1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka

Burnout Dominator

Nikt się nie spodziewał, że seria Burnout, która narodziła się na platformie poczciwej PS2, nie doczeka się już następcy w postaci kolejnej odsłony. Jak mylne były te domysły, kiedy to EA oficjalnie zapowiedziała kontynuatorkę ulicznych karamboli z niepozornym (?) podtytułem Dominator. Klękajcie narody!

Burnout Dominator

Seria Burnout to niewątpliwie taka, która może jednoznacznie kojarzyć się z konsolą japońskiego koncernu - Sony. I tak też jest, bowiem już pierwsza część zdobyła spore uznanie wśród graczy poprzez iście szaleńczy model jazdy (jeśli można to tak nazwać) i porywającą szybkość, która była nieodłącznym towarzyszem całej gry. Kolejne lata przyniosły następne części, które nie zaliczały dosyć zauważalnej tendencji spadkowej, a wręcz przeciwnie - każdy sequel był coraz bardziej dopracowany i jeszcze bardziej grywalny dzięki zakorzenieniu nowych trybów. W międzyczasie studio developerskie zajmujące się pozycją, zostało "wchłonięte" przez rynkowego giganta - Electronic Arts. I tu nie ma mowy o żadnej komercjalizacji, pójściu na "łatwiznę" itp. Trzecia część o podtytule Takedown była bezapelacyjnie przełomem nie tylko graficznym, ale też jeżeli chodzi o pokłady grywalności i ilość dostępnych trybów (m.in. Crash Mode - spowodowanie możliwie jak największej demolki na ulicy, z udziałem samochodów cywilnych - odpowiednio wielkość wyrządzonych szkód obrazowana miernikiem punktowym). Z kolei czwarta część (Revenge) to również istny majstersztyk, jeżeli wziąć pod uwagę szatę graficzną, a więc modele pojazdów, otoczenie - można powiedzieć, że twórcy wycisnęli ostatnie soki mocy przerobowych PS2, gdyż ciężko o podobny tytuł (na takim poziomie) na platformie Sony. Zapytasz: po jakiego grzyba owa retrospekcja? Ano, dlatego że Dominator to swoiste połączenie najlepszych patentów poprzednich pozycji, nieco zmodyfikowanych, mimo to niezmiennie miodnych.

Burnout Dominator

Rzeczą nieodłączną każdej kolejnej pozycji jest... szybkość. Znów, bez względu na tryb zabawy, jaki przyjdzie nam wybrać, mkniemy z zawrotną prędkością. Podstawową zmianą w tym aspekcie jest brak możliwości destrukcji wozów cywilnych na drodze. A to przekłada się na fakt takowy, że jazda będzie "nieco" utrudniona, gdyż każde wjechanie "w tyłek" zwykłemu obywatelowi [znaczy zderzenie pojazdów... nie piszemy tu o stosunkach homopłciowych :D - mCrvn], kosztuje sporo czasu oraz niezbędnego boostu (przyspieszenia). Oczywiście za bezbłędne mijanie, oraz efektowne przejścia dostajemy odpowiednią ilość punktów i "dopalacza", a jeżeli osiągniesz całość (tzn. zapełnisz pasek boostu do końca) dane będzie ci ujrzeć niewyobrażalną prędkość, gdzie jazda staje się naprawdę sporym wyzwaniem (co zresztą obowiązuje w grze na każdym kroku).

Co do dostępnych trybów (jak łatwo wywnioskować z kilku zdań powyżej), będą one takie same jak w poprzednich częściach (jednak z małymi zmianami). A wśród nich znajdziemy m.in. Race, Road Rage etc. Pozbyto się natomiast trybu Crash, który był jednym z mocnych kart przetargowych ostatnich odsłon. Nowościami wśród dostępnych modułów są Drifting Challenge i Maniac. Pierwszy nie wymaga chyba specjalnych wyjaśnień - ot, kręćki na tafli lodowiska z możliwie jak największą szybkością owocują punktami. Maniac to rzecz "niby" nowa (a zarazem głośno zapowiadana przez twórców) - nieodłączna zawrotna szybkość, rozpaczliwe mijanie kolejnych samochodów - możliwie jak najdłużej (dlatego użyłem słowa "niby" - wszak owy "tryb" to cały Burnout!). Dostępnych jest 7 rodzajów samochodów, którymi przyjdzie nam czynić drogowy miszmasz (również analogiczne do poprzedników w ostatnich tytułach).

Burnout Dominator

Grafika. Rzecz nieziemska, jeżeli brać pod uwagę platformę na jakiej zaserwowano Dominatora. Jednak nie uległa drastycznym zmianom, gdyż takich poczynić się nie dało i sensu większego by to nie miało, ponieważ już "Revenge" serwował szczękopad w tej kwestii. Ogromnym plusem jest tu wykonanie wszelakich lokacji, po których przyjdzie się nam ścigać. Chociaż rzadko komu dane dostrzec szczegóły i geniusz mijanej infrastruktury to screeny wyraźnie pokazują z czym mamy do czynienia. Iskry, latające części pojazdów - to się ceni i chwali! Strona "muzyczna", jak zwykle, stoi na wysokim poziomie - w tle przygrywać będą w większości rockowe kapele, wszak tytuł na takową otoczkę zasługuje.

Kwestia multiplayer wydaje się być oczywista. Mamy tu więc split screen - podzielony ekran dla dwóch graczy, którzy mają chętkę na wspólne zmagania (a takie przyjdzie nam toczyć online). Dominator oprócz opisywanej platformy trafi również na młodszą, przenośną siostrę PSP, o ile w kwestii dostępnych trybów i schematu rozgrywki wyglądać będzie identycznie, tak kwestia graficzna i multiplayerowa to już nieco inna para kaloszy (chociaż nie do końca). Z tegoż oto powodu nie rozpisywałem się nad powyższą pozycją, warto zaznaczyć, że premiera odbędzie się tego samego dnia co wersja na PS2.

Burnout Dominator

Murowany hit! Co do tego nie mam wątpliwości, bo co tu może się nie udać? Znając z autopsji magię Burnouta, która wciąga na przepełnione miodem godziny, inaczej o tytule mówić nie mogę. Poprzez lata ewolucji jakie dokonywała seria, nie spłycono w żaden sposób rozgrywki - i w tym wypadku również tego nie uczyniono. Dominator to swoiste podsumowanie, pożegnanie wspaniałej serii na powoli gasnącej platformie Sony, a to samo w sobie stanowi wystarczający argument.