1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka

Call of Duty 4: Modern Warfare

Jedynkę znam na pamięć. United Offensive przeszedłem na najwyższym poziomie trudności. Call of Duty 2 to u mnie ponad 250 godzin spędzonych na internetowych serwerach. Na "trójeczce" starłem wszystkie zęby, przeklinając w myślach sterowanie na konsolowej "gałce". No i w końcu się doczekałem… Panie i panowie, Modern Warfare bije na głowę wszystkie moje wcześniejsze doświadczenia związane z tą serią. Czas na prawdziwą wojnę!

Pierwsze wrażenie z Call of Duty 4 było dosyć… rozczarowujące. Za niemalże sto złotych w środku pudełka znalazłem jedynie płytkę dvd z grą oraz dwunastostronicową instrukcję, z czego cała jej połowa to umowa licencyjna (nie żartuję!). LEM dał tutaj ciała na całej linii, zwłaszcza biorąc pod uwagę to, do czego przyzwyczaił nas CDP czy Cenega. Rzuciłem instrukcję w kąt i zająłem się tym, czym należy. Bezproblemowa instalacja, sprawdzenie aktualizacji, konfiguracja w opcjach, butelka zimnej coli i już byłem gotowy. Zabawę czas zacząć.

W CoD wódka leje się gęsto. Ahoj przyjacielu!

W przeciwieństwie do wszystkich poprzednich części akcja Modern Warfare ma miejsce w czasach współczesnych, choć to powinien wiedzieć każdy, kto choć odrobinę zainteresował się serią. Przyznam się, że początkowo miałem silne obawy, co do przeniesienia realiów serii w XXI wiek. Bałem się, że "stary, dobry CoD" już nigdy nie będzie taki, jak kiedyś, zamieni się w kolejną z setek innych gier, w której bez większego ładu i składu walczy się z organizacjami terrorystycznymi, oczywiście łudząco podobnymi (zarówno wyglądem jak i stylem działania) do Al-Kaidy; rynek gier "drugowojennych" opanuje natomiast koszmarny Medal of Honor jeszcze koszmarniejszego EA Games. Narzekań nie było końca, jednak po czasie się przełamałem. Z dwojga złego lepszy już Modern Warfare niżeli Wiedźmin (nie żebym uważał tę grę za słabą, po prostu mam już powyżej dziurek w uszach rozmów/reklam/zapowiedzi/recenzji tej gry). Na całe szczęście moje psioczenie było w pełni nieuzasadnione.

-Niezły tyłek, prawda Scott? -Potwierdzam.

Napiszę to już teraz. Call of Duty 4 miażdży na całej linii. Bez wątpienia jest to najlepszy FPS w jaki grałem tego roku (gdzieś tam obok biegnie sobie BioShock), a uwierzcie mi, grałem w naprawdę dużo pozycji. Wszystko robi tutaj kolosalne wrażenie. Od grafiki, poprzez muzykę, kampanię dla pojedynczego gracza na trybie multiplayer kończąc. Gra jest wspaniale dopracowana, powinna zachwycić zarówno starych wyjadaczy poprzednich części, jak i zdezorientowanych żółtodziobów. Jednym słowem: hit. Ale wszystko po kolei.

Standardowo zacząłem od trybu dla pojedynczego gracza. W końcu trzeba poznać wszystkie rodzaje nowych broni, wyposażenia oraz map, zanim przejdzie się do trybu walki przez Internet. Niemal od pierwszej chwili (lokacja w samouczku była bowiem szkaradna) zakochałem się w wizualnej stronie programu Infinity Ward. Jak na solidny FPS przystało, Modern Warfare pełne jest graficznych wodotrysków. Mamy efektowne rozmycia czy fajny efekt ziarnistości (ekran przypomina starą kliszę), największe wrażenie zrobiła na mnie jednak zabawa kontrastem. Gdy mierzymy we wroga przy pomocy narzędzi celowniczych wszystko inne jest tak realistycznie rozmyte, obszar na którym skupia się nasza siatkówka jest natomiast rewelacyjnie ostry. Wielu programistów próbowało już uzyskać podobne efekty, w Modern Warfare wyszło to jednak najlepiej.

Zapamiętajcie, S.A.S. nigdy nie puka dwa razy.

Rewelacyjnie wygląda również otoczenie. Najlepiej prezentują się otwarte przestrzenie. Woda, trawa, drzewa i krzewy, wszystko wygląda naprawdę realnie. Oblivion, Gothic 3, Quake Wars - to wszystko relikty przeszłości. Tak realistycznej flory jeszcze nie widziałem. Źdźbła i liście ruszają się na wietrze, rwące strumienie pięknie odbijają i zniekształcają wszystko wokół, do tego wspaniale odwzorowane warunki pogodowe (ta burza na statku!) i szczegółowe modele wszelakich zabudowań… Jest pięknie, naprawdę pięknie. Czasem, podobnie jak w Colin McRae Dirt, aż ma się ochotę zaprzestać wykonywania swojej czynności i po prostu podziwiać widoki. Te górskie pejzaże gdzieś w Rosji… Mniam. Prawie jak widokówka. Jedyne, do czego mogę się przyczepić, to oświetlenie padające na amerykańskie mundury podczas nocnych misji w jednym z krajów trzeciego świata. Marines wyglądają wtedy jak jarzeniówki, refleksy płomieni odbijają się od nich jak od jakiegoś szkła. Nie wiem, co chcieli uzyskać graficy, ale chyba im lekko nie wyszło. Cała reszta jest niesamowita. Żałuję tylko, że nie widziałem na oczy wersji z X360, ciekaw jestem jak ta konsola wypada na tle PC.

Marines wybrali się na wycieczkę. Po drodze jak zwykle "sensacje".

Inną, wcześniej wspomnianą kwestią jest muzyka. Autorem ścieżki dźwiękowej do Call of Duty 4 jest pan Harry Gregson-Williams. Facet zajmował się wcześniej udźwiękowianiem takich pozycji jak Metal Gear Solid czy filmu Królestwo Niebieskie. Nie ma wątpliwości, jest to artysta z najwyżej półki, co oczywiście dobitnie słychać w naszych głośnikach podczas gry. Harry wykonał kawał naprawdę dobrej roboty. Ścieżka dźwiękowa do Modern Warfare jest po prostu fe-no-me-nal-na. Na dłużej zapadnie mi w pamięć melodia z menu, świetny utwór przygrywający nam na chwilę przed desantem na wrogi frachtowiec oraz zaraz po wybuchu atomowej bomby. Muzyka w najnowszym dziele Infinity Ward świetnie współtworzy wspaniały klimat, co słychać już od samego początku. Udźwiękowienie wzorowe!

Zwróćcie uwagę na ten efekt używania narzędzi optycznych!

A jak mi się w to grało? Przejście kampanii dla pojedynczego gracza to świetne przeżycie (zwłaszcza na najwyższym poziomie trudności). Wszystko bardziej przypomina wysokobudżetowy, hollywoodzki film akcji niżeli grę komputerową. Wybuchy, karkołomne akrobacje, nagłe zwroty akcji, pełno wrogów, jeszcze więcej wybuchów… Singleplayer zapewni Ci kolosalną dawkę pozytywnych emocji. Kampania została świetnie wykonana, każda z misji jest na swój sposób oryginalna i niepowtarzalna. Ani razu nie miałem przeczucia, że zabijam kolejną dziesiątkę wrogów bez żadnego większego celu i sensu. Wszystko jest tutaj świetnie zaplanowane, każda z misji (wyliczyłem tylko dwie słabsze) to natomiast małe dzieło sztuki. Na dłużej zapadnie mi w pamięć między innymi ucieczka z tonącego frachtowca prosto do zawieszonego w powietrzu helikoptera. Wszystko się sypie, cały pokład przechyla się na bok, a Ty wraz ze swoimi towarzyszami z S.A.S. uciekacie przed zalewającą was wodą. Innym diamentem okazała się misja na Ukrainie, dokładnej w Czarnobylu. Jest do zadanie dla prawdziwego snajpera. Chłodny temperament, opanowanie, umiejętności kamuflażu - to się najbardziej liczy w tym zadaniu. Do tego to klimatyczne, opuszczone otoczenie… S.T.A.L.K.E.R. wysiada.

Prypeć, Ukraina, fenomenalna grafika i wór klimatu.

Z innych ciekawych misji pamiętam również nocną ucieczkę przed szukającymi mnie patrolami wroga, atak na miasto pełne wrogo nastawionych ultranationalistów, obronę rosyjskiej wioski czy pogoń za "tym głównym złym". Świetnie się w to gra. Bardzo fajnie wypadł tutaj element współpracy z towarzyszami. Choć są niemal w pełni oskryptowani (komputer z góry zakłada ich ruchy) współpraca z nimi to sama przyjemność. Towarzysze broni są samowystarczalni, nie musimy się o nich martwić, ponadto są skuteczni w walce, co nie zawsze można z ręką na sercu powiedzieć o naszych kompanach z innych gier o podobnej tematyce. Co ciekawe, każdy z naszych towarzyszy broni posiada własną, ciekawą osobowość, którą poznajemy z misji na misję, z czasem stając się naprawdę zżytą paczką. Są momenty, kiedy my ich ratujemy, są również takie, kiedy oni ratują nas. Prawdziwa "kompania braci". Szkoda tylko, że cała przygoda tak szybko się kończy. 10-12 godzin w zupełności wystarczy na zaliczenie kampanii SP na średnim poziomie trudności. Trochę mało, zwłaszcza jak na grę za sto złotych. Na całe szczęście jest jeszcze tryb multiplayer.

Bond nie miał czasu się ogolić...

Nowe czasy, nowy arsenał. MP44, Thompson, PPS - wszystkim tym muzealnym eksponatom mówimy dowidzenia. Teraz w naszych łapkach pojawia się M4 (ulubiona broń rodzimego GROMU), M16 (popularna broń szturmowa), szybkostrzelne karabiny wyborowe M21 czy Dragubov SVD, jak również lekkie karabiny maszynowe pokroju M60E4 czy broń ręczna, przykładowo M1911.45. Nie mogło zabraknąć legendarnego shotguna, w tym wypadku występującego w wersji W1200. Każda z broni może posiadać wiele opcjonalnych dodatków, w tym laserowy/optyczny celownik czy doczepiany wyrzutnik granatów.

Hej, początki zawsze bywają trudne.

Nowoczesny arsenał to nie jedyna nowość na wyposażeniu współczesnych wojaków. Z większych ciekawostek warto wspomnieć o noktowizorze; pozwala zyskać ogromną przewagę nad pogrążonymi w mroku przeciwnikami. Niestety twórcy dali nam naprawdę wąskie pole do popisu z tym jakże ciekawym gadżetem. Inną wartą wzmianki nowinką są również granaty błyskowe. Ich zadaniem jest oślepienie i dezorientacja przeciwnika, co robią nad wyraz udanie. Ciekawym efektem jest "dostać" takim granatem. Nasze pole widzenia się miesza, rozmywa i traci ostrość. Wydaje nam się, że się poruszamy, choć tak naprawdę stoimy w miejscu i odwrotnie. Równie "przejmujący" efekt widziałem jedynie w FarCry.

Internetowa, zgrana kompania. Czy to nie piękne?

Największą frajdę sprawiło mi strzelanie z szybkostrzelnych karabinów wyborowych. Optyczny celownik i ogromna precyzja to właśnie coś, co mnie kręci. Niezapomnianym przeżyciem jest również wystrzelenie rakiety FGM-148 Javelin. Rakieta typu "fire and forget" zawsze trafia do celu, powodując ogromne zniszczenia pojazdów przeciwnika. Polecam pobawić się nią z czołgami wroga. Podsumowując, pukawki w Modern Warfare zostały odwzorowane bardzo dobrze, idealnie naśladując oryginały. Dźwięki wystrzałów, odrzut, precyzja trafienia, przyrządy celownicze - wszystko to zastało wiernie oddane prawdziwym realiom. Naprawdę czujesz się jak na wojnie.

Pfff, też mi niespodzianka.

A czy gra posiada jakieś większe wady? Stosunkowo krótka kampania dla pojedynczego gracza boli chyba najbardziej, na całe szczęście tytuł nadrabia to świetnym multi. Wspomniane wcześniej skąpe wydanie również nie przysparza grze takiego kalibru dobrego pierwszego wrażenia. Do wad mogę również zaliczyć problemy z całkowitą kompatybilnością z systemem Vista, którego jestem (nie)szczęśliwym posiadaczem. Gra czasem nie rozpoznaje, czy została spatchowana czy nie, domagając się najnowszej łatki, chociaż ta została wgrana przed kilkoma minutami. Innym problemem jest voip, czyli używanie wbudowanego w grę systemu głosowego. Użytkownicy Visty w żaden sposób nie potrafią "dojść do głosu" i jak na razie nie pomagają żadne uaktualnienia. Ajajaj, Microsoft jak zwykle robi problemy.

Wycieczka krajoznawcza po krajach trzeciego świata

Więcej grzechów nie pamiętam. Cała reszta to natomiast sama góra plusów. Ciekawa kampania dla amerykańskich marines jak i brytyjskiego S.A.S. pozostanie w mojej pamięci na długo, tak samo jak oprawa audio-wizualna. Gra jest bardzo grywalna i wciągająca. Nawet na tyle, aby przechodzić ją po raz czwarty (no co, za każdym razem wybieram inny poziom trudności). Fantastyczne multi zapewni tytułowi długą żywotność, ja natomiast czekam już tylko na pierwszy dodatek. A będzie na pewno, tego jestem stuprocentowo pewny (zakończenie mówi samo za siebie). Byłbym zapomniał - jest jeszcze jeden plus: nie musimy się obawiać, że przez przypadek trafimy moździerzem w jakąś okoliczną wioskę. A nawet jeżeli… do sądu za to nie pójdziemy :).