Nie wiem dlaczego, ale rosyjska fantastyka zawsze fascynowała mnie. Może rosyjscy pisarze mają oryginalniejsze pomysły, może używają jakiś czarów, przelewając myśli na papier. Jedno jest pewne - sięgając po wschodnie książki zawsze czułem zadowolenie. Od niedawna do grona moich ulubionych bardów dołączył Siergiej Łukjanienko, znany u nas m.in. z Nocnego Patrolu. Dlaczego dopiero niedawno? Odpowiedź jest niezwykle prosta. Ot, powieści z patrolem w tytule niezbyt przypadły mi do gustu i wolę na ich temat się nie rozpisywać, za to Brudnopis zauroczył mnie już od pierwszego akapitu.

A dlaczego akurat Brudnopis? Tutaj można by się rozwodzić godzinami, lecz na to nie mamy czasu, a więc prosto, zwięźle i na temat. Fabuła stworzona przez Łukjanienkę jest niezwykle ciekawa, wciąga nas już od pierwszej strony, już na samym początku dzieje się bardzo wiele. A co ważniejsze, dalej akcja nie zwalnia nawet na chwilę, nie dając nam wytchnienia aż do samego końca. A przy tym nas niesamowicie bawi i daje się nam odprężyć po długim i męczącym dniu. Szkoda tylko, że książkę się tak szybko pochłania, iż parę godzin później z wielkim bólem serca przekładasz ostatnią stronę i wiesz, że to już koniec wspaniałej przygody, w którą ruszyłeś z młodym programistą.

Główny bohater, Kirył Maksimow toczy spokojne, ustatkowane, acz szare i niepotrzebne nikomu życie. Pod żadnym względem nie wyróżnia się z tłumu sobie podobnych ludzi. Nie wie jednak, że właśnie przeżył ostatnie dni swojego dotychczasowego żywota. Teraz będzie zupełnie inaczej. Najpierw jednak wraca do swojego mieszkania, w którym zastaje zupełnie nieznajomą kobietę. Ta bezczelnie utrzymuje, że to jej mieszkanie i nie ma zamiaru się z niego wynosić. Jakby tego było mało, nawet pies Kiryła, zdrajca jeden (a podobno pies to najlepszy przyjaciel człowieka), staje po stronie obcej dziewczyny. Na tym jednak nie kończą się dziwne zdarzenia. Okazuje się, że z biegiem czasu coraz więcej osób zapomina, że znało kiedyś młodziutkiego Maksimowa. Przyjaciele przyjaciółmi, gorzej, że nawet jego rodzice udają, że nie mieli nigdy w życiu syna o takim imieniu. Z dnia na dzień sytuacja staje się coraz gorsza, bowiem zapominają go wszyscy ludzie, z którymi rozmawiał nawet pięć minut temu. Główny bohater nie spodziewa się jednego. Już niedługo zostanie dozorcą w wieży będącej przejściem pomiędzy wieloma światami. A to będzie tylko początek przygody jego życia, mającej nieoczekiwany finał.

Muszę przyznać, Łukjanienko miał genialny pomysł na tę książkę. Trafił wprost w mój gust i od razu zaskarbił sobie moje serce. Pomijając ciekawą historię i prowadzenie fabuły, już same światy wykreowane przez niego dają dużo radości w poznawaniu ich. Mamy tu między innymi świat, który zatrzymał się parę wieków wstecz, gdzie do dziś królują powozy zaprzężone w konie, a na wybrzeżach szaleją ogromne ośmiornice. Mamy także raj, gdzie ludzie cieszą się każdą chwilą, żyją z godziny na godzinę... na kompletnym haju. Mamy także świat późniący się zaledwie parę lat w stosunku do naszego, będący jednak naszą doskonalszą kopią. Czy więc przypadkiem to nie my jesteśmy brudnopisem, służącym tylko jeszcze większej doskonałości świata równoległego? Refleksje na ten temat pozostawiam już Tobie, drogi czytelniku.

Brudnopis

Jest jeszcze jeden plus, dzięki którego nie będziesz chciał książki odłożyć na półkę, póki jej nie skończysz. Są nim główni bohaterowie, zwłaszcza Kirył, który do złudzenia przypomina każdego z nas. Tak naprawdę, czytając książkę, bez większego problemu utożsamiamy się z głównym bohaterem i dzięki temu wszystko przeżywamy razem z nim. Widzimy jego ewolucję z przestraszonego i zagubionego młodego człowieka, do pewnego swoich sił Funkcyjnego. Co więcej, będąc także narratorem, nie raz dzieli się swoimi ciekawymi przemyśleniami, które albo są ciekawym komentarzem do nas samych, albo zmuszają nas do chwili zastanowienia się nad sobą, nad swoim życiem.

Dłużej już nie będę Was zachęcał. Brudnopis to kawał naprawdę dobrej fantastyki, jakiej jest mało. Taki poziom może osiągnąć niewielu pisarzy, a Łukjanience się to udało. Już nie mogę się doczekać zapowiadanej na przyszły rok kontynuacji. Po lekturze tej książki jestem pełen podziwu dla kunsztu autora, a także pełen nadziei co do kolejnej książki z Kiryłem Maksimowem w roli głównej. W oczekiwaniu na Czystopis radzę wszystkim spóźnialskim nadrobić zaległości i koniecznie przeczytać genialny Brudnopis. Naprawdę warto!