LM warszawska Legia. Warszawiacy zapewne dobrze zapamiętali Brazylijczyków Fernandinho, Elano oraz Matuzalema czy Rumuna Cipriana Maricę. Ukraińcy są pod względem statystyk najgorszą drużyną grupy D, jednak mają jeszcze szansę na udział w Pucharze UEFA, bo wydaje się, iż konkurujący o to samo prawo Olympiakos jest zdecydowanie w ich zasięgu. Ciekawe, o ile gorzej spisałaby się Legia... Dla Olympiakosu Pireus Michał Żewłakow jest równie ważnym zawodnikiem podstawowego składu, jak dla Szachtara Mariusz Lewandowski. Polak ma okazję grać w jednej drużynie z znajdującym się obecnie już u schyłku wielkiej kariery Brazylijczykiem Rivaldo, będącym liderem greckiej jedenastki. Rivaldo wciąż strzela bramki, wciąż odpowiada za siłę ofensywną swojej ekipy i wciąż pozostaje wzorem dla całej rzeszy młodych zawodników. Warto również zwrócić uwagę na skutecznego w tej edycji LM greckiego napastnika Michalisa Konstantinou. Mimo dominacji u siebie w Grecji, Olympiakosowi będzie ciężko w walce z Szachtarem o udział w Pucharze UEFA, jednak ma na to dość spore szanse, bo poziom obu klubów wydaje się podobny. AS Roma po paru chudych latach zajęła 2. miejsce w Serie A (i nie zamierzam nawet wspominać przy tej okazji o aferze korupcyjnej we Włoszech) ;) i znów ma prawo gry w Lidze Mistrzów. Jej liderem, a także pewnym symbolem klubu jest Francesco Totti. Ton grze Romy nadają również inni Włosi, jak Simone Perrotta oraz Daniele DeRossi, Chilijczyk David Pizarro czy Brazylijczyk Rodrigo Taddei. Bardzo popularnym zawodnikiem jest także doświadczony Vincenzo Montella, w obecnej LM grający jednak bardzo mało. Roma ma olbrzymie szanse na wyjście z grupy, natomiast nie jest faworytem Champions League i dotarcie do finału jest raczej ponad siły Rzymian. Valencia CF z kolei może powalczyć nawet o końcowy sukces. W grupie jest zdecydowanym liderem, posiada silny skład - tutaj warto zwrócić przede wszystkim uwagę na bardzo silny atak, tworzony przez bramkostrzelnych Hiszpanów: Davida Villę oraz weterana europejskich boisk, Fernando Morientesa (razem ustrzelili aż 7 bramek!). A jest jeszcze utalentowany Joaquin oraz solidna obrona, kierowana przez Roberto Ayalę. Valencia będzie potrafiła wygrać z każdym i o ile nie przydarzy jej się słabszy dzień, każdy pojedynek z nią będzie dla rywala bardzo ciężki.

GRUPA E.

Fantastyczny Lyon i bezradny Real

Układ w grupie E jest najbardziej klarowny spośród wszystkich - karty rozdaje Olympique Lyon, za nim jest Real Madryt, potem Steaua Bukareszt i na szarym końcu Dynamo Kijów. Ukraińcy nie zdobyli póki co ani jednego punktu, stracili aż trzynaście bramek (przy dwóch strzelonych) i choć wciąż mają szanse na Puchar UEFA, to tak naprawdę będzie to tylko niespełnione marzenie. Kolejne na koncie Sergija Rebrowa, który doszedł z Dynamem w 1999 roku aż do półfinału LM (rok wcześniej do ćwierćfinału). Steaua Bukareszt ma na koncie już zwycięstwo w protoplaście dzisiejszej Ligi Mistrzów (po serii jedenastek pokonała FC Barcelonę w 1986 roku). W tym roku nie powtórzy tego sukcesu, jednak sam awans do tych elitarnych rozgrywek oraz dojście do półfinału Pucharu UEFA w zeszłym sezonie oznacza swoisty renesans klubu na arenie międzynarodowej. W tym sezonie Rumuni prawdopodobnie będą mieli szansę powtórzyć swój wyczyn w mniej prestiżowych rozgrywkach europejskich lub nawet go poprawić. Real Madryt to kolejna drużyna, która nie spełnia pokładanych w niej oczekiwań. Klub wciąż jest nafaszerowany gwiazdami, trenerem jest utytułowany Włoch Fabio Capello, a kibice oczekują widowiskowej gry oraz wyników. Na razie, o ile wyniki dobre zdarzają się Realowi ostatnio dość często (fani Królewskich pewnie najbardziej sobie cenią zwycięstwo w lidze 2:0 z Barceloną), to styl gry pozostawia nieco do życzenia. W Lidze Mistrzów jednak po fatalnym meczu z dobrze dysponowanym Lyonem przegrali pierwsze spotkanie... i na tym się skończyło - dalej Real już wygrywał. Z drugiej strony, zwycięstwa odniósł nad słabymi rywalami, dlatego w zasadzie tylko mecze z Francuzami dadzą odpowiedź, na ile groźny jest madrycki klub w pościgu po Puchar Mistrzów. A swoją drogą, Real jest zespołem, z którym zawsze trzeba się liczyć; czy jednak stać go na zdobycie trofeum? Wątpię. Olimpique Lyon nie przegrał żadnego meczu, nie stracił żadnej bramki, a strzelił dziewięć. Oczywistym więc jest fakt, że jest on typowany jako jeden z poważnych kandydatów do zwycięstwa w tegorocznej Lidze Mistrzów. Francuzi grają piłkę ofensywna, szybką oraz widowiskową, a przy tym szalenie skuteczną, jednocześnie bardzo szczelnie broniąc dostępu do własnej bramki. Florent Malouda, Juninho Pernambucano, Fred, Sylvian Wiltord czy Eric Abidal to na dzień dzisiejszy piłkarze klasy światowej, znakomicie się odnajdujący w stylu gry Olimpique Lyon. Każdy inny wynik, jak brak Francuzów w półfinale będzie ogromną niespodzianką, z kolei zapewne nikt się nie zdziwi, jeśli uda im się wznieść puchar.

GRUPA F.

Manchester ucieka Celtikowi...

Największe szanse na awans z tej grupy ma Manchester United, któremu brakuje zaledwie punktu. O drugie miejsce premiowane awansem do samego końca walczyć będą Benfica Lizbona oraz Celtic Glasgow. Tyle samo punktów, co Benfica ma także FC Kopenhaga. Duńczycy tworzą zgrany kolektyw, którym udało im się ograć Manchester United (który co prawda wystawił głównie rezerwy) oraz zremisować z Benfiką. Najważniejszym zawodnikiem Kopenhagi jest Marcus Allbaeck i od jego formy często będzie decydować podział punktów w meczu. Jednak mimo pozornie malej siły rażenia, debiutanci zasługują na uznanie, bo typowani na outsidera uciułali 4 punkty, poza tym w drodze do fazy grupowej wyeliminowali słynny Ajax Amsterdam. Mimo wszystko nie jestem przekonany, czy zaangażowanie oraz zgranie zastąpi niedostatki umiejętności i Kopenhadze będzie raczej bardzo ciężko awansować do rozgrywek Pucharu UEFA. Mimo takiego samego bilansu punktowego, Benfice Lizbona będzie dużo łatwiej, a swoja wzrastającą formę potwierdziła w meczu z Celtikiem, zwyciężając pewnie 3:0. Zresztą mając w składzie piłkarzy takich, jak Simao Sabrosa, Nuno Gomes, Konstantinos Katsouranis czy Armando Petit trudno klasyfikować Benfikę niżej od zespołu Duńczyków. Lizbończycy powinni jednak powalczyć o więcej, korzystając z słabej ostatnio dyspozycji Celtów. Rok temu udało się zajść daleko, a Portugalczyków stać na to i w tym sezonie. Celtic po przegranej 3:2 z Diabłami paradoksalnie zwrócił na siebie uwagę jako drużyna, która będzie się liczyć w grupie F. Mecz z Man Utd był najładniejszym, jakie dane było dotychczas oglądać, a Szkoci wcale nie odstawali od świetnie grających tego dnia Diabłów. Celtic ma na koncie sześć punktów, jednak ostatni mecz przegrał z Benfiką 0:3 w fatalnym stylu, który może nie napawać optymizmem sympatyków The Bhoys. Wydaje się, że Celtów stać jest na awans, a w najgorszym wypadku pewnie zagrają w Pucharze UEFA. Punktu do zapewnionego awansu brakuje Manchesterowi United. Diabły maja w klubie o tyle ciekawą sytuację, że pierwsza jedenastka jest bardzo silna (w lidze gromi takie firmy jak Liverpool, Newcastle czy Portsmouth), kiedy jednak sir Alex wystawił zmienników, przegrał mecz z Kopenhagą w bardzo kiepskim stylu. Jednak po zeszłorocznym blamażu (MU nie wyszedł z grupy) zespól powinien się zmobilizować i grać będą zapewne zawodnicy z pierwszej jedenastki, co przy ich obecnej formie może doprowadzić zespół aż na sam szczyt. Wydaje się, że Manchester ma wszystko, czego potrzebuje drużyna do zwojowania pucharów, dobrych napastników (PUPCIA czy Saha to silne punkty swoich reprezentacji, Anglik strzelił niedawno hattricka w meczu z Boltonem, a Francuz ma na koncie już 3 bramki w LM), świetnych pomocników (znajdujący się w wybornej formie weterani, błyskotliwy Cristiano Ronaldo), znakomitych obrońców oraz doświadczonego bramkarza Edwina Van Der Sara (na swoja szansę czeka Tomasz Kuszczak). Nie mają oni jednak wartościowych zmienników i w przypadku kontuzji czy zmęczenia, Anglicy nie mają co liczyć na wyrównaną walkę z największymi. Wciąż jednak pozostają nieobliczalni.

GRUPA G.

Czy Arsenal wyprzedzi CSKA?

W grupie G. sytuacja wygląda bardzo ciekawie, bo faworyci do zwycięstwa, czyli Arsenal i FC Porto muszą uznać wyższość CSKA Moskwa, zajmującego pierwsze miejsce. Na dnie tabeli jest Hamburger SV, nie mający żadnych szans na awans, gdyż przegrał wszystkie mecze. Co prawda teraz, kiedy wrócił Van Der Vaart, Niemcy mogą pokusić się o zdobycie jakichkolwiek punktów, jednak na nic więcej Hamburger nie ma co liczyć. Co innego grupa trzech zespołów, które wciąż są w grze. Najciekawiej wygląda sytuacja CSKA Moskwa, która to choć strzeliła tylko 2 bramki (nie tracąc żadnej), ma najwięcej punktów w grupie (osiem) i największe szanse na awans. Rosjanie stawiają na defensywę, ale dzięki dobrej skuteczności udaje im się zwycięsko wychodzić z potyczek. Wątpię jednak, czy w spotkaniach ze świetnie zorganizowanymi w obronie teamami zdołają oddać dwa strzały, gdzie przynajmniej jeden z nich zamienią na bramkę, jak to bywało w meczu z Arsenalem, kiedy to mieli nieporównywalnie mniej okazji strzeleckich, a jednak zwyciężyli (1:0). Awansu CSKA można również upatrywać w terminarzu: jadą na wyjazdowy mecz ze słabiutkim Hamburgerem, a wcześniej podejmują u siebie FC Porto. Wyobrażacie sobie Portugalczyków grających przy temperaturze kilku stopni na minusie? Porto pewnie będzie dalej reprezentować Portugalię w Pucharze UEFA, bo choć od triumfu w PUEFA i LM minęło niewiele czasu, to drużyna ta dramatycznie obniżyła loty. Widać, ile znaczy wartościowy trener - Jose Mourinho teraz walczy o najwyższe laury z Chelsea. Drugim zespołem, który prawdopodobnie awansuje do dalszych gier jest Arsenal Londyn. Trudno uwierzyć, by finalistów zeszłej edycji zabrakło przynajmniej w ćwierćfinale. Co prawda Thierry Henry, największa gwiazda drużyny, wykazuje ostatnio obniżkę formy, a i jego koledzy nie prezentują się jakoś rewelacyjnie, jednak to właśnie londyńczycy powinni razem z moskwianami stanowić reprezentację grupy G. I razem polec. CSKA nie jest jeszcze ekipa zdolną walczyć z europejskimi potęgami, a Arsenal jeśli znacznie nie poprawi swojej gry, również może się szybko pożegnać z Ligą Mistrzów. Przy czym londyńczycy mogą zaskoczyć, a CSKA raczej nie.

GRUPA H.

Starsi koledzy nie nadążają już za dynamicznym Kaką

AC Milan miał szczęście. Trafił do łatwej grupy, gdzie jako głównego oponenta do awansu ma europejskiego przeciętniaka, a dwie pozostałe drużyny mogły być dostawcami punktów w innych grupach. Anderlecht Bruksela zdobył dwa punkty, remisując dwa mecze, AEK Ateny jeden mecz wygrał i jeden zremisował (4 punkty), a LOSC Lille wygrał jeden mecz, dwa zremisował (5 punktów). Wyraźnie widać, jak wyrównany jest poziom trzech drużyn walczących o prawo gry w fazie pucharowej (czy Pucharze UEFA). I wyraźnie widać hegemonię Milanu, który nie prezentując wcale wybitnej gry spacerkiem zdobył 10 punktów, remisując jeden mecz, a resztę wygrywając. Przykładowo, do pokonania (dwukrotnie) Anderlechtu wystarczył jeden jedyny kreatywny zawodnik w drużynie z Mediolanu, czyli Kaka. (Brazylijczyk ma już 5 goli na koncie.) W Pucharze UEFA wystąpi zapewne AEK Ateny, a razem z Milanem w dalszych rozgrywkach Ligi Mistrzów zagra Lille, czyli jedyna drużyna z tej grupy, która w jednym meczu stawiła czoła Włochom i nie przegrała (0:0). Dwie pierwsze drużyny z tej grupy nie mogą jednak liczyć na coś więcej niż łut szczęścia w meczach dalszej fazy. Lille nie posiada w składzie klasowych zawodników, którzy mogliby pociągnąć grę całego zespołu, a w tak trudnych meczach LM jest to bardzo ważne. Milan z kolei prezentuje się bardzo słabo, a sam Kaka niczego nie zdziała. Andrea Pirlo jest obecnie cieniem samego siebie, zakupiony przed sezonem Ricardo Olivieira nie jest zawodnikiem klasy sprzedanego Szewczenki, a wiekowa drużyna zaczyna się rozpadać. Milanowi są potrzebne zmiany, a bez nich nie ma szans na powtórzenie sukcesu z 2003 roku, kiedy Milan sięgnął po Puchar Europy. Dobre występy młodego Yoanna Gourcuffa powinny być impulsem dla działaczy.

***

Nie ukrywam, iż mam swojego faworyta, drużynę, za którą poszedłbym w ogień. Spróbujcie domyślić się na podstawie tego tekstu, o jaki team chodzi (jak się nie uda - tym lepiej dla mojej wiarygodności). :P Mam nadzieję, że byłem obiektywny przedstawiając Wam - co prawda bardzo powierzchownie i tylko w zarysach - kluby grające w poszczególnych grupach tegorocznej LM. Szkoda, że nie ma wśród nich żadnej polskiej drużyny, ale z drugiej strony czy nie lepiej jest uniknąć upokorzeń, jakich doznają niektórzy outsiderzy swoich grup? Odpowiedzcie sobie sami. ;) Oszczędzę też Wam banałów, że jedyne, co mogę przewidzieć, to piękne spotkania i bramki, bo to zapewne każdy z Was wie. Życzę jeszcze tylko jak najmniej spotkań kiepskich - bo oczywiste, że i takie się trafią - oraz do zobaczenia. Już nie mogę doczekać się tego momentu, kiedy kapitan wzniesie Puchar wysoko do góry ku błyskom fleszy i przy wrzawie całego stadionu...

Póki co zawsze możecie przeczytać nasze recenzje, wybrać odpowiednią grę i rozegrać kilka spotkań osobiście. ;)

10.11.06

Zdjęcia pochodzą z portalu Gazeta.pl