1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka

Call of Juraez [demotest]

Pamięta ktoś dobrą grę osadzoną w realiach Dzikiego Zachodu? Wątpię, żeby było takich wielu. Nie ma się czemu dziwić, bowiem po serii nieudanych produkcji tego typu żaden developer przez wiele lat nie podjął się próby wypuszczenia tytułu o takich klimatach. Tendencja ta przerwana zostanie niebawem, bowiem właśnie pojawiło się demo polskiej gry z fabułą na Dzikim Zachodzie.

Trochę się na to demo czekało, bo gra według zapowiedzi twórców miała mieć swą premierę w okolicach marca/kwietnia tego roku, a mamy nie przymierzając sierpień i na oficjalną premierę pełnej wersji trzeba będzie jeszcze trochę poczekać zapewne. Ale zajmijmy się może tym, co jest teraz najważniejsze. Demo, co ciekawe, nie zostało pierwotnie umieszczone na serwerze Techlandu, twórców gry, a na filefroncie i stronie gry.wp.pl, jest po angielsku i waży niemal 540 MB, co sprawia, że nawet na Neo 512 chcąc je sobie pobrać musimy zarezerwować około 2 godziny wolnego czasu. Może to i nie tak wiele, ale w moim przypadku czas ten wydłużył się 3 krotnie, ponieważ musiałem 2 razy zakończyć pobieranie przed czasem i pobierać od nowa, za trzecim razem już przy pomocy programu FlashGet.

Opis

Podczas ściągania postanowiłem poszperać trochę w sieci i znaleźć jakieś komentarze na temat gry. Znalazło się nawet tego trochę i były to w większości bardzo pochlebne opinie na temat grywalności owego tytułu, ale spotkałem się też z wieloma przerażającymi komentarzami na temat wymagań sprzętowych. Pewien 18 - latek na przykład zdał relację, że u niego na GF 7800 GT w 1024x768 i ciut wyższych detalach od standardowo ustawionych ledwo dało się grać! Serce podeszło mi do gardła i zimny pot przelał się przeze mnie, gdy to przeczytałem! Koleżka ten miał poza tym, jeśli wierzyć jego słowom 1 GB RAM-u i procesor Intela Pentium 4 3.2GHz. A takich komentarzy było więcej. Na kartach pokroju GF6800-7800 gra wcale nie działała tak jak powinna i na detalach, które 16 potokowe karty z 256 MB pamięci na pokładzie powinny uciągać z prędkością 60 klatek na sekundę. I wtedy naszła mnie refleksja, co ja biedny żuczek z taką cienizną jak Celeron D 3.03 GHz, 1 GB RAM-u i GF 6600 GT pocznie? Toż to siąść i zapłakać! Mimo wszystko po zainstalowaniu gry wstawiłem w opcjach 1024x768 i średnie detale, ale o tym później.

To wprawdzie tylko demotest, ale o fabule można coś powiedzieć, zwłaszcza, że jej ogólny zarys mogłem poznać nie grając w pełną wersję. W grze mamy możliwość poznać historię dwóch ludzi. Pierwszy to młody indianin Billy, który po problemach w domu rodzinnym postanawia wieść żywot włóczęgi. Po pewnym czasie postanawia jednak wrócić w rodzinne strony, przeprosić ojca i się jakoś ustatkować. Sprawy nieco się komplikują i tu do akcji wkracza drugi bohater - Ray, rewolwerowiec na emeryturze, który po skończeniu z życiem zabijaki zostaje lokalnym pastorem. Jednak z powodu komplikujących się spraw musi odkurzyć wysłużonego Colta i jak za starych dobrych czasów ruszyć z nim na przeciwników. Bohaterowie ci różnią się od siebie diametralnie sposobami załatwiania spraw. Billy posiada umiejętność skradania się i mistrzowskiego obchodzenia się z lassem, gra nim wymaga nierzadko pomyślunku i finezji, co jest przeciwieństwem Raya, który woli styl a'la Rambo, czyli szarżowanie na wrogów z bronią w ręku po trupach dziesiątek zabitych. Pod sutanną pastora kryje się maszyna do zabijania, człowiek, który nie kryje się ze swoimi zamiarami, ma nerwy ze stali i nie pęka z byle powodu. Zaiste, są to dwie absolutnie różne postacie, co jest w moim odczuciu ogromnym plusem tej gry.

Call of Juraez

W wersji demonstracyjnej dostępne były jedynie 2 etapy, ale wystarczyło to, by zaznajomić się z klimatem i stylem gry. Atmosfera westernu została zachowana całkiem nieźle i mam nadzieję, że będzie tak i w pełnej wersji. Bardzo podobał mi się motyw muzyczny przewijający się podczas pobytu w menu głównym gry, jak i w menu pauzy wyświetlanym po naciśnięciu klawisza Escape.

Przyznać ednak muszę, że bardziej podobał mi się etap z Billym, podczas którego chodzimy po lesistym kanionie i od czasu do czasu korzystamy z lassa, to żeby zabić agresywne dzikie zwierze, to żeby przetransportować się na drugi skraj przepaści. W tym też etapie dostajemy możliwość kradzieży konia i pomykania nim po stepie. Swoją drogą koń w Call of Juarez podobał mi się dużo bardziej, niż w takim Oblivionie! Pędzi szybciej, z większą gracją i przyjemniej się nim steruje, a i tekstura odpowiedzialna za jego wygląd nie jest gorszej jakości niż we wspomnianym hicie RPG.

Call of Juraez

Wypada też coś niecoś powiedzieć o poziomie z Ray'em. Zaczyna się on od konieczności przeczytania pisma świętego w kościele, później wychodzimy na zewnątrz i zaczyna się jatka. Wyciągamy 2 Colty i naparzamy do terroryzujących miasteczko mend. Choć strzela się całkiem przyjemnie (ciekawy pomysł, z pistoletu trzymanego w lewej dłoni strzelamy lewym przyciskiem myszy, prawym zaś przyciskiem naparzamy do wrogów bronią trzymaną w dłoni prawej, zupełnie inaczej, niż w innych FPS'ach) plansza ta przypadła mi do gustu dużo mniej, niż ten klimatyczny etap z Billym. Ładnie zaprojektowane miasteczko, kobieta, której jak przystało na kowbojskiego macho postanawiamy pomóc, wszystko jak w filmach z Clintem Eastwoodem. Fajnie, nieprawdaż? Otóż nie, z jakiegoś powodu ten poziom po prostu nie przypadł mi do gustu.

Gra działa na zmodyfikowanym enginie Chrome'a, gry Techlandu z 2003 roku i czuć, że silnik jest już mocno wyeksploatowany. Wprawdzie graficzka z dodanymi efektami Shader Model 3.0 kopie tyłki nawet w czasach, kiedy wychodzą takie gry, jak wspominany już Oblivion, ale optymalizacja kodu nie poszła w parze z podwyższeniem jej jakości. Teksturki są ostre jak żyleta, a takich światłocieni i okien nie widziałem chyba w życiu w grze komputerowej. Jeszcze więcej gra zyskuje po włączeniu filtrowania anizotropowego, które nadaje niebywałą ostrość także obiektom położonym dalej. Wymagania sprzętowe są bardzo wysokie i wygląda mi to na jakiś problem z enginem, do którego po prostu władowano efekty pakietów Pixel i Vertex Shader 3.0 na starych warunkach. Podobne problemy zaobserwowałem podczas grania w GTi Racing. Mam nadzieję, że Techland pójdzie po rozum do głowy i będzie to ostatnia gra tej firmy zrobiona na starszej wersji silnika (nowa wersja już w drodze!). A tak? Na podanym na początku tekstu sprzęcie jaki posiadam gra chodziła z prędkością około 20 klatek na sekundę w 1024x768 i średnich detalach. Nie muszę chyba mówić, że za dużo to nie jest, ponieważ do osiągnięcia wrażenia płynności animacji potrzebne jest przynajmniej średnio 30 klatek. Mimo to dało się grać i postanowiłem jedynie odciążyć CPU włączając w opcjach dźwięk o jakości 22Hz (mam zintegrowaną kartę dźwiękową, pomogło).

Call of Juraez

Jeżeli chodzi o dźwięk to jest po prostu genialny! Często zdarza mi się chwalić ten aspekt w grach, ale tu muszę powiedzieć, że jest po prostu boski! Nawet tym, którzy nie lubią takich gier radzę ściągnąć sobie temat przewodni z CoJ w formacie MP3 i posłuchać, bo warto, naprawdę warto! Głosy postaci zostały dobrane bezbłędnie, jak w żadnej innej grze i choć jestem zwolennikiem pełnych polonizacji w tym przypadku jestem jednak za tym, żeby Techland już nic nie kombinował i zrobił tylko polskie napisy pozostawiając oryginalne angielskie głosy. To jak z dubbingiem w westernie, czy ktoś wyobraża sobie typowy pojedynek szeryfa z gangsterem w samo południe z wyzwiskami i docinkami skandowanymi po polsku? Chyba nie.

Podsumowując. Choć demo może nie położyło mnie na łopatki i nie sprawiło, że szukałem szczęki pod biurkiem, dostarczyło mi około pół godziny rozrywki na znośnym poziomie i sprawiło, że czekam z niecierpliwością na premierę wersji pełnej mając nadzieję na to, że autorzy mimo wszystko zrobią coś dla posiadaczy słabszych kompów, w końcu są Polakami, znają polskie realia i wiedzą, że nie każdy w tym kraju może pozwolić sobie na sprzęt za parę tysięcy.