1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka

Blues at Sunrise

Stojąc przed regałem z płytami w krakowskim Empiku zastanawiałem się, co by tu dołożyć do mojej kolekcji. W cenach promocyjnych dostępne były takie "hity" jak Tokio Hotel, Nightwish czy The Rasmus. Jednak moją uwagę przykuł album z prostą okładką, która przedstawia wyluzowanego gościa dzierżącego Strata Number One... Wykonawcą nagrań na płycie jest Stevie Ray Vaughan z zespołem Double Trouble, a krążek, adekwatnie do zawartości, nosi nazwę Blues At Sunrise.

Blues At Sunrise

SRV, bo tak zwykło się skrótowo nazywać tego artystę, był gitarzystą i wokalistą. W swojej karierze nagrał sześć albumów, za które otrzymał trzy prestiżowe nagrody Grammy. Stworzył unikatowy styl, będący połączeniem najważniejszych elementów bluesa i rocka. W zdolnościach kompozytorskich i technice dorównywał takim sławom, jak Jimi Hendrix, (Randy Rhoads! - P.) czy Eric Clapton. Przez lata opłakiwany i nieudolnie kopiowany przez wielu młodocianych adeptów sztuki gitarowej, stał się legendą. Zginął tragicznie w wypadku śmigłowca, który uległ katastrofie na krótko po starcie. Był to 1991 rok.

Album Blues At Sunrise to wydana dziewięć lat później kompilacja największych przebojów Steviego. Obok utworów studyjnych płyta zawiera wersje koncertowe, bądź kawałki wcześniej niepublikowane (jak choćby The Sky Is Crying). Nie wszystkie kompozycje na krążku to piosenki autorstwa SRV. Znajdziemy tutaj interpretacje utworów takich mistrzów, jak Buddy Guy czy Albert King (który gościnnie wystąpił w utworze Blues At Sunrise).

Od samego początku brzmienie albumu zaciekawia. Gitara ma charakterystyczny "tekstańsko-twangowy" ton, reszta instrumentów spełnia swoje zadanie, choć nie przebija się na pierwszy plan. W końcu tutaj główną rolę gra Stevie Ray i jego Strat. Wspólnym mianownikiem piosenek jest styl blues rockowy - artysta bawi się tematami bluesowymi puszczając oko w stronę muzyki mocniejszej. Nie uświadczymy jednak ciągłego klepania nudnego bluesa z elementami rocka, wręcz przeciwnie, są na tej płycie utwory różne, jak Chitlins Con Carne i Blues At Sunrise.

Blues at Sunrise

Kto Steviego zna, wie czego można oczekiwać od warsztatu technicznego muzyka - efektowne, szybkie zagrywki wzbogacone podciągnięciami, improwizowane solówki, nowe interpretacje starych tematów - to wszystko znajduje się na płycie, podane w wyjątkowo przemyślany sposób. Teksty są przejmujące i intrygujące, miejscami zabawne, jak to w bluesie. Zaśpiewane z charakterystyczną manierą wzbudzają zainteresowanie, a zwłaszcza liryki utworu Tin Pan Alley, gdzie oprócz Steviego wokalnie udziela się Johnny Copeland.

Jest w tych nagraniach jakaś magia i może to zabrzmi głupio - dusza. SRV przelewa swoje uczucia na gitarę nie zapominając o technice, która w jego wykonaniu jest nad wyraz subtelna. Wszystko zostało zagrane ze smakiem. Stevie pomimo ograniczonej formy bluesowej nie stara się na siłę wyjść poza nią, tworzy swobodnie i lekko w jej ramach unikając nudy.

Trudno jednoznacznie ocenić ten album. Mnie osobiście płyta bardzo przypadła do gustu, a utwór The Sky Is Crying to jedna z najlepszych kompozycji jakie słyszałem w życiu, ze względu na tekst, przejmujący nastrój i klimat, który jest wszechobecny na tym albumie.

Stevie Ray Vaughan był wielkim artystą, ten krążek to esencja jego stylu. Kiedy następny raz w muzyczniaku będziecie przechodzić obok płyt bluesowych, zwróćcie uwagę na gościa o wyglądzie indiańskiego szamana, z poobijaną gitarą. Nie zawiedziecie się.