REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka

Brothers In Arms: Road to Hill 30

Chcąc nie chcąc, opisując kolejny tytuł o tematyce wojennej trzeba wspomnieć o dwóch grach - Medal of Honor i Call of Duty. To właśnie te dwie gry są najlepsze w swoim gatunku i to właśnie one nadawały kierunek, w którym wojenne gry akcji podążały. Od czasu do czasu pojawiały się gry, których zamiarem było zepchnięcie tych dwóch gier z pozycji lidera, choć bez większego sukcesu. W 2005 roku przybył im kolejny konkurent. Po zapowiedziach mogliśmy mieć nadzieje, że gra będzie rewelacyjna, a przede wszystkim rewolucyjna, z niesamowitym klimatem, świetną oprawą audiowizualną. Gdy Brothers in Arms się ukazał, komentujący podzielili się na dwie grupy: jedna uważała, że twórcy spisali się znakomicie i obietnice spełnili z nawiązką. Drudzy zaś, iż z zapowiedzi wyszły nici i BiA jest produktem przeciętnym. Od premiery minęło już wiele miesięcy, więc teraz możemy raz jeszcze zająć się Brothers in Arms i spojrzeć na niego z perspektywy czasu.

REKLAMA

Za stworzenie Brothers in Arms odpowiedzialni są ludzie z Gearbox Software, dla których BiA jest debiutanckim produktem. Oczywiście, nie były to osoby bez doświadczenia. Gearbox Software tworzy "zlepek" programistów, którzy na swoim koncie mieli między innymi takie gry jak Tony Hawk's Pro Skater 3, Halo: Combat Evolved w wersji pecetowej, James Bond 007: Nightfire, a także wiele dodatków do Half-Life. Jak widać, panowie zdobywali swoje doświadczenie nie byle gdzie, a jak poradzili sobie ze swoim pierwszym produktem?

REKLAMA
Brothers In Arms: Road to Hill 30

W grze wcielamy się w postać sierżanta Matta Bakera, dowódcy grupy spadochroniarzy ze 101 Dywizji Powietrzno-Desantowej. Co ciekawe, główny bohater jest postacią prawdziwą. Samą rozgrywkę zaczynamy 6 czerwca 1944 roku podczas lądowania spadochronowego w Normandii. I właśnie w Normandii dzieje się cała akcja. W innych produkcjach nasz wojak zostawał rzucany po całej Europie co, choć w samej grze nie przeszkadzało, było raczej mało realistyczne. Tutaj, działać będziemy tylko w jednym miejscu, co ma oczywiście swoje wady i zalety. Na pewno dużym plusem jest to, że możemy bardziej "wczuć" się w misje. Często jest tak, że jesteśmy przygotowani do danego zadania, które nastąpi dopiero później. Oprócz tego, gra staje się bardziej wiarygodna i jeszcze bardziej ufamy, że takie wydarzenia się kiedyś wydarzyły, bo przecież śledzimy poczynania naszych bohaterów praktycznie dzień po dniu. Niestety, oprócz zalet takie przedstawienie fabuły ma również swoje wady. Cały czas obserwujemy te same miejsca, które po jakimś czasie się nudzą. Ile razy można oglądać podobne do siebie miasta, pola i łąki?

Same zadania są dosyć urozmaicone. Naszym zadaniem będzie między innymi zdobycie, a następnie obrona francuskich miasteczek, a to oczyszczenie pól ze słupów aby szybowce mogły bezpiecznie wylądować. Przede wszystkim będziemy musieli uprzykrzyć, a właściwie zakończyć, życie jak największej ilości Niemcom. Jak widać-rutyna. Co najważniejsze, misje się nie nudzą (oprócz samego terenu) i dają dużo satysfakcji. Zadań, choć jest sporo, bo ponad dwadzieścia, jednak przeważnie są one bardzo krótkie, więc łącznie zabawy starcza nam na niecałe dziesięć godzin.

Brothers In Arms: Road to Hill 30

Same walki jednak znacznie różnią się od tych z gier konkurencji. Dlaczego? Brothers in Arms to połączenie gry taktycznej i zwykłej strzelanki, choć tutaj taktyki i planowania jest zdecydowanie więcej niż chociażby w Medal of Honor: Wojna na Pacyfiku. Dostajemy nawet specjalny tryb, który uruchamiamy jednym przyciskiem, i wygląd z pola walki zmienia się na widok mapy taktycznej, którą obserwujemy "z lotu ptaka" Dzięki niemu możemy dokładnie ustawić naszą pozycje, gdzie najlepiej się schować, i gdzie znajduje się rywal. Po takiej analizie, możemy doskonale rozplanować atak na rywala. Choć nie wiadomo jak byśmy planowali, większość akcji ogranicza się do rozkazu aby nasza drużyna ostrzeliwała pozycje wroga, a my zaś wtedy zachodzimy rywala od boku i skracamy jego żywot. Przez pierwsze misje takie coś może się podobać, ale z czasem jednak może już zacząć być nużące.

Jak się już pewnie domyślacie, walki nie są prowadzone w aż tak szybkim i dynamicznym tempie. Są wolniejsze, jednak bardziej przemyślane, co nie oznacza, że nudne. Trzeba przykucnąć, przycelować i dopiero wtedy można próbować coś zdziałać. Czy takie rozwiązanie jest dobre czy nie, ciężko określić, bo przecież każdy ma swój gust, i nie każdemu może się podobać. Ja, choć również lubię szybką i wartką akcję, czasem fajnie też zaplanować i zastanowić się bardziej niż tylko strzelać na oślep. Fani gier taktycznych będą w siódmym w niebie, ci którzy preferują akcje na tzw. "Rambo" będą się po prostu nudzić.

Wprowadzone elementy taktycznie, powodują, że gra automatycznie staje się trudniejsza. I nie chodzi tu tylko o większy poziom trudności, ale także o rzeczy, które w innych grach powodowały, że mimo dużego poziomu trudności, gra stawała się łatwiejsza . W BiA nie uświadczymy czegoś takiego jak apteczki, które przywracały nam stan życia. W sumie to i racja, bo przecież rzadko kiedy żołnierz podczas walki mógł sobie na takie dobrodziejstwo pozwolić. Dzięki temu też, najpierw dwa razy się zastanowimy, niż wychylimy swoje ciało na odstrzał. Nie uświadczymy też dobrze znanego w innych strzelaninach celownika, który ułatwiał nam strzelanie do dalej oddalonych punktów. W BiA możemy tylko przybliżyć broń do naszego oka, tak jak robi się to naprawdę, chcąc poprawić celność swoich strzałów. Nie możemy także zapisywać stanu gry w dowolnym momencie. Chcemy czy nie chcemy, ale w Brothers in Arms bez planowania daleko nie zajdziemy…(Człowiek nie czuje, kiedy rymuje…) Walki również są trudniejsze. Niemcy rzadko kiedy opuszczają zajmowane przez siebie stanowiska i naprawdę ciężko ich trafić, tym bardziej, że nie mamy przecież celownika. Jednak często, a nawet zbyt często zdarzają się im się karygodne błędy, kiedy wydaje im się, że są zasłonięci, choć zza zasłony wystaje im pół ciała. Wielokrotnie też, zdarzyło im się nam nie zauważać nas, choć jesteśmy obok nich i na dodatek strzelamy do nich.

Brothers In Arms: Road to Hill 30

Aby jednak nie było aż tak trudno, z pomocą przychodzą nam nasi towarzysze broni. Żeby z sukcesem ukończyć każdą misje, oprócz dobrego planowania, musimy dobrze dowodzić naszą drużyną. Samo sterowanie jest bardzo intuicyjne, i nie powinno sprawić nikomu trudności, a nawet jeśli, to przy dłuższym obcowaniu z grą, przyzwyczajamy się do niego. By rozkazać drużynie, żeby ta przeniosła się na dane miejsce, przyciskamy prawy przycisk myszy i wskazujemy na dany obszar. Jeśli chcemy zaś, aby drużyna przygniotła ogniem wroga, również naciskamy PPM i wskazujemy cel. Proste? Pewnie, że tak! I jakże przyjemne! Co najważniejsze żołnierze nam towarzyszący nie są głupi i sami o siebie również potrafią zadbać. Gdy zauważą wroga, chowają się i strzelają do niego, sami szybko i bezproblemowo formują szyk. To bardzo cieszy, bo zamiast zawracać sobie głowę i martwić się żeby nasza drużyna nie zginęła, możemy zająć się tym co najważniejsze czyli walką. Oprócz ludzi, czasem dostaniemy też do dowodzenia czołg. Wydawanie rozkazów nie różni się od tych, jakimi posługujemy się przy wydawaniu poleceń ludzi. Czołg to nie tylko większa siła rażenia, ale także skuteczna zasłona przed ostrzałem przeciwników. Dodatkowo, możemy "wskoczyć" na czołg i skorzystać z zamontowanego na nim działa. Jak widać, w Brothers in Arms drużyna jest bardzo potrzebna.

Czas wspomnieć o klimacie, który jak dla mnie jest jedną z ważniejszych rzeczy w grach wojennych. Jak już wspomniałem, w Brothers in Arms, możemy zapomnieć o niezwykle efektownych bitew, zrealizowanych z ogromnym rozmachem. Tutaj mamy małe miejscowości, zwykłych, często przypadkowych żołnierzy i tak naprawdę szalenie prawdziwą do bólu wojnę. Nie ma tutaj żadnych ułatwień, jest za to trud, brud, i ciężki wojenny klimat, który ja kupuję. Naprawdę, jest to o wiele bardziej wiarygodne niż wielkie, epickie bitwy….

Brothers In Arms: Road to Hill 30

Niestety, jak każda gra tak i Brothers in Arms ma swoje wady. Tak naprawdę, choć za BiA przemawia dobre połączenie gry taktycznej i zwykłej strzelaniny i bardzo wiarygodny klimat, gra nie ma tego "czegoś". Z czasem staje się nudna, bo ileż można ciągle robić to samo? Mimo że misje są zróżnicowane, to oglądanie i wykonywanie ciągle tego samego po prostu nudzi ! Irytować mogą też przeróżne błędy Niemców, o których już wcześniej wspomniałem.

Graficznie Brothers in Arms prezentuje się ładnie. Autorski silnik pozwala wyświetlać całkiem sporo efektów graficznych. Oczywiście, nie jest to grafika pokroju Far Cry, ale może naprawdę się podobać. Często w trakcie gry pogoda się zmienia, dzięki temu zaobserwować możemy bajeczne zachody słońca, ale i także pochmurne poranki. Również animacje postaci wykonane są bardzo dobrze, każda z nich ma inną, charakterystyczną twarz i mimikę.

Jeżeli chodzi zaś o oprawę dźwiękową Brothers in Arms przedstawia się dość… nietypowo. Podczas gry nie słyszymy żadnej muzyki, jak znane jest to w innych produkcjach. Tylko i wyłącznie odgłosy walki, naszych kompanów, i wrogów. Trzeba przyznać, że jest to bardzo ciekawy sposób, ale… Czyż muzyka również nie buduje klimatu?

Brothers In Arms: Road to Hill 30
REKLAMA

Warto wspomnieć też o polskiej wersji językowej Brothers in Arms. Ja zakupiłem grę, kiedy ta znajdowała się jeszcze w serii SuperSeller, teraz można BiA kupić już za niecałe 25zł. Dlaczego polska wersja jest godna wspomnienia? Lokalizacja została wykonana w całości, a więc głosy wszystkich bohaterów zostały podłożone na nasz rodzimy język. I trzeba przyznać, że należą się duże brawa dla Cenegi, która odwaliła kawał dobrej roboty. W grze słyszymy często niecenzuralne wyrazy, które jeszcze bardziej budują klimat wojenny klimat gry. Jeśli jednak ktoś nie lubi naszego rodzimego języka może bezproblemowo zamienić na język angielski. Jednak zaprawdę powiadam wam, nie warto tego robić, gdyż w polskiej wersji narratorem jest nie kto inny jak Jarosław Łukomski, lektor kultowego serialu "Kompania Braci". Ten kto oglądał doskonale wie, jak ten Pan doskonale potrafi zbudować klimat…

Podsumowując Brothers in Arms to bardzo dobra gra, której jednak brakuje tego "czegoś", co powodowałoby, że zostawaliśmy przed ekranami monitora na dłużej. Nie mniej jednak, klimat jaki panuje w grze, to coś… coś co ciężko opisać. Co tu dłużej gadać, zagrać trzeba, jeśli lubisz gry wojenne to jest to bez wątpienia gra dla ciebie!

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA