1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka

Call of Duty 4: Modern Warfare

Ile to już było gier traktujących o drugiej wojnie światowej? Nie sposób zliczyć, lecz każdy szanujący się gracz potrafi wymienić przynajmniej kilka tytułów. Na 99% jednym z tytułów, który padałby najczęściej, byłby Call of Duty. Ten FPS, który jako pierwszy zmienił priorytety gracza w rozgrywce, zapisał się na zawsze na kartach historii gier komputerowych. To nie była kolejna gra, w której bohater stanowił jednoosobową armię - chodzącą maszynę do zabijania. Nagle stawałeś się tylko małym elementem ogromnej armii. By przeżyć, musiałeś współpracować. Epicka fabuła i pompatyczność, nasuwająca skojarzenia z takimi filmami jak Kompania Braci czy Szeregowiec Ryan, została bardzo ciepło przyjęta przez graczy.

Highway to Heaven

Wystarczająco ciepło, by chłopaki z Infinity Ward stworzyli dwie kolejne części, w tym trzecią tylko na konsole, ku niezadowoleniu pecetowców. Niestety, koncept na drugowojenne batalie zaczął powoli się wyczerpywać i developer musiał poszukać nowego, sensownego wybrnięcia z sytuacji. Wszak pecunia non olet i zawsze da się jeszcze coś wycisnąć z wyrobionej marki. Postanowiono postawić wszystko na jedną kartę i akcję gry osadzono we współczesności. Call of Duty 4: Modern Warfare przedstawia konflikt zbrojny na przełomie XX i XXI wieku - ery międzynarodowego terroryzmu.

Niejaki Zakayev, rosyjski generał, nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności będący jednocześnie skrajnym nacjonalistą, podżega terrorystów do walki z zachodnimi mocarstwami, by odciągnąć uwagę międzynarodowej opinii publicznej od próby przejęcia władzy w swoim kraju. Stajemy więc po stronie NATO i rebeliantów. Wcielimy się w skórę żołnierzy najznakomitszych jednostek specjalnych, takich jak brytyjski S.A.S. czy U.S. Marines, ale także pokierujemy zwykłym rosyjskim żołdakiem, który walczy w wojnie domowej. Twórcy przygotowali takie atrakcje jak lot i desant ze śmigłowca Black Hawk czy prowadzenie ognia z samolotu AC-130, a więc rozmachu, tak jak w częściach poprzednich, nie zabraknie.

Oczywiście sposób walki zmieni się nieco i nasi komandosi będą stosować strategię walki odpowiednią dla naszych czasów. Wpadanie do pokoju wcześniej wyczyszczonego granatem gazowym, zjazdy na linie z budynków czy używanie gogli termicznych to chleb powszedni w CoD 4.

Zaraz tu kogoś piorun strzeli…

Jeżeli oprawa graficzna będzie przedstawiać to, co widać na screenach, to jestem przekonany, że zerwane berety będą fruwać w powietrzu. Developerzy zafundują realistyczne cieniowanie, teksturowanie w wysokiej jakości i takie efekty, jak chociażby falujące od gorąca powietrze czy dynamiczna głębia ostrości. System fizyki sprawi, że beczki zostaną przewrócone siłą wybuchu pobliskiego zbiornika paliwa, a ceglana ściana runie od podłożonej bomby. Nie zabraknie także klimatycznych motywów muzycznych i realistycznych dźwięków. O to ostatnie akurat można być spokojnym - wystarczy przypomnieć sobie epizod Stalingradzki w pierwszej części CoD.

Szybciej! Bo Black Hawk zaraz będzie Down…

Szykują nam się cuda-niewidy. I choć naprawdę sceptycznie podchodziłem na początku do konceptu fabularnego niezwykle luźno nawiązującego do historii, to teraz muszę przyznać, że mi przeszło. No bo ileż można katować lądowanie w Normandii czy też Stalingrad? Oby tylko tytuł nie był przekombinowany i pozostał tak grywalny jak poprzedniczki, gdzie wręcz utożsamiałem się z prowadzonym przeze mnie sołdatem.