1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka

Blitzkrieg 2: Upadek Rzeszy

Kiedy Loon ogłosił, że ma do recenzji Blitzkrieg 2: Upadek Rzeszy, zapanowała w redakcji cisza. No nie całkowita cisza, bo ktoś pomrukiwał, że brak nam strategów, którzy by zajęli się takimi grami. Wtedy ja nieśmiało wysunąłem rękę do góry i poprosiłem o przyznanie mi tejże pozycji, bo chociaż z "dwójką" niestety styczności wielkiej nie miałem, to przy jedynce i Sudden Strike miło spędziłem czas.

Wiem zapewne, że wielu z was puka się teraz w głowę, jak mogę recenzować dodatek nie znając oryginalnej wersji. Na obronę mogę powiedzieć tylko tyle, że przełomowych zmian między Blitzkrieg I, a II brak, a także to, że dodatek jest samodzielny (dzięki czemu mogę go recenzować) i jest tak naprawdę pakietem misji, niźli rozszerzeniem wprowadzającym przełomowe zmiany.

Masochiści

Gdybym miał określić gatunek gier takich jak Blitzkrieg, czy Sudden Strike, to bez wątpienia powiedziałbym RTS dla masochistów. Szybki Zapis jest w takich grach częściej używany niż w wielu strzelankach, wystarczy bowiem, by czołg pojechał o jeden cm za daleko i już możemy pożegnać się z całą armią. Niestety, taki poziom trudności nie jest bynajmniej efektem genialnego AI, lecz zasadami panującymi w grze.

Wypad do miasteczka nocą

Blitzkrieg jest bowiem elementem pośrednim między takim dajmy na to Combat Mission, a Company of Heroes i kompromis pomiędzy oddaniem realiów, a RTS'owością został wg mnie osiągnięty. Mamy bowiem grubość pancerzy, kalibry dział, ilość amunicji, zaś jednym z najważniejszych czynników staje się zasięg broni, ale porzucono np. kąty strzałów, uszkodzenia pojazdów (oprócz uszkodzenia gąsienic), rezerwy paliwa, czy też wpływ odległości na przebicie pancerza.

Z jednej strony więc nie otrzymujemy Combat Mission, gdzie każdy atak trzeba było skrupulatnie zaplanować, z drugiej jednak wjazd Tygrysem w środek sił wroga nie będzie skutkował ich rozniesieniem jak to ma miejsce w Company of Heroes, lecz jego płonącym wrakiem. Taki kompromis może wielu nie odpowiadać, co zresztą nie jest też takie dziwne, bowiem jeśli przyjrzymy się typowej rozgrywce, to jest ona dość żmudna. Podsyłamy piechotę jako jednostkę zwiadowczą, wynajdujemy wrogi pojazd, budynek bądź artylerię i podciągamy czołg z odpowiednio dużym zasięgiem i kalibrem działa. I bach, strzelamy do nieszczęśnika. I tak zasadniczo przez całą mapę. Ujawnia się zresztą tutaj duża niedoskonałość AI, bowiem rzadko kiedy postanawia ruszyć na nas w takiej sytuacji, jest całkowicie oparte na skryptach, dlatego jeśli jesteśmy pewni, że w pobliżu nie ma żadnego piechura wroga, który nas obserwuje, jesteśmy bezpieczni. Ale rzadko kiedy mamy taki komfort. Często może się zdarzyć, że w jakimś ciemnym zaułku kryje się czołg, który w odpowiednim momencie przywali nam w tył. A wtedy mamy dwa wyjścia. Albo podsyłamy nowy czołg, albo wczytujemy zapis gry i odpowiednio się ustawiamy do wroga.

Cierpliwość to jednak cnota

Dodatkowo ilość posiłków jest ograniczona, zaś jednostki kruche dlatego jak już wspomniałem wcześniej, rozgrywka musi przebiec w sposób wręcz perfekcyjny, by z powodzeniem zaliczyć misję. Najwięcej strat zapewnie będzie miała piechota, nie z powodu jednak wytężonych starć, a z powodu ostrzeliwania jej z artylerii wroga podczas zwiadu. Rzadko kiedy zdarzyło mi się wykorzystać te jednostki do celów innych niż właśnie rekonesans, a szkoda, bo piechota mogłaby mieć spory potencjał. Co zaś się tyczy artylerii, w tym aspekcie czuć bardziej powiew I WŚ, niż II. Wiąże się zresztą z tym co poprzednio powiedziałem, możemy bowiem zapomnieć o jakimkolwiek Blitzkriegu (wojnie błyskawicznej), bowiem jakikolwiek gwałtowny atak zazwyczaj kończy się tragicznie. Dlatego też w modzie jest system znany z I WŚ, od okopu do okopu, budynek po budynku dojdziemy do celu. Szczególnie, że artyleria jest naprawdę silna i dość precyzyjna. Działa jednak zamilkną kiedy pojawią się samoloty, szkoda tylko, że bombowce nurkujące nie zawsze się słuchają naszych rozkazów i dopiero po kilku podejściach niszczą wskazane jednostki.

Warto wspomnieć także o jednej rzeczy, o różnicach między Rosjanami i Niemcami. Jak nietrudno się domyśleć, ilość jest po stronie tych pierwszych, a jakość po stronie tych drugich. Większość czołgów Rosjan nie ma szans w starciu z czołgami Osi, sytuację wyrównuje dopiero IS-2 i niszczyciele czołgów, choć zanim one doczłapią się na pole bitwy, wiele T-34 zapewne polegnie, nie mogąc przebić przednich pancerzy Tygrysów i Panter.

Opis rozgrywki zapewne wiele was zniechęcił do gry, w końcu komu chce się ślęczyć przed monitorem, tylko po to by zaraz wgrać zapisaną grę? A mimo to gra wciąga, jednak ma trochę grywalności to ciągłe rozwalanie m, po m miast i wsi tylko po to, by zdemaskować jednostki wroga. No i zawsze można śledzić postępy dowódców naszych jednostek, którzy awansują wraz z nimi, dając nam dostęp do nowych umiejętności. Na szczęście nie są one wzięte z kosmosu i opierają się np. na bardziej precyzyjnym strzelaniu celem zniszczenia jednostki, bądź jej unieruchomienia.

Czołgające Uuuuuuuuuuuuuuuura!!!!!!!!!!!! Rosjan

Upadek Rzeszy

No ale dość opisu samej rozgrywki, czas przejść do zawartości dodatku. Rozszerzenie zawiera nowe mapy dla trybu SP i MP, a także dwie kampanie, po jednej dla ZSRR i Niemiec, których akcja dzieje się mniej więcej od połowy roku 1944. Każda kampania zawiera po kilka rozdziałów, zaś na te składają się misje wprowadzające i bitwa decydująca. Wydarzenia toczą się wokół wyzwolenia Białorusi, półwyspu Kurlandzkiego i ofensywy na Węgrzech. Autorzy gry zaznaczają w nieodzownej instrukcji, że dodatek powstał z myślą o doświadczonych graczach i trzeba im przyznać rację. Wystarczy wspomnieć, że z misją wprowadzającą dla Niemiec męczyłem się kilka godzin. Zdarzały się jednak misje podczas których jedyne co trzeba robić, to czasem podesłać nową jednostkę na dany odcinek frontu i przyspieszyć czas, są to jednak wyjątki.

Sam dodatek w mechanice gry nie robi ogromnych zmian. Koryguje statystyki jednostek, rozrzut i szybkostrzelność artylerii, a także powiększył zasięg widzenia jednostek, usuwając zarazem lornetkę z rąk oficerów i snajperów. Także dostajemy cztery nowe jednostki historyczne (co przy ogólnej liczbie jednostek w grze jest liczbą mało imponującą) i odznaki za kampanie.

Jeśli już przejdziemy kampanie i pojedyncze misje zostaje nam... praktycznie przejście ich po raz drugi, bowiem nie spotkałem dużej ilości graczy w trybie rozgrywki wieloosobowej, więc znalezienie kompana do gry może okazać się trudnym zadaniem, a szkoda, bowiem tryb MP mógłby być naprawdę ciekawym przeżyciem, pozbawionym już niezgrabnego AI komputera. Mam nadzieję, że po prostu trafiałem w nieodpowiednią porę i kiedyś będę miał sposobność zbombardować jakiegoś żywego Niemca :).

Trochę światła

Co zaś się tyczy sfery wizualnej i audio gry. Niestety Blitzkrieg nieubłaganie się starzeje. Dwójka swym wyglądem przypomina mi wydaną przeszło 4 lata temu jedynkę po gruntownym liftingu, niż sequel. Grafika owszem jest estetyczna, jednakże w dobie takich gier jak Company of Heroes, zaczyna trącić myszką. Także o sferze audio nie mogę dobrze powiedzieć. O ile odgłosy strzałów i wybuchy są w porządku, o tyle w przypadku muzyki tego powiedzieć nie można. Kompletnie nie pasuje mi do rozgrywki, dlatego też po pewnym okresie czasu ją wyłączyłem.

Kupić, nie kupić?

Dodatek kosztuje 69,90 zł, mimo miło spędzonego czasu, cena wydaje mi się za wysoka o te 10-20 zł w stosunku do zawartości. Fani zapewne dodatek i tak kupią, w końcu nadal to stary dobry Blitzkrieg, tylko trudniejszy, jednak nowym dowódcom poleciłbym kupienie najpierw podstawowej wersji Blitzkriegu, którą można znaleźć już za 39 zł i przynajmniej liźnięcie tej świetnej gry. Ja tak przynajmniej uczynię.